Budowlańcy, medycy i kierowcy wciąż na wagę złota, a grafików, architektów i filologów robi się za dużo. Sprawdziliśmy jakich specjalistów firmy poszukują poprzez urzędy pracy i czy wciąż jeszcze mamy rynek pracownika.


Według danych GUS oraz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej stopa bezrobocia rejestrowanego utrzymuje się na podobnym poziomie od wielu miesięcy. W ostatnich 12 miesiącach wahała się między 4,9% a 5,4%. Ostatnie szacunki MRPiPS dotyczące kwietnia br. mówią o wyniku w wysokości 5,2%, co stanowi spadek o 0,10 pp. w stosunku do marca br.
Mimo stabilnych danych dotyczących samej liczby zarejestrowanych bezrobotnych inna statystyka jest nieco mniej optymistyczna. Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego na koniec czwartego kwartału 2024 r. było 91 tys. wolnych miejsc pracy, czyli o 20,3% mniej niż na koniec poprzedzającego kwartału. Stanowi to o 23,3 tys. mniej wakatów niż w trzecim kwartale 2024 r. a w porównaniu do analogicznego kwartału z 2023 r. o 6,1 tys. mniej wolnych stanowisk. Może to wskazywać m.in. na spadek popytu na pracowników w niektórych branżach.
Poparciem tej tezy jest również ostatnia statystyka publikowana przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. W kwietniu do urzędów pracy zgłoszonych zostało ok. 71,3 tys. wolnych miejsc pracy i miejsc aktywizacji zawodowej. Jest to wynik gorszy o ok. 13,2 tys. niż w marcu, czyli o 15,6%.
Przedstawiciele jakich branż mają zatem największe szanse na znalezienie zatrudnienia i gdzie szukać ofert pracy? Mimo że w ostatnich latach potencjalny pracownik i pracodawca nawiązują pierwszą relację m.in. dzięki portalom ogłoszeniowym, w social mediach i poprzez agencje rekrutacyjne, to wakatów można również szukać w powiatowych urzędach pracy. Aby dowiedzieć się, jakich specjalistów najczęściej w ten sposób poszukują, a których na rynku jest już za dużo, rozmawialiśmy z przedstawicielami tych placówek w różnych regionach Polski.

Brakuje medyków, budowlańców i nauczycieli
Według Urszuli Murawskiej, kierownika Działu Komunikacji i Analiz Urzędu Pracy Miasta Stołecznego Warszawy, zgodnie z przewidywaniami zawartymi w barometrze zawodów na 2025 r., struktura zgłaszanych ofert pracy oraz wskazane zawody deficytowe są niemal tożsame z tymi, które dominowały w ubiegłym roku.
– Pracodawcy ponownie zgłaszają największe trudności z pozyskaniem pracowników w tych samych branżach: budownictwie, edukacji, ochronie zdrowia, transporcie i handlu detalicznym – mówi Bankier.pl Urszula Murawska. – Nie ma więc mowy o istotnej zmianie trendów, bo deficyty utrzymują się w tych samych sektorach. Na rynku stołecznym mamy do czynienia z niedoborem wykwalifikowanych pracowników fizycznych, specjalistów medycznych, nauczycieli oraz kierowców, a także osób gotowych podjąć zatrudnienie w służbach mundurowych czy opiece społecznej.
Za dużo architektów, filologów i grafików?
Jednak, zdaniem Urszuli Murawskiej, po kilku latach przerwy pojawiły się zawody nadwyżkowe, np. architekci, filolodzy, tłumacze, graficy komputerowi – co oznacza, że niektóre branże „przesyciły się” absolwentami.
– Widać natomiast rosnące znaczenie zawodów analitycznych. Odnotowano też wzrost liczby miejsc pracy w usługach publicznych i służbach mundurowych – twierdzi Urszula Murawska.
Jak wskazuje przedstawicielka stołecznego urzędu pracy, powodem zapotrzebowania na usługi medyczne i opiekuńcze jest m.in. starzejące się społeczeństwo. Z kolei na braki w edukacji i służbach mundurowych wpłynęły m.in. odejścia na emerytury. Niskie płace, trudne warunki pracy i niski prestiż nie zachęcają z kolei młodzieży do zawodów medycznych i nauczycielskich.
Bardziej potrzebne konkretne umiejętności niż wyższe wykształcenie?
Jak wskazuje przedstawicielka stołecznego urzędu pracy, wśród prognoz na ten rok znalazł się wzrost znaczenia zawodów technicznych i usługowych – zwłaszcza tych, które wymagają kwalifikacji, ale niekoniecznie wyższego wykształcenia.
