Umacniający się dolar szkodzi złotemu i innym walutom z rynków wschodzących. W rezultacie kurs euro do złotego utrzymuje się w okolicach poziomu 4,35 zł, czemu towarzyszy podwyższona zmienność.


Sytuacja na polskim rynku walutowym pozostaje dość dynamiczna. Jeszcze w zeszły czwartek kurs euro spadł o ok. 4 grosze, w piątek podniósł się o 1,5 grosza, a w poniedziałek poszedł w górę aż o 5 groszy. Na tym tle środowy poranek przynosi względną stabilizację, z kursem euro na poziomie 4,3568 zł.
Złotemu od dnia wyborów w Stanach Zjednoczonych ciąży aprecjacja dolara. Dziś rano kurs EUR/USD wyrównał kwietniowe minimum, co grozi wybiciem dołem z obowiązującego od blisko dwóch lat trendu bocznego. Na gruncie analizy technicznej realizacja tego scenariusza groziłaby spadkiem notowań eurodolara w okolice parytetu 1 do 1. A bo nie byłaby dobra wiadomość dla naszej waluty.
W środę rano dolar na polskim rynku kwotowany był po 4,1020 zł, a więc o blisko grosz wyżej niż dzień wcześniej. Przy czym strefa 4,10-4,20 zł wyznaczana przez tegoroczne maksima kursu USD/PLN stanowi istotny opór, którego ewentualne przełamanie na gruncie analizy technicznej zapowiadałoby ruch w kierunku 4,40 zł – czyli lokalnego maksimum z października 2023 roku.
O niespełna grosz w górę szły także notowania franka szwajcarskiego, o poranku wycenianego na 4,6504 zł. Na parze frank-złoty od czerwca obowiązuje średnioterminowy trend wzrostowy. Jak dotąd maksymalny zasięg tej fali wyniósł 4,6742 zł. Na tym poziomie zatrzymała się zwyżka kursu franka podczas sierpniowej paniki na rynkach finansowych oraz w powyborczą noc tydzień temu.

Funt brytyjski kosztował 5,2317 zł i był o przeszło grosz droższy niż we wtorek wieczorem. W poniedziałek szterling osiągnął cenę 5,2718 zł i był najdroższy od zeszłorocznego października.
KK
































































