REKLAMA

Ekspertka o limitach płac lekarskich: najlepsi specjaliści przejdą do sektora prywatnego

2026-07-16 07:18
publikacja
2026-07-16 07:18
Dodaj Bankier.pl w Google

Resort zdrowia chce, by za godzinę pracy lekarze w publicznym sektorze zarabiali maksymalnie 240 zł brutto. Sektor prywatny nie będzie musiał stosować takich ograniczeń, więc najlepsi specjaliści mogą się tam przenieść - powiedziała PAP ekspertka zarządzania w ochronie zdrowia Anna Gołębicka.

Ekspertka o limitach płac lekarskich: najlepsi specjaliści przejdą do sektora prywatnego
Ekspertka o limitach płac lekarskich: najlepsi specjaliści przejdą do sektora prywatnego
fot. SS STD / / Shutterstock

PAP: Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda zapowiedziała reformę, której jednym z filarów jest centralna e-kolejka. Czy rzeczywiście może ona rozwiązać problemy pacjentów?

Anna Gołębicka, ekspertka zarządzania w ochronie zdrowia: Cyfrowe rozwiązania niemal zawsze budzą obawy. Wyciągają nas ze strefy komfortu i każą zmieniać przyzwyczajenia. Widzieliśmy to przy e-recepcie czy e-zwolnieniu. Początkowo dominował sceptycyzm, a później okazało się, że rozwiązania realnie ułatwiają codzienne funkcjonowanie milionom Polaków. Podobnie było z mObywatelem.

Tak samo może być z centralną e-rejestracją i e-kolejką, ale wszystko zależy od tego, jak zostaną zaprojektowane. Nowoczesne systemy cyfrowe nie są zamkniętymi konstrukcjami. Uczą się razem z użytkownikiem, analizują błędy, zbierają informacje zwrotne i są stale udoskonalane. Cyfryzacja nie jest jednorazowym wdrożeniem, lecz procesem ciągłego doskonalenia.

Dotyczy to także dokumentacji medycznej. Chodzi o to, by pacjent nie nosił ze sobą segregatorów z wynikami badań, lecz aby – za jego zgodą – lekarz miał do nich dostęp w systemie. To realne ułatwienie i krok w stronę nowoczesnej ochrony zdrowia.

Wakacje na giełdzie

Nie jest to zresztą wyłącznie polski kierunek. Cała Europa zmierza w stronę cyfrowej wymiany danych medycznych.

PAP: Najwięcej obaw budzi wykluczenie cyfrowe osób starszych.

A.G.: To jeden z warunków powodzenia reformy. Transformacja nie może oznaczać pozostawienia części społeczeństwa samym sobie. Jeżeli pojawia się centralna e-rejestracja, musi pozostać możliwość zapisania się telefonicznie, w okienku czy z pomocą konsultanta. Potrzebne są infolinie, punkty wsparcia i okres przejściowy.

W Niemczech toczy się nawet proces dotyczący prawa do analogowego życia. To pokazuje, że problem nie dotyczy wyłącznie Polski.

Badania OECD wskazują również, że wykluczenie cyfrowe zależy nie tylko od wieku, lecz także od wykształcenia, kompetencji cyfrowych, dochodów czy miejsca zamieszkania. Dlatego system powinien być projektowany dla wszystkich.

PAP: Co realnie może zmienić centralna e-rejestracja?

A.G.: Jeżeli zostanie dobrze przygotowana, rozwiąże bardzo konkretny problem. Dziś pacjent po otrzymaniu skierowania często nie wie, gdzie się zgłosić. Dzwoni do kolejnych placówek, trafia na zajęte linie i zapisuje się tam, gdzie akurat udało mu się dodzwonić, choć gdzie indziej termin byłby znacznie krótszy.

Centralna e-rejestracja pozwoliłaby zobaczyć wszystkie dostępne terminy i wybrać ten najbardziej dogodny.

Znacznie trudniejsza w odbiorze i w obsłudze jest natomiast sama e-kolejka. Teoretycznie powinna zwiększać transparentność i ograniczać sytuacje, w których ktoś zostaje przyjęty poza kolejnością dzięki znajomościom.

Ale żeby tak się stało, system musi być elastyczny. Stan chorego może gwałtownie się pogorszyć i lekarz powinien mieć możliwość wcześniejszego przyjęcia takiego pacjenta. Algorytm nie może tego uniemożliwiać.

Dlatego wszystko zależy od konstrukcji systemu. Jeżeli będzie oparty na kryteriach klinicznych, zwiększy przejrzystość i sprawiedliwość. Jeżeli zostanie źle zaprojektowany, stanie się kolejnym źródłem chaosu.

