Samorządowcy znaleźli sposób na osoby unikające płacenia podatku od nieruchomości od wszystkich budynków na swojej działce. Zdjęcia lotnicze dronów pomogą wykryć, czy wszystkie obiekty budowlane zgłoszono do opodatkowania.


Na łamach Bankier.pl pisaliśmy już o rosnącym wykorzystaniu bezzałogowych statków latających w różnego rodzaju dziedzinach życia. Drony służą nie tylko do ochrony taborów kolejowych przed złodziejami czy graficiarzami, ale także wyręczają dostawców pizzy i mają szansę „łapać” piratów na quadach i motocrossach hałasujących w lasach lub na terenach chronionych.

Czy drony mogą być pomocne przy wymierzaniu podatków? Okazuje się, że tak. Przekonali się o tym nowobogaccy w Argentynie, którzy rejestrowali swoje grunty jako pustą ziemię, choć w rzeczywistości powstawały na niej luksusowe posiadłości, od których nie płacono podatków. Dzięki zdjęciom z powietrza łatwo udowodnić takie oszustwa podatkowe.
Polscy samorządowcy, wzorem swoich argentyńskich kolegów, postanowili wykorzystać „latających szpiegów” w podobny sposób. Na podstawie zdjęć lotniczych polskie gminy budują bardzo dokładne ortofotomapy. I choć głównym celem ich powstawania było wykorzystywanie do tworzenia planów zagospodarowania przestrzennego, to okazały się one doskonałym narzędziem do egzekucji zaległych podatków lokalnych. Dzięki zdjęciom z dronów urzędnicy bardzo łatwo mogą zidentyfikować budynki niezgłoszone do opodatkowania podatkiem od nieruchomości. Jak podaje "Dziennik Gazeta Prawna", w ten sposób w latach 2009-14 w Katowicach udało się ściągnąć 2,3 mln zł podatku od nieruchomości, a we Wrocławiu 1,5 mln zł tylko w ciągu dwóch lat 2013-14.
Choć cel wydaje się uzasadniony, to jednak rosną inwigilacja obywatela i możliwość obfotografowania terenu prywatnej działki budzi niepokój. Wszak pewne granice prywatności powinny być zachowane.































































