REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Ekspert: Europejska branża motoryzacyjna po raz trzeci w kryzysie półprzewodnikowym

2026-06-13 21:00
publikacja
2026-06-13 21:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Europejskiemu przemysłowi motoryzacyjnemu grożą przymusowe przestoje produkcji z powodu problemów z dostawami półprzewodników z Chin - powiedział PAP prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM) Tomasz Bęben. Dodał, że to trzeci taki kryzys w ciągu ostatnich 5 lat.

Ekspert: Europejska branża motoryzacyjna po raz trzeci w kryzysie półprzewodnikowym
Ekspert: Europejska branża motoryzacyjna po raz trzeci w kryzysie półprzewodnikowym
fot. ART KRIS / / Shutterstock

- Europejska branża samochodowa przechodzi już trzeci poważny wstrząs związany z półprzewodnikami. Pierwszy rozpoczął się 5 lat temu podczas pandemii COVID-19, kiedy zerwane łańcuchy dostaw i gwałtowny wzrost popytu na elektronikę doprowadziły do globalnego niedoboru chipów. Fabryki samochodów na całym świecie ograniczały produkcję, ponieważ brakowało nawet najprostszych układów sterujących. Drugi przyszedł jesienią 2025 roku, kiedy rząd Holandii przejął kontrolę nad producentem półprzewodników Nexperia z Nijmegen, należącym do chińskiego koncernu Wingtech. Skutkowało to przerwaniem dostaw chińskich komponentów do holenderskiej fabryki. Teraz pojawia się trzeci kryzys związany z sankcjami wobec chińskiej firmy Yangzhou Yangjie - powiedział prezes SDCM zasiadający również w zarządzie Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych CLEPA.

Bęben zwrócił uwagę, że nie chodzi tu o zaawansowane procesory wykorzystywane do sztucznej inteligencji, tylko o stosunkowo proste elementy stosowane w masowej produkcji rozmaitych urządzeń.

- Problem dotyczy: diod, tranzystorów, układów zabezpieczających czy komponentów zarządzania energią. Taki pojedynczy element może kosztować kilka centów. Jednak współczesny samochód zawiera ich setki lub nawet tysiące. Są one częścią sterowników silnika, systemów bezpieczeństwa, układów hamulcowych, zarządzania baterią czy elektroniki pokładowej. Brak jednego niewielkiego komponentu może zatrzymać produkcję całego pojazdu - wskazał.

Bęben zwrócił uwagę, że firma Yangjie stała się kluczowym dostawcą, kiedy ze względu na problemy z Nexperią część europejskich producentów została zmuszona do szybkiego znalezienia alternatywnych źródeł zaopatrzenia. W kwietniu 2026 roku w związku z nałożeniem 20. pakietu sankcji na Rosję, chiński producent znalazł się na liście przedsiębiorstw wykluczonych z europejskiego rynku z powodu zarzutów dotyczących dostarczania do Rosji produktów podwójnego zastosowania (dual use).

- Sankcje nałożone na Yangjie uderzają w sektor motoryzacyjny, i tak już osłabiony z powodu wcześniejszych niedoborów. Branża argumentuje, że szybkie zastąpienie elementów dostarczanych przez Yangjie nie jest operacyjnie możliwe. Nawet jeśli alternatywni dostawcy istnieją, ich moce produkcyjne są już wykorzystane, a czas oczekiwania na nowe zamówienia liczony jest w miesiącach - wskazał Bęben.

Wakacje na giełdzie

Ekspert zwrócił uwagę, że przy perturbacjach związanych z dostępnością półprzewodników zawsze pojawiają się pytania o to, dlaczego nie da się szybko zastąpić dostawców tych elementów.

- Odpowiedź jest prosta, na przeszkodzie stoją względy bezpieczeństwa. Każdy nowy komponent stosowany w produkcji motoryzacyjnej musi przejść długotrwały proces kwalifikacji. Pozornie identyczna dioda od innego producenta wymaga testów, certyfikacji i integracji z istniejącym projektem. Awaria nawet niewielkiego elementu elektronicznego może bowiem doprowadzić do uszkodzenia całego modułu, a w skrajnym przypadku stworzyć zagrożenie pożarowe lub wpłynąć na działanie systemów bezpieczeństwa pojazdu. Dlatego proces przejścia na nowego dostawcę często trwa do nawet dziewięciu miesięcy - zauważył Bęben.