– Rośnie też znaczenie łączenia młodego pokolenia z osobami 50+ i 60+, a także większa elastyczność form zatrudnienia – mówi Urszula Murawska. – Wiele wskazuje też na utrzymującą się wysoką rotację i zapotrzebowanie w branżach usługowych i handlowych, np. gastronomii, logistyce i sprzedaży.
Zdaniem ekspertki rynek jest mocno zróżnicowany branżowo i sektorowo, co oznacza, że nie można jednoznacznie przypisać mu jednej etykiety.
– Obecnie Warszawa w wielu sektorach wciąż ma cechy rynku pracownika, szczególnie tam, gdzie deficyt jest największy, czyli w budownictwie, medycynie, edukacji i transporcie. Pracodawcy muszą się bardziej starać o pracowników – oferują premie, dodatki, prywatne ubezpieczenia, a nawet zakwaterowanie. Jednak warszawski rynek pracy to dziś mozaika deficytów i nadwyżek.
Pracownicy handlu i logistyki na wagę złota
Z kolei we Wrocławiu i powiecie wrocławskim widać wyraźnie, że potrzebni są pracownicy magazynowi, produkcyjni oraz sprzedawcy. Jak twierdzi Arkadiusz Łukaszów z tamtejszego PUP, wpływa na to m.in. wzrost popularności zakupów online, który przekłada się na potrzebę zwiększenia zasobów magazynowych i logistycznych.
– Firmy inwestują w centra dystrybucji, co prowadzi do wzrostu zapotrzebowania na magazynierów, pakowaczy oraz pracowników obsługi wózków widłowych – mówi Bankier.pl Arkadiusz Łukaszów. – Z kolei w sektorze przemysłowym brakuje wykwalifikowanych pracowników, takich jak elektrycy, elektromechanicy, monterzy maszyn i urządzeń oraz pracownicy fizyczni produkcji. Firmy poszukują także ślusarzy i automatyków. Do zwiększonego zapotrzebowania na te zawody na pewno przyczynia się wzrost inwestycji w przemysł oraz rozwój nowych technologii. Wrocław jest ważnym ośrodkiem handlowym i turystycznym, co generuje też popyt na pracowników sprzedaży, kasjerów. Wzrost liczby osób odwiedzających miasto oraz rozwój sektora gastronomicznego i hotelarskiego wpływają na potrzebę zwiększenia zatrudnienia w tych branżach.
We Wrocławiu rządzą pracownicy
Prognozy barometru zawodów na rok 2025 dla Wrocławia i powiatu wrocławskiego wskazują na 27 zawodów deficytowych, 139 zrównoważonych i brak zawodów nadwyżkowych.
– Wiele wskazuje na to, że nadal będzie brakować nauczycieli, kierowców ciężarówek i autobusów, magazynierów, a także pracowników służby zdrowia, czyli pielęgniarek, położnych, ratowników medycznych oraz psychologów i psychoterapeutów – twierdzi Arkadiusz Łukaszów. – Za mało jest także elektryków, elektromechaników, operatorów maszyn CNC, spawaczy oraz monterów instalacji budowlanych.
Według niego nie widać wzmożonego ruchu w rekrutacjach wśród pracodawców zgłaszających oferty pracy do Powiatowego Urzędu Pracy we Wrocławiu.
– Ich liczba pozostaje na stałym poziomie od połowy lutego 2025 roku. Aktualnie jest to 900 wolnych miejsc pracy – dodaje przedstawiciel wrocławskiego PUP. – W tym roku nie przewidujemy też zawodów nadwyżkowych w naszym powiecie, co oznacza, że nie będzie nadmiaru pracowników w żadnej z branż. Wrocław przyciąga inwestycje, szczególnie w sektorze technologii i innowacji, co generuje nowe miejsca pracy. Rozwój infrastruktury transportowej oraz współpraca z sektorem prywatnym wzmacniają te pozytywne tendencje. Dodatkowo niski poziom bezrobocia przekłada się na to, że obecny rynek pracy w stolicy Dolnego Śląska można uznać za rynek pracownika. To właśnie pracownicy, a nie pracodawcy, mają tu przewagę negocjacyjną.
