Jeszcze w południe wydawało się, że euro odchorowało już problemy finansowe Grecji i że po trzech dniach spadków eurodolar może powrócić do wzrostowego trendu. Stabilizacja na giełdach akcji sugerowała, że na rynki wraca apetyt na ryzyko i transakcje carry trade.
Jednakże Grecja wydaje się być jedynie wierzchołkiem góry lodowej, jaką jest najwyższe od zakończenia II Wojny Światowej zadłużenie wielu europejskich państw. Grecja z długiem publicznym przekraczającym sto procent PKB jest tego najlepszym przykładem. Ale przecież równie niekorzystną relacją mają Włochy, a wkrótce osiągną ją także Irlandia czy Wielka Brytania. Aprecjacji dolara nie przeszkadzał fakt, że także finanse publiczne Stanów Zjednoczonych są w opłakanym stanie. Tyle że rządy USA i Zjednoczonego Królestwa dysponują nieograniczonymi mocami wytwórczymi nowych dolarów i funtów, zaś Grecja nie może dodrukować więcej euro.
Europejską walutę jednak ostatecznie pogrążyła agencja Standard & Poor’s, która zaczęła podejrzliwie przyglądać się ratingowi Hiszpanii. Jeśli już nawet agencje ratingowe dostrzegają problemy finansowe rządów, to sprawa jest bardzo poważna.
Na tyle poważna, by ograniczyć apetyt na ryzyko i skłonić do spekulantów do zamykania pozycji typu carry trade i szukania bezpieczeństwa w amerykańskich obligacjach skarbowych. Dlatego dziś euro straciło 0,1% i o godzinie 18:30 było wyceniane na 1,4699 dolara.
K.K.































