W ocenie prezesa stowarzyszenia kolejne kryzysy wywołane przerwaniem łańcuchów dostaw pokazują błędy popełnione w europejskiej polityce przemysłowej. Jak zauważył, europejska debata o półprzewodnikach koncentrowała się wokół najbardziej zaawansowanych technologii i najnowocześniejszych procesorów. Tymczasem przemysł motoryzacyjny pozostaje uzależniony przede wszystkim od ogromnych wolumenów prostszych komponentów wytwarzanych w od dawna znanej technologii, bez których nie można produkować samochodów, sprzętu przemysłowego ani infrastruktury energetycznej.

– Oczywiście branża motoryzacyjna w pełni popiera cele unijnych sankcji, przeciwdziałanie obchodzeniu kontroli eksportowych oraz ograniczanie sieci dostaw wspierających rosyjski przemysł wojskowy. Jednak przypadek Yangzhou Yangjie pokazuje, że sposób wdrażania sankcji jest równie ważny jak ich cel. Natychmiastowe odcięcie od dostawcy, którego komponenty są szeroko wykorzystywane w europejskiej motoryzacji, może mieć poważne konsekwencje dla produkcji, zatrudnienia i konkurencyjności europejskiego przemysłu. Ograniczony i ściśle kontrolowany okres przejściowy pozwoliłby osiągnąć cele sankcji bez przenoszenia ich kosztów na europejskich producentów i pracowników – zaznaczył Bęben.

Prezes SDCM zwrócił też uwagę na szerszy kontekst uzależnienia Europy od kluczowych surowców i komponentów, przede wszystkim pochodzących z Chin.

- W Brukseli od kilku lat toczą się rozmowy na temat odbudowy europejskich możliwości wytwórczych, aby zmniejszyć tę zależność. Komisja Europejska publikuje kolejne dokumenty, w których zawarte są słuszne wnioski. Niestety praktycznych efektów tych rozważań nie widać - podsumował.

Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM) reprezentuje motoryzacyjne firmy przemysłowe, handlowe i usługowe zapewniające w Polsce ponad 330 tys. miejsc pracy i wypracowujące rocznie 140 mld zł. (PAP)

gkc/ mmu/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (4)

dodaj komentarz
tmp
To senior management w tych koncernach się nie popisał.

Jak to mawiają anglosasi "fool me once - shame on you. Fool me twice shame on me".
toporski
Istnieją pytania, które dojrzałe społeczeństwo powinno regularnie sobie zadawać, a jednak prawie nigdy nie pojawiają się one w europejskiej debacie publicznej. Jednym z najpilniejszych jest to: kto tak naprawdę płaci cenę za wojnę gospodarczą, którą Unia Europejska prowadzi z Chinami? Odpowiedź, jeśli spojrzeć na nią uczciwie, jest Istnieją pytania, które dojrzałe społeczeństwo powinno regularnie sobie zadawać, a jednak prawie nigdy nie pojawiają się one w europejskiej debacie publicznej. Jednym z najpilniejszych jest to: kto tak naprawdę płaci cenę za wojnę gospodarczą, którą Unia Europejska prowadzi z Chinami? Odpowiedź, jeśli spojrzeć na nią uczciwie, jest jasna: cenę płacą obywatele Europy. Płacą wyższymi cenami, utraconymi możliwościami rozwoju i powolnym spadkiem konkurencyjności przemysłu, podczas gdy ich instytucje poświęcają ogromną energię na budowanie protekcjonistycznych murów w imię strategicznego bezpieczeństwa, które w rzeczywistości do nich nie należy. Przez dziesięciolecia Unia Europejska budowała swoją tożsamość gospodarczą na zasadzie bronionej z misyjnym zapałem: otwartych rynkach. Bruksela głosiła światu zalety międzynarodowej konkurencji. Argument zawsze był ten sam: konkurencja zmusza firmy do innowacji, zwiększania produktywności, oferowania lepszych produktów po lepszych cenach, a głównym beneficjentem jest zawsze konsument. Ta narracja zanikła w momencie, gdy Chiny zyskują przewagę konkurencyjną.
więcej - https://www.lantidiplomatico.it/dettnews-europa_vassalla_chi_paga_la_guerra_economica_contro_la_cina/39602_67390/
jenak
Nie tylko ten przemysł postanowiono zaorać. Nie tylko zresztą przemysł.
ellmoo
Więcej zielonej energii
Więcej ETS
Więcej ETS2
Więcej regulacji
Byśmy oddychali czystym powietrzem na bezrobociu

Powiązane: Motoryzacja

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki