"Pierścienie władzy" są tak złe, że już nie mogą być zakwalifikowane nawet jako "guilty pleasure". Pacyfistyczne orki, wzajemne fochy Elronda i Galadrieli i oczekiwany przez fandom Tom Bombadil, który okazuje się raczej jednym taktem niż całą piosenką to zaledwie czubek góry lodowej tego, co jest nie tak z najdroższym serialem Amazona. I doskonale to wydać w kłótniach o oglądalność - Jeff Bezos czaruje rzeczywistość, że jest większa, niż jest.


Nie oszukujmy się - fanów twórczości J.R.R. Tolkiena "Pierścienie władzy" gorzko rozczarowały, szatkując ich nadzieję jak Uruk Hai gobliny na grilla. Niższy, choć wciąż jednak upadek, przeżyli fani czarów Petera Jacksona (co prawda tkwią w gipsie po szyję, ale mogą trzymać się nadziei, że kolejny odcinek jednak przyniesie trochę magii). Najmniej do stracenia i jednocześnie najbardziej zadowoleni są widzowie, dla których jest to terra incognita. Serial jest miły, ma przyjemną ścieżkę dźwiękową Beara McCreary'ego i tyle. Zabrakło w niej choć odrobiny tolkienowskiej duszy.
Pierwszy sezon okazał się słaby: zmiażdżył spuściznę Tolkiena, wpychając w nią na siłę modyfikacje w imię poprawności politycznej, fabuła obfitowała w luki jak dobry ser szwajcarski w dziury, a żenujące dialogi typu: "Dziwne jak to, co pozostawione, może być najcięższym ciężarem do niesienia" sprawiały, że sól z popcornu zgrzytała między zębami.
To wszystko odbiło się na wynikach oglądalności. Tylko 37 proc. osób, które zaczęło oglądać pierwszy sezon "Pierścieni Władzy" dojechało do końca - podaje "Forbes". Ilu z nich zasiadło przed drugim? Trwa ostry spór.
Oglądalność spada jak lawina po Przełęczy Czerwonego Rogu
Czy oglądalność zejdzie aż do Morii, gdzie zasiądzie przy stoliku z Balrogiem, który wybatoży showrunnerów? To byłaby niezła wizja, ale do konkretów.
"Deadline" przytacza dane Samba TV, że w ciągu pierwszych czterech dni od premiery pierwszego odcinka sezonu drugiego obejrzało go 902 tys. amerykańskich gospodarstw domowych, czyli o połowę mniej niż oglądających premierowy odcinek pierwszej odsłony (w ciągu trzech pierwszych dni zasiadło przed ekranami 1,8 mln widzów). Samba TV co prawda nie wlicza urządzeń mobilnych, ale ich próba obejmuje 3 mln telewizorów. Zresztą, kto by oglądał "Pierścienie władzy" (licząc na sceny batalistyczne) na telefonie? Chyba dalekowidz masochista. Co jednak należy odnotować - te dane nie przedstawiają pełnego obrazu oglądalności, choć wskazują wyraźnie na gwałtowny spadek zainteresowania serialem z sezonu na sezon (np. w przeciwieństwie do "Gry o tron").
Na statystyczną ripostę Amazona nie trzeba było długo czekać. Koncern pochwalił się, że oglądalność drugiego sezon dopiero się rozpędza, a w ciągu 11 dni od premiery zebrał on przed ekranami aż 40 mln widzów - napisała szefowa Amazon MGM Studios Jennifer Salke, cytowana przez "Deadline". Tym samym druga odsłona serialu plasuje się w pierwszej piątce najlepszych sezonów telewizyjnych w historii tego serwisu streamingowego. Co więcej, drugi sezon miał podbić oglądalność pierwszego - "dziesiątki milionów" widzów miało go oglądać w sierpniu w ramach przygotowań do kontynuacji.
Przeczytaj także
„Odnotowaliśmy imponującą liczbę klientów Rings of Power pochodzących spoza Stanów Zjednoczonych, co świadczy o tym, że program cieszy się uznaniem globalnej widowni i że liczba klientów Prime Video na całym świecie znacznie wzrosła” - kontynuuje samopochwały.