Jak wskazuje Arkudiusz Łukaszuk, pomimo korzystnych wskaźników, mimo wszystko niektórzy mieszkańcy zgłaszają trudności w znalezieniu odpowiedniego zatrudnienia. Wynika to jednak z niedopasowania ich kwalifikacji do potrzeb rynku pracy.
|
Zawody deficytowe według danych powiatowych urzędów pracy w Białymstoku, Bolesławcu, Wrocławiu i Warszawie |
|
|---|---|
|
Medycyna |
Pielęgniarki, lekarze, ratownicy medyczni |
|
Budownictwo |
Elektrycy, monterzy, ślusarze, inżynierowie budowy |
|
Edukacja |
Nauczyciele, nauczyciele przedmiotów zawodowych |
|
Transport |
Kierowcy ciężarówek, autobusów |
|
Handel i sprzedaż |
Sprzedawcy, kasjerzy, specjaliści ds. sprzedaży |
|
Logistyka i magazynowanie |
Magazynierzy, operatorzy wózków widłowych |
|
Gastronomia i hotelarstwo |
Pracownicy gastronomii i hotelarstwa |
|
Służby mundurowe |
Pracownicy służb mundurowych |
|
Opieka społeczna |
Opiekunowie osób starszych, opiekunki dziecięce |
|
Produkcja i przemysł |
Spawacze, pracownicy produkcji, blacharze |
|
Administracja i księgowość |
Księgowi, specjaliści BHP |
|
Źródło: Opracowanie własne Bankier.pl na podstawie przeprowadzonych rozmów z przedstawicielami wybranych powiatowych urzędów pracy |
|
Przydają się kompetencje miękkie
Natomiast w powiecie białostockim największe braki kadrowe odnotowano w przypadku pielęgniarek i położnych, nauczycieli przedmiotów zawodowych, elektryków, elektromechaników i elektromonterów, spawaczy, blacharzy i lakierników samochodowych, kierowców autobusów, lekarzy, opiekunek dziecięcych, piekarzy, psychologów i psychoterapeutów i ratowników medycznych.
– Głównymi przyczynami rosnącego popytu na powyższe grupy zawodowe są niedobór wykwalifikowanych pracowników, rozwój nowych technologii, starzejące się społeczeństwo oraz transformacja energetyczna – mówi Bankier.pl Jolanta Tulkis, rzecznik prasowy Powiatowego Urzędu Pracy w Białymstoku. – Z naszych obserwacji wynika, iż w ostatnim czasie na znaczeniu zyskały kompetencje miękkie związane z logicznym myśleniem, umiejętnością rozwiązywania problemów, umiejętnością pracy w zespole. Obserwujemy, że coraz bardziej liczą się tzw. kompetencje transferowalne, czyli takie, które są potrzebne w każdej branży i umożliwiają dostosowanie się do nowych zadań oraz sprawne działanie w nowym środowisku.
Według prognoz białostockiego PUP w dalszym ciągu będą się utrzymywać braki kadrowe w zawodach technicznych, budowlanych, medycznych oraz wśród nauczycieli przedmiotów zawodowych i praktycznej nauki zawodów.
– Obecnie nie możemy Jednoznacznie określić czy rynek pracy należy do pracodawcy czy do pracownika. Jest to uzależnione do branży, która akurat rekrutuje – twierdzi Jolanta Tulkis.
Pracodawcy wychodzą na prowadzenie?
Z kolei w Powiatowym Urzędzie Pracy w Bolesławcu w ciągu ostatniego półrocza, czyli od połowy listopada do połowy maja, pracodawcy poszukiwali głównie nauczycieli, księgowych, specjalistów ds. sprzedaży, specjalistów BHP oraz inżynierów budowy.
Jak twierdzi Dawid Sarbak, zastępca dyrektora PUP w Bolesławcu, szczególnie brakowało rynku pracy osób w handlu, logistyce, produkcji, gastronomii, administracji i w budownictwie. Przyznaje jednak, że liczba ofert pracy jest coraz mniejsza.
– Sugeruje to, iż mamy ponownie rynek pracodawcy – mówi Bankier.pl Dawid Sarbak. – Zauważalny jest jednak wzrost zapotrzebowania na specjalistów świadczących usługi opiekuńcze i socjalne m.in. opiekunów osób starszych, pielęgniarki, opiekunki dziecięce, pracowników socjalnych, streetworkerów oraz asystentów rodziny.
Jak wynika z przeprowadzonych rozmów na rynku pracy brakuje obecnie pracowników przede wszystkim w sektorach medycznym, budowlanym, edukacyjnym, transportowym, handlowym, logistycznym, gastronomicznym czy z zakresu księgowości i administracji. Niemniejsze zapotrzebowanie dotyczy także służb mundurowych czy opieki społecznej. Rosnące potrzeby wynikają m.in. ze starzejącego się społeczeństwa, rozwoju nowych technologii oraz rotacji pracowników.
































