PAP: Drugim głośnym elementem reformy jest propozycja ograniczenia wynagrodzeń lekarzy do 240 zł za godzinę.

A.G.: Na razie mam więcej pytań niż odpowiedzi. Sam limit jest tylko liczbą. Nie wiemy jeszcze, według jakich zasad miałby funkcjonować.

Inaczej wygląda praca wybitnego neurochirurga wykonującego unikalne operacje, a inaczej lekarza pełniącego spokojny dyżur w niewielkim szpitalu. Tymczasem proponuje się identyczny limit dla obu sytuacji.

Nie wiadomo też, jak rozwiązanie miałoby funkcjonować przy etatach i kontraktach, które wiążą się z zupełnie innymi obciążeniami podatkowymi i składkowymi. Sama stawka godzinowa niewiele mówi, zwłaszcza bez informacji o liczbie przepracowanych godzin.

Dodatkowo sektor prywatny nie będzie musiał stosować takich ograniczeń, więc najlepsi specjaliści mogą po prostu przenieść się tam, gdzie otrzymają lepsze warunki.

PAP: Jak może to wpłynąć na szpitale?

A.G.: Zanim zaczniemy regulować stawki lekarzy, powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiej sieci szpitali potrzebujemy.

Od lat wiadomo, że mamy zbyt wiele łóżek szpitalnych, a jednocześnie dramatycznie za mało łóżek i świadczeń opieki długoterminowej.

Jeżeli zaczniemy od administracyjnego ograniczania wynagrodzeń, najmniejsze szpitale mogą mieć jeszcze większe problemy z pozyskaniem specjalistów. W efekcie publiczne placówki będą słabły, a sektor prywatny zyska przewagę.

Potrzebujemy kompleksowego planu opartego na mapie potrzeb zdrowotnych. Dopiero na takim fundamencie można budować system wynagradzania.

PAP: Pani zdaniem dyskusja o limicie 240 zł odwraca uwagę od rzeczywistych problemów?

A.G.: Tak, ponieważ rozmawiamy przede wszystkim o skutkach, a nie o przyczynach. Źródłem problemów są między innymi wadliwe wyceny świadczeń, utrzymywanie pełnoprofilowych szpitali niemal wszędzie oraz brak spójnej organizacji całego systemu.

W medycynie dobry lekarz nie leczy wyłącznie objawów. Szuka przyczyny choroby. Mam wrażenie, że w ochronie zdrowia robimy odwrotnie.

PAP: Reforma nie rozwiązuje również problemu pacjentów z wielochorobowością.

A.G.: To jeden z najbardziej niedocenianych problemów. Starszy pacjent trafia do szpitala z kilkoma schorzeniami, ale system rozliczeń premiuje leczenie tylko jednego z nich.

Po kilku tygodniach ten sam człowiek wraca z kolejnym problemem zdrowotnym. Ponownie wykonuje się badania, angażuje personel i generuje koszty, których można było uniknąć.

Patrzymy wyłącznie na koszt hospitalizacji, nie uwzględniając kosztów społecznych i ekonomicznych całego procesu. Paradoksalnie rozwiązanie, które miało ograniczać wydatki, często sprawia, że system staje się jeszcze droższy.

Najdroższym świadczeniem medycznym jest to, które trzeba wykonać drugi raz dlatego, że za pierwszym razem system nie pozwolił leczyć pacjenta kompleksowo.

Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)

mir/ akar/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (21)

dodaj komentarz
mirekfranek
Poziom fachowość wpisów szokujący! Połowa proponuje wprowadzenie ewidencji czasu pracy lekarzy w sytuacji gdy taka ewidencja elektroniczna z kartami pracy magnetycznymi i czytnikami istnieje od 30 lat. Chcecie pilnowania 8 godzinnego dnia pracy dla lekarzy w sytuacji gdy praktycznie każdy pracuje co najmniej 12 godzin? Jak myślicie Poziom fachowość wpisów szokujący! Połowa proponuje wprowadzenie ewidencji czasu pracy lekarzy w sytuacji gdy taka ewidencja elektroniczna z kartami pracy magnetycznymi i czytnikami istnieje od 30 lat. Chcecie pilnowania 8 godzinnego dnia pracy dla lekarzy w sytuacji gdy praktycznie każdy pracuje co najmniej 12 godzin? Jak myślicie geniusze, wydłuży się wtedy czas czekania na wizytę także prywatną czy skróci?
piwomocne
gdyby ludzie zdolni, np. wybitni lekarze, artyści, prawnicy, samorządowcy, politycy itp. zarabiali swoje miliony prywatnie, byłoby to normalne, ale to dojenie z podatków zwykłych ludzi jest skandalem, to nie jest umowa społeczna tylko jakaś mafia
pilot_programista
1. Zakaz łączenia pracy w publicznej służbie zdrowia i prywatnej. Koniec, kropka.
2. Ewidencja czasu pracy, jak w każdej innej pracy.
3. Lekarz zatrudniony w publicznej służbie zdrowia jako pracownik, a nie "kontraktor" z % od procedury, tak samo jak nie zatrudniamy na kontrakcie policjantów i strażaków i nie dajemy
1. Zakaz łączenia pracy w publicznej służbie zdrowia i prywatnej. Koniec, kropka.
2. Ewidencja czasu pracy, jak w każdej innej pracy.
3. Lekarz zatrudniony w publicznej służbie zdrowia jako pracownik, a nie "kontraktor" z % od procedury, tak samo jak nie zatrudniamy na kontrakcie policjantów i strażaków i nie dajemy im % od złapanego przestępcy, czy ugaszonego pożaru.
4. Wynagrodzenie ustalone odgórnie, tabela w zależności od stażu, specjalizacji, stanowiska, etc. tak samo jak w innych służbach: wojsku, policji, straży. Koniec z negocjacjami i szantażami.
5. Zakaz łączenia funkcji dyrektora z funkcją lekarza.
6. Docelowo zakaz łączenia działalności politycznej z publicznym zatrudnieniem. Nie można jednocześnie brać publicznych pieniędzy i decydować o ich wydawaniu.
7. Coroczny obowiązkowy audyt szpitala przez zewnętrzny podmiot, tak jak jest to normą w każdym przedsiębiorstwie z wielomilionowym budżetem.
tomitomi
zdrowe zasady , normalne
jeden lekarz - jeden etat - max45k na rękę i 200 h na etacie !
estepan
> Inaczej wygląda praca wybitnego neurochirurga wykonującego unikalne operacje,

Już widzę jak Polacy będą masowo wykonywać takie unikalne operacje prywanie.

Okaże, że w sektorze prywatnym jest przestrzeń na 100 takich operacji rocznie bo tylko tylu ludzi będzie na to stać. I się okaże, że tych wybitnych jest 30 i
> Inaczej wygląda praca wybitnego neurochirurga wykonującego unikalne operacje,

Już widzę jak Polacy będą masowo wykonywać takie unikalne operacje prywanie.

Okaże, że w sektorze prywatnym jest przestrzeń na 100 takich operacji rocznie bo tylko tylu ludzi będzie na to stać. I się okaże, że tych wybitnych jest 30 i prywaciarz proponuje 150zł/h. Wrócą do NFZ w podskokach.
pilot_programista
Już widzę jak ci "najlepsi specjaliści", wykształceni za publiczne pieniądze, pracujący na sprzęcie z publicznych pieniędzy, którym pacjentów podsyła publiczny system, strzelają focha i z własnej kieszeni budują szpitale, kliniki z pełnym wyposażeniem, blokami operacyjnymi, tomografami etc i zatrudniają dziesiątki ludzi Już widzę jak ci "najlepsi specjaliści", wykształceni za publiczne pieniądze, pracujący na sprzęcie z publicznych pieniędzy, którym pacjentów podsyła publiczny system, strzelają focha i z własnej kieszeni budują szpitale, kliniki z pełnym wyposażeniem, blokami operacyjnymi, tomografami etc i zatrudniają dziesiątki ludzi do codziennego utrzymania tego, licząc że "z ulicy" będą przychodzić tłumy na operacje kosztujące kilkadziesiąt-kilkaset tysięcy złotych.
zenonn
"najlepsi specjaliści przejdą do sektora prywatnego "

Nie, nie przejdą!
Wielu ma prywatne praktyki i stamtąd kierują pacjentów na "własne" oddziały państwowe
Bez państwowego zaplecza są niczym.
Ktoś musi niskopłatne procedury wykonać, by spec mógł miliony siorbać.
stefan_wilmont_i_ryszard_cyba
To jeszcze nie wyjechali? Od 20 lat słucham ze zaraz wyjadą
miketheripper
Ktoś chce mieć usługę premium to niech idzie prywatnie - za publiczne jedynie podstawowa.
appraiser
Ale to w publicznym jest premium w stosunku do tych prywatnych klitek. I jeszcze jak robią zabieg prywatnie to zabezpieczają karetkę w razie jakby rzeczywiście trzeba było ratować pacjenta.

Powiązane: Gigantyczne pensje lekarzy - afera w ochronie zdrowia

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki