REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Dwie szkoły akcji: Kupować akcje wzrostowe czy niedoszacowane?

2005-10-14 06:26
publikacja
2005-10-14 06:26
Dodaj Bankier.pl w Google
Inwestorzy i maklerzy wciąż zadają sobie pytanie, jakie akcje kupować: wzrostowe czy niedoszacowane (wartościowe). Jedno i drugie rozwiązanie ma swoich zwolenników.

Akcje wzrostowe to akcje spółek, co do których spodziewamy się, że zyski z roku na rok będą rosły w ponadprzeciętnym tempie. Firmy takie działają najczęściej w nowych sektorach, np. jak biotechnologia, media, telekomunikacja i Internet. Do tej grupy spółek należą m.in. IBM, Xerox, Microsoft. Akcje posiadające wartość to walory solidnych przedsiębiorstw, które z nieznanych przyczyn są handlowane poniżej wartości fundamentalnej. Działają one najczęściej w sektorach uważanych za schyłkowe. Zdarza się, że za jedną akcję płaci się tyle, ile wynosi gotówka zgromadzona na rachunku bankowym firmy. Każdy chciałby taką spółkę kupić. Z takim zjawiskiem mieliśmy do czynienia, np. kilka lat temu w przypadku niektórych akcji NFI. Nikt nie chciał tych akcji kupować - nie były one wówczas popularne.

Ważne wskaźniki

Nasuwa się trudne pytanie: za pomocą jakich narzędzi można podzielić spółki na wzrostowe i posiadające wartość? Inwestorom służy do tego celu wiele wskaźników, które łatwo odszukać w tabelach giełdowych. Jest to wskaźnik P/E (cena akcji podzielona przez zysk netto przypadający na jedną akcję), a także wskaźnik P/BV (cena akcji podzielona przez wartość księgową przypadającą na jedną akcją). Spółki wzrostowe mają zasadniczo wysokie wskaźniki P/E i P/BV. Odwrotnie niż spółki wartościowe, charakteryzujące się niskimi wskaźnikami. Spółki zachowują się różnie. Wzrostowe potrafią zwielokrotnić nasz stan posiadania w ciągu kilku miesięcy, ale także zrujnować w kilka tygodni. Ceny ich akcji potrafią gwałtownie wzrosnąć lub spaść w wyniku nowych, zaskakujących informacji. Spółki takie z reguły nie płacą dywidendy - jeżeli generują zysk, to przeznaczają go na rozwój. Spółki wartościowe zachowują się całkiem odwrotnie - są nieruchliwe, przez wiele tygodni i miesięcy potrafią nie zmienić swojej ceny. Zdarza się, że w ogóle nie reagują na informacje, ani na te dobre, ani na te złe. Często płacą wysokie dywidendy. Są to spółki niechciane i zapomniane przez inwestorów.

Gospodarka decyduje

Tradycyjne pojęcie inwestowania w wartość zostało zdefiniowane w latach 30., jako inwestowanie w spółki, których wskaźniki P/E i P/WK są poniżej średniej rynkowej. Za ojców duchowych terminu uważa się Beniamina Grahama i Davida Dodda, autorów „Security Analysis” wydanej w 1934 r. - pięć lat po wielkim krachu 1929 r. Spór o pojęcie inwestowania toczy się zawzięcie od kilkudziesięciu lat. Pewne światło na to, kto ma rację rzuca Eremy Singel - profesor finansów z Uniwersytetu Pensylwania. Podzielił on spółki na te z wysokim wskaźnikiem P/E i te z niskim - czyli na wzrostowe i wartościowe. Zbadał ostatnie 30 i obliczył, która grupa przynosiła większy zysk w poszczególnych latach.

Okazało się, że przez 14 lat lepsze były spółki wzrostowe, a przez 16 lat spółki wartościowe. Singel zbadał też roczne stopy zwrotu, jakie przyniosły poszczególne grupy. Spółki wzrostowe średnio rocznie przynosiły 14 proc., a spółki wartościowe 15,7 proc. Różnice wydają się niewielkie i jak się okazuje nie ma wyraźnych zwycięzców w tym sporze. W długim okresie spółki wzrostowe zachowują się podobnie jak wartościowe. Tyle tylko, że nie każdy inwestor może być zainteresowany przeznaczeniem swego kapitału na tak długi okres. To, które spółki są lepsze zależy też od stanu gospodarki. W okresie prosperity i niskich stóp procentowych większe zyski przynosiły spółki wzrostowe. W okresie recesji więcej satysfakcji przynosiły spółki wartościowe. Trudno jednak przewidzieć, jak będzie się kształtował stan gospodarki w najbliższych 12 miesiącach.

Historia lubi się powtarzać

Szczególnym okresem są lata 1995 - 1999, kiedy szaleńczo rosły ceny akcji IT. Mówiło się nawet, że skończył się wiek tradycyjnej ekonomii, a dinozaury, takie jak Warren Buffett, inwestujące w oparciu o wartość, powinny pójść na emeryturę. Cierpliwość Warrena Buffetta została nagrodzona. Rok 2000 przyniósł załamanie na rynku nowych technologii i wahadło wychyliło się w drugą stronę - niedawni przegrani świętowali dni triumfu. Dziś gospodarka wygląda lepiej, niż jeszcze kilka lat temu, spowita tumanami kurzu z WTC. Historia lubi się powtarzać - nie tylko w Falenicy czy Otwocku, ale i na giełdzie. Jakie spółki powinnyśmy kupować teraz? Zdania inwestorów i profesorów ekonomii są podzielone. Najczęściej podejmując ostateczną decyzję jesteśmy zdani na własną intuicję. W ubiegłym wieku najczęściej omawianym okresem były lata wielkiej spekulacji 1925 - 29, krach w 1929 roku i recesja, trwająca do początku lat 30. W tym okresie indeks Dow Jones wzrósł o prawie 300 proc., po czym przyszedł krach i indeks spadał do 1932 r., tracąc około 88 proc. Następnie do połowy 1933 r. urósł ponad 140 proc. i zaczął poruszać się bokiem w wąskim kanale. Kanał ten został przełamany po półtora roku i pozwolił na wzrost indeksu o 66 proc. Indeks NASDAQ od 1996 do 1999 r. wzrósł o 400 proc., po czym w 2000 r. przyszło załamanie, którego skutkiem była przecena indeksu o 78 proc. W latach 2003 - 2004 wzrósł on ponownie o 95 proc. i zaczął się poruszać w wąskim kanale, ograniczonym od góry na poziomie 2190 pkt. NASDAQ jest indeksem spółek nowych technologii, w przypadku których najważniejsza jest innowacyjność, nadzieje na wzrost, a nie dywidenda i margines bezpieczeństwa. Czyżby nadchodził dobry okres dla spółek o wysokim P/E?



JÓZEF RĄPAŁA

WGI Dom Maklerski
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Nowy budżet UE podzielił Europę. O co spierają się Berlin i Paryż?
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Inwestowanie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki