Ubiór czasem może wręcz zablokować karierę lub być ogromnym atutem wspierającym, a jak przekonują konsultanci wizerunku, nawet przesądzającym o zawodowej drodze. Jak ubiera się szefowa, a jak podwładni? Jaka dawka mody w modzie biurowej jest dopuszczalna? Co wybierać z ogromu kolekcji, które dziś są tak bardzo różnorodne? Odpowiedzi na te pytania są rodzajem wiedzy i to równie ważnej jak umiejętności, dzięki którym przyjęto cię do pracy lub zaproponowano wyższe stanowisko. Bardzo prawdopodobne, że stało się tak właśnie dlatego, że byłaś dobrze ubrana! W pracy nieco zużyte powiedzenie „jak cię widzą, tak cię piszą” nabiera szczególnego znaczenia. O tym, że wiedza o ubieraniu się jest wiedzą strategiczną, przekonuje popularność zajmujących się konsultowaniem wizerunku firm („image consulting”), z usług których początkowo korzystali pracownicy amerykańscy, a z czasem też europejscy. Doradcy od wizerunku przekonują, że wizyta u nich powinna stać się takim samym obowiązkiem jak wizyta u fryzjera czy kosmetyczki. To oni dobierają odpowiednie kolory i fasony. Udzielają praktycznych wskazówek - co nosić, a czego nie nosić. Żartują, że większość pracodawców zwraca się do nich z prośbą o przeprowadzenie kursów dla pracowników latem, kiedy większość kobiet zapomina o biurowej etykiecie. Teraz mamy sezon jesienno-zimowy, ale mimo to warto odświeżyć sobie ubraniowy kodeks, a przede wszystkim sprawdzić, jak pogodzić go z najnowszymi tendencjami w modzie.
Najlepsze, na co można się zdecydować, to klasyka. To pozwala nie tylko osiągnąć profesjonalny wygląd, ale i zbudować rodzaj bazy, urozmaicanej co sezon jedynie nowymi dodatkami. Należy wybierać zarówno zestawy - kostiumy (żakiet i spódnica), spodniumy (żakiet i spodnie), jak i tzw. single - sukienki (o prostej formie, na przykład szmizjerki, jeśli dobrze w niej się wygląda), bluzki, dzianinowe, rozpinane swetry i dzianinowe topy, które stanowią dobre uzupełnienie żakietów. W ten sposób posiadając trzy, cztery kostiumy i kilka bluzek i topów w zbliżonej tonacji kolorystycznej i stosując w granicach rozsądku zasadę „mix and match” (mieszaj i zestawiaj), można wyglądać codziennie inaczej przez co najmniej kilkanaście dni. Nieocenione w kreowaniu wizerunku innego na każdy dzień miesiąca są dodatki, do których jeszcze powrócimy.
Pierwszoplanową sprawą jest bardzo dobra jakość noszonych ubrań. To prawda, że moda dziś bardzo się zdemokratyzowała i niemal ten sam model dostępny jest zarówno w kolekcji znanej firmy lub projektanta, jak i w masowej konfekcji. O ile jednak nawet sporo tańsze wzory mogą naśladować krój i kolorystykę droższych, to na ogół zdradzają je niezbyt dobre jakościowo materiały - producent może na nich co prawda zaoszczędzić, ale z gorszym skutkiem. Z pewnością nie można pozwolić sobie na to, by ubrania wyglądały zbyt „tanio” - zwłaszcza w banku. Kupując markowe ubrania nie tyle ulegamy fascynacji logo (w pracy oraz poza nią nie ma przecież miejsca na ostentacyjne pokazywanie metek), co inwestujemy w swoją szafę - a tym samym w siebie. Takie ubrania będą służyć zdecydowanie dłużej, materiał nie zniszczy się tak szybko, kolory nie wyblakną. Lepiej mieć mniej rzeczy, ale o perfekcyjnej jakości. Przed wojną tabliczki w sklepach Gucciego głosiły: „Jakość pamięta się zdecydowanie dłużej niż cenę”. I dziś nic się nie zmieniło.
Małgorzata Szwed-Kasperek
Wiecej w bieżącym numerze miesięcznika BANK
Zaprenumeruj BANK































