To wszystko jest jednak tak nieprecyzyjne jak mgła na kurhanach. Jak może bowiem dokładnie podać liczbę widzów, skoro nie wie, ile osób zasiada przed poszczególnymi odbiornikami? Może jedynie podać liczbę kont, na ktorych odcinki odpalono. Poza tym jedna osoba mogła oglądać ten sam odcinek kilka razy, bo Jeff Bezos dokładnie nie wyjaśnił, w jaki sposób liczy wyświetlenia. Spryciarz! Jako wisienkę na torcie oglądalności należy dodać, że nie wiadomo, ile z tych gospodarstw domowych dotrwało do końca odcinka.
Pieniądze są, czyli co poszło nie tak?
Bezos wykuwa "Pierścienie władzy" za 1 mld dolarów, co uczyniłoby je najdroższym serialem w historii (za pierwsze odcinki pierwszej serii zapłacił rekordowe 715 mil dolarów - późniejsze były tańsze, gdyż m.in. wykorzystywały już zbudowane dekoracje). Historię rozplanowano na pięć sezonów. Scenariusz ma obejmować wydarzenia z Drugiej Ery, która zaczyna się od klęski naprawdę złego Morgotha i jego ucznia Saurona. Po śmierci swojego mistrza rozpłynął się on w powietrzu. W tym czasie Galadriela poluje na jego współpracowników, którzy zabili jej brata. Przez całą Drugą Erę zza kulis i nie tylko odbudowuje on potęgę, by zostać pokonanym przez Isildura. Druga Era kończy się wojną "ostatniego przymierza" elfów, ludzi i krasnoludów (dla kinomanów warto wspomnieć, że to czołówka "Drużyny Pierścienia"). Jest to też okres dość skromny, jeśli chodzi o twórczość samego Tolkiena.
Fabuła "Pierścieni władzy" ma pokazywać, jak podstępnie działa zło, sieje ziarno nieufności i chciwości wśród dobrych. Miotający się Celebrimbor czy Durin z żoną giną jednak wśród pustynnej podróży pseudo-Gandalfa, wzajemnymi kłótniami elfów, zamachem stanu w Numenorze czy zamaskowanymi typami rodem z "Mad Maxa". Wszystkiego po prostu jest za dużo.
Amazon ma spore kłopoty przez najdroższy serial w historii. "Pierścienie władzy" nie przyciągnęły widzów, ale pozwy już tak
Amazon znalazł się w poważnych tarapatach przez "Pierścienie władzy". I już nawet nie chodzi o zatrważająco niską oglądalność tego dzieła platformy Jeffa Bezosa (gdyby Netflix je wyprodukował, to po jednym sezonie serial zostałyby skasowany), znanego wielbiciela twórczości J. R.R. Tolkiena, ale o pozwy - te wytoczone i te możliwe.
Przy tym jak każdy prequel "Pierścienie władzy" mierzą się też... z brakiem zaskoczenia. Nawet neofici w świecie fantasy wiedzą, że Galadriela nie powstrzyma Saurona (zrobi to dopiero Frodo Baggins). Tylko część widzów z dreszczykiem emocji przygląda się Numenorowi (który zresztą wiadomo, że czeka upadek). Temu zadaniu podołały produkcje "Zadzwoń do Saula" czy nawet "Ród smoka", właśnie sprawnie wykorzystując naszą wiedzę o zakończeniu. "Pierścienie mocy" tu poległy na całej linii. Widz czuje się bardziej w obowiązku np. lubić harfooty z grzeczności niż z rzeczywistej sympatii, zamiast właśnie ją podsycać wiedzą, że to późniejsi hobbici odegrają znaczącą rolę w tej historii.
Piękne obrazy, jakimi raczą nas twórcy, tj. motyle tworzące postać czy rój pająków zbliżających się do "ofiary", nie są w stanie zastąpić bohaterów tej opowieści. Wywołują więcej emocji w porównaniu np. z Galadrielą mówiącą "śmiertelnie poważne rzeczy super dystyngowanym tonem". Nikt z przewijających się w serialowej Drugiej Erze nie wzbudza takich emocji jak tragiczne wybory Thorina Dębowej Tarczy czy rozluźniający atmosferę lub kręgosłup szkieletu Peregrin "Pippin" Tuk. Nie wspominając już o odejściu od kanonicznego traktowania poszczególnych postaci [szczegóły poniżej].
| Postacie nierówne bohaterom, czyli porównanie książek z serialem | ||
|---|---|---|
| Tolkien | Bezos | |
| Sauron |
- prawa ręka Morgotha, - powodował trzęsienia ziemi i erupcje wulkanów, - jako zwierzaka domowego trzymał pajęczycę Szelobę, - władca wilkołaków, |
pokonany przez grupę orków zamienia się w błotnisty szlam |
| Galadriela |
- "rzuciła" wyzwanie samym Valarom, - założyła królewstwo Eregionu, - chroniła swoją mocą całe królestwo Lothlorien, - wygnała Sauron z Dol Guldur, po tym jak więził Gandalfa, |
ma problem z walką z upiorami |
| Elrond |
- uważany za najmądrzejszego na całym Śródziemiu (co przyznał nawet sam Sauron), - jako chłopiec przeżył drugą połowę burzliwej Pierwszej Ery (co było nie lada wyczynem), - przez całe życie walczył ze Złem i nie załamały go osobiste ciosy, |
podejmuje próbę samobójczą, która jest niezgodna z postępowaniem jego postaci |
| Gil-Galad |
- walczył w wojnach pod koniec Pierwszej Ery przeciwko Sauronowi |
Pan Kierownik, który potępia ludzi |
| Elendil Wysoki |
- wyprowadził wiernych z tonącego Numenoru, - założył królestwa Arnoru i Gondolu, - walczył wraz z Gil-Galadem z Sauronem i pokonał go, |
jakby go nie było |
| Isildur |
- potężny władca Numenoru, który zaciekle walczył ze strażnikami Saurona, - dzielnie walczył na bezdrożach Dagolandu - odciął Sauronowi palec z pierścieniem (i tak, uległ pokusie, ale z powodu powyższych ten błąd był taki tragiczny) |
mały łajdak, który zostaje pobity przez włóczęgów |
Słowem to wszystko nie jest normalne, jak na serial o tak znanym, jeśli nie najsłynniejszym na świecie, uniwersum. Ten patchwork opowieści rozchodzi się w szwach i nawet złota nić Tolkiena nie jest w stanie go razem utrzymać, skoro twórcy tego serialu — Patrick McKay i JD Payne - biegają z nożyczkami jak Elrond z pierścieniami.
Tolkien "poszczuje ich" trollami
Oglądając "Pierścienie władzy", widz paradoksalnie wręcz kibicuje Sauronowi, co dla prawdziwych fanów Tolkiena jest nie do pomyślenia. W pierwszym sezonie podsycał on oglądalność, gdyż wszyscy zastanawiali się, za jakim licem kryje swoje podstępnie plugawe oblicze. "To on!" krzyczeli nie raz, by za chwilę zmieniać swoje typy. Teraz ciekawość chcą podsycać showrunnerzy, pokazując, kogo mami, albo nie mami, ale mówi innym, że mami, albo jednak mami, mówiąc, że mami, więc wszyscy myślą, że kłamie. Z wszechmocnego zła robi się... wszechmocny żart.
I tak dochodzimy do sedna. Amazon przemielił przez maszynkę poprawności politycznej i własnej wspaniałomyślności urywki tekstów autora, do których nabył prawa, by wypluć z siebie papkę nie do zaakceptowania na dłuższą metę przez nikogo. Jak napisał jeden z internautów:
"Bezos wykupił wielopokoleniową starą restaurację z tradycjami na starym mieście, by otworzyć w niej McDonald's".
Widzowie przyszli po Tolkiena, a dostali miernego fanfika, który jedynie wykorzystał imiona ich ukochanych bohaterów, ich samym zmieniając w karykaturalne młodsze wersje.
Co więc należałby zrobić? Zaorać i zacząć od nowa lub przyszykować popcorn, "otworzyć butelkę z Pierwszej Ery" i zasiąść do ładnej nudy bez jakichkolwiek oczekiwań. No, może z wyjątkiem bitwy o Eregion.
***
Popkultura i pieniądze w Bankier.pl, czyli seria o finansach "ostatnich stron gazet". Fakty i plotki pod polewą z tajemnic Poliszynela. Zaglądamy do portfeli sławnych i bogatych, za kulisy głośnych tytułów, pod opakowania najgorętszych produktów. Jakie kwoty stoją za hitami HBO i Netfliksa? Jak Windsorowie monetyzują brytyjskość? Ile kosztuje nocleg w najbardziej nawiedzonym zamku? Czy warto inwestować w Lego? By odpowiedzieć na te i inne pytania, nie zawahamy się zajrzeć nawet na Reddita.































































