REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Dezinformacyjne działanie oficjalnych wskaźników inflacji

Piotr Lonczak2010-06-09 12:00
publikacja
2010-06-09 12:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Rola pieniądza w nowoczesnej gospodarce jest nieoceniona. Pieniądz stanowi podstawową instytucję nowoczesnej gospodarki. Jako środek wymiany umożliwia zakrojoną na szeroką skalę współpracę w ramach specjalizacji pracy. Wszyscy ludzie w niej uczestniczący czerpią olbrzymie korzyści z możliwości nabycia dóbr, których nie potrafią sami wytworzyć.

Obok funkcji środka wymiany pieniądz odgrywa istotną rolę w kalkulacji ekonomicznej. Dzięki wyrażaniu cen w pieniądzu, przedsiębiorcy mają możliwość oceny, czy ich działalność jest zyskowna, czy przynosi stratę. Mogą porównać wynik, jaki przynoszą ich przedsięwzięcia, z kosztami poniesionymi w celu uzyskania przychodu.

Do czego gospodarce potrzebny jest pieniądz
Nie ulega wątpliwości, że od jakości pieniądza zależy prawidłowe funkcjonowanie gospodarki. Jeśli społeczeństwo uzna, że pieniądz nie może pełnić swojej funkcji tak, jak powinien, przestaje ufać w jego wartość wymienną. Prowadzi to do zerwania wszelkich stosunków gospodarczych, które były możliwe dzięki istnieniu pieniądza.

Najnowszy Biuletyn Gospodarczy Bankier.pl

Wyprzedź innych. Źródło dobrej informacji jest w dzisiejszych skomplikowanych czasach podstawą dobrych decyzji i ocen, szansą na zyski. Zapraszam do lektury pełnej wersji kolejnego Biuletynu Gospodarczego Bankier.pl.
Wymiana za pośrednictwem pieniądza zostaje przerwana, a przedsiębiorcy bez cen wyrażonych w pieniądzu nie potrafią prowadzić kalkulacji ekonomicznej. Efektem jest zatrzymanie funkcjonowania gospodarki, do czasu ustalenia nowego środka wymiany.

W ostatnim czasie załamanie systemu gospodarczego z powodu zniszczenia instytucji pieniądza można było obserwować w Zimbabwe. Ten południowoafrykański kraj był uznawane za jedną z najlepiej rozwiniętych gospodarek Czarnego Kontynentu, ale został doprowadzony do ruiny przez prowadzenie wyjątkowo nieodpowiedzialnej polityki monetarnej polegającej na prymitywnym dodruku papierowego pieniądza.

W przeszłości kraje zachodnie również często uciekały się do inflacyjnego dodruku pieniądza. W dwudziestoleciu międzywojennym szalejąca inflacja zrujnowała europejskie społeczeństwa. W tym czasie na fali niezadowolenia doszli do władzy politycy, którzy rozpoczęli II wojnę światową. Dziś w krajach o rozwiniętej gospodarce przykłada się bardzo dużą wagę do dbałości o jakość pieniądza. Jest ona kontrolowana przez wskaźnik inflacji. Informuje on o tempie wzrostu cen w gospodarce. Na podstawie stopy inflacji bank centralny prowadzi politykę monetarną, która polega na sterowaniu podażą pieniądza w celu stabilizowania cen. Należy się zastanowić, jaka jest wartość informacyjna wskaźnika inflacji i czy rzeczywiście może on być podstawą oceny stabilności systemu pieniężnego.

Kto i jak mierzy inflację

W Polsce wskaźnik inflacji jest obliczany przez Główny Urząd Statystyczny. Zmiany cen są mierzone przy zastosowaniu bardzo mglistej metodologii. Podstawowym zarzutem, jaki można wysunąć w stosunku do sposobu obliczania inflacji, jest koncepcja „koszyka dóbr”. Urzędnicy na podstawie badań ankietowych ustalają, jak wyglądają przeciętne zakupy obywateli. W oparciu o te informacje ustalają „wagi” dla poszczególnych kategorii dóbr. Owe wagi odpowiadają procentowemu udziałowi danej kategorii w całym koszyku. Dzięki temu możliwe jest określenie jak duży wpływ na „ogólny poziom cen” wywierają zmiany cen poszczególnych kategorii dóbr.

Niedoskonałość takiego podejścia widać gołym okiem. Zasadniczym problemem jest koszyk dóbr sam w sobie. Koncepcja polegająca na obliczaniu wpływu zmian cen dla przeciętnego człowieka nie ma większego uzasadnienia. „Przeciętny człowiek” po prostu nie istnieje, a koszyków dóbr jest tyle, ilu jest ludzi. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że człowiek zarabiający pensję minimalną dokonuje innych zakupów niż człowiek bardzo zamożny. W dodatku ludzie różnią się gustami, co także determinuje odmienne wybory.

Również kategoria dóbr budzi spore wątpliwości. Jest nią np. „mięso” lub „odzież”. Abstrakcyjna klasa dóbr nie uwzględnia chociażby różnic w jakości poszczególnych produktów. Bez wątpienia gatunki mięs mogą różnić się między sobą jakością, a co za tym idzie, zmiany cen również są inne.

Druzgocącym zarzutem wobec przyjętej koncepcji inflacji jest brak w koszyku dóbr wydatków na zakup mieszkania. Spłata rat kredytu mieszkaniowego stanowi podstawowy składnik budżetu przeciętnej rodziny a wzrost obciążeń z tego tytułu nie był w żaden sposób uwzględniony w HICP. Również koszt najmu mieszkania w przypadku ludzi nieposiadających własnego lokum nie znajduje odzwierciedlenia w HICP, gdyż rynek wynajmu mieszkań to z reguły szara strefa.

Wobec tego, że przyjęta koncepcja inflacji jest tak dalece niedoskonała, należy zastanowić się nad alternatywnym indeksem wzrostu cen. Obiektywnym wskaźnikiem inflacji jest agregat podaży pieniądza. Spotyka się on jednak z nieprzychylnym nastawieniem polityków i szefów banków centralnych. Ma to swoje źródło w tym, że nie jest on podatny na manipulacje. Pokazuje jednak, w jak zatrważającym stopniu rośnie podaż pieniądza w gospodarce, co przekłada się na olbrzymi wzrost cen.


Źródło: dane Narodowego Banku Polskiego oraz Głównego Urzędu Statystycznego

Dane te pokazują, jak szybko wzrasta podaż pieniądza. Od stycznia 1998 roku ilość pieniądza w Polskiej gospodarce wzrosła około czterokrotnie. Jednak nie koresponduje to z oficjalną stopą inflacji przedstawianą przez GUS, która w tym okresie wzrosła "jedynie” o niemal 70%.

Zgubne skutki błędnych danych

Wzrost podaży pieniądza ma odbicie nie tylko w cenach dóbr konsumpcyjnych. Wpływa także na pozostałe ceny w gospodarce. Jednak oficjalnie podawany wzrost cen nie jest tak wielki, jak przyrost ilości pieniądza. Wyjaśniając przyczyny tego zjawiska, należy wskazać kilka kluczowych czynników wpływających na nie. Po pierwsze, Polska od początku lat 90. została włączona do światowego systemu współpracy gospodarczej. Pozwala to polskim obywatelom cieszyć się z korzyści płynących z międzynarodowej wymiany handlowej. Dzięki temu gospodarka światowa staje się bardziej efektywna i pozwala na większą produkcję. W dodatku nieustannie powstają nowe technologie i rozwiązania poprawiające produktywność. Polska rozwija swoją infrastrukturę, co pozwala na obniżenie kosztów transportu i zapewnia lepszą spójność gospodarki.

Wysiłek polskich przedsiębiorców i pracowników jest jednak niweczony przez nieustannie rosnącą podaż pieniądza. Sprawia ona, że mimo wzrostu efektywności gospodarki realne płace Polaków nie zwiększają się w tempie, jakie można by osiągnąć przy bardziej stabilnej bazie monetarnej. W dodatku inflacja destabilizuje gospodarkę i utrudnia prowadzenie kalkulacji ekonomicznej. Przedsiębiorcy opierają się na kosztach historycznych i nie zawsze w porę dostrzegają realny wzrost cen. Inflacja sprawia, że niektóre przedsięwzięcia przynoszą zysk księgowy, chociaż w rzeczywistości mogą generować straty. Może się okazać, że odpisy amortyzacyjne nie uwzględniły wzrostu cen i utrzymanie sprawności wyposażenia firmy będzie wiązało się z wydatkiem większym, niż zakładano. Oficjalny wskaźnik inflacji nie tylko nie informuje przedsiębiorców na czas o dużych zmianach cen, lecz w dodatku stwarza mylne wrażenie, że wzrost jest niewielki.

Piotr Lonczak
Bankier.pl

Źródło:
Tematy

Komentarze (4)

dodaj komentarz
~mik
inflacja była, jest i będzie oszustwem... poczytaj trochę klasyków ekonomii i myśl... przede wszystkim myśl! ludzie mają tendencję do uleganiu złudzeniu korzyści płynących z inflacji. Jest co prawda rzeczą niezaprzeczalną, że inflacja zmusza do kupowania i tym samym napędza gospodarkę, ale... oszukuje się w ten sposób resztę społeczeństwa!inflacja była, jest i będzie oszustwem... poczytaj trochę klasyków ekonomii i myśl... przede wszystkim myśl! ludzie mają tendencję do uleganiu złudzeniu korzyści płynących z inflacji. Jest co prawda rzeczą niezaprzeczalną, że inflacja zmusza do kupowania i tym samym napędza gospodarkę, ale... oszukuje się w ten sposób resztę społeczeństwa! Największe korzyści mają zawsze ci którzy pierwsi mają dostęp do "nowo dodrukowanej kasy". Kupują oni po starych cenach. Kiedy wzrośnie popyt wywołany sztucznie zwiększoną pulą pieniędzy, wtedy dopiero reszta podnosi ceny. Są jednak w tym momencie w plecy. Spada twoja płaca realna, czyli możesz kupić mniej i odbija się to zawsze na najbiedniejszych! Korzyść z tego mają: rząd, banki i ci którzy pierwsi wezmą kredyty. Po 2. daje się rynkowi fałszywe informacje i zakłada się biznesy o zwiększonym ryzyku bankructwa. Po 3. tworzy się spekulacyjne bańki (przykład to nieruchomości). Po 4. w chwili spłaty kredytu zmniejsza się pula pieniędzy w obiegu, co oznacza, że reszta musi pracować za niższe płace. Kończy się to tym, że dla kogoś zabraknie miejsca w wyścigu i straci majątek. Po 5. samo drukowanie ma swoje limity o czym za parę lat się przekonamy (bo nie ma w obiegu tyle pieniędzy, które wystarczą na spłatę wszystkich kredytów wraz z odsetkami!!!). Po 6. inflacja pozwala na dozwolone z mocy prawa zagarnianie majątku przez uprzywilejowane kliki. Po 7. celem gospodarczym jest zwiększenie produkcji, która zaspokaja ludzkie potrzeby. Pieniądze to tylko środek. Po 8. jest to kolejny podatek nałożony na społeczeństwo, pozwalający utrzymywać je w ryzach i w niekończącym się wyścigu szczurów! Chcesz spłacić kredyt pracujesz więcej. Powiedziałem... za 15 max. 20 lat, i jest to wariant optymistyczny będziemy już jawnymi niewolnikami! Bo nie ma w przyrodzie takich jaj, że coś powstaje bez wysiłku. Ludzie zamiast czerpać korzyści z uczciwej pracy, gdzie to ile masz pieniędzy zależy od twoich talentów i pracowitości wybierają wskutek inflacji spekulowanie! I są najczęściej na końcu łańcuszka szczęścia. Nie można jeść więcej niż się wyprodukowało! Minusów jest więcej. Dlatego, jeżeli ktoś wam obiecuje, że da wam coś za darmo znaczy że komuś to ukradnie. System oparty na inflacji zbankrutuje (bo drukować bez końca się nie da), jeżeli nie wróci się do racjonalnej ekonomii. Ten cały socjaldemokratyzm pokaże raz jeszcze że nie ma hybryd. Albo robi się coś dobrze, albo źle. Jeśli ktoś uważa że bredzę, to zapraszam do napisanej prostym językiem książki Henry Hazlitt'a - Ekonomia w jednej lekcji. Ubolewam tylko nad dwoma rzeczami... nad tym że znowu dostaną po dupie najbiedniejsi i po 2. nad tym, że głosujemy na takich palantów. Pozdrawiam
infinum
~Misiek przecież w zdrowej gospodarce to właśnie kapitał tych "drobnych ciułaczy" jest pożyczany biznesom na inwestycje. Pieniądze mające swoje źródło w depozytach bankowych reprezentują wtedy realną, bo wypracowaną wartość.

Pieniądze drukowane przez banki centralne są tylko papierem, który swoją wartość nabywa dopiero
~Misiek przecież w zdrowej gospodarce to właśnie kapitał tych "drobnych ciułaczy" jest pożyczany biznesom na inwestycje. Pieniądze mające swoje źródło w depozytach bankowych reprezentują wtedy realną, bo wypracowaną wartość.

Pieniądze drukowane przez banki centralne są tylko papierem, który swoją wartość nabywa dopiero PO spłacie kredytu przez biznes.

Daje to złudne przeświadczenie, że ilość pieniądza i kredytu jest nieograniczona, a w konsekwencji prowadzi do spadku wartości tegoż pieniądza i pogrążeniu społeczeństwu w długach.

Ludzie pracują wtedy nie po to by być bogatszymi, tylko by odrobić "w polu" to co już skonsumowali.

To są dwie przeciwstawne sobie filozofie.
W pierwszej praca jest źródłem wartości i nagrody, w drugiej praca jest karą za nabyte wcześniej dobra i przyjemności.
~ms
Ceny różnych rzeczy zmieniają się w różnym tempie; niektóre z nich z założenia nie wchodzą w skład GUS-owskiego wskaźnika inflacji. Wiadomości o 11-tej.
~Misiek
Odwieczna wojna monetarystów z podejściem elastycznym.
Zawsze mnie dziwi, że część ludzi zakłada sobie klapki na oczy i chce widzieć wszystko przez pryzmat pieniądza. A przecież pieniądz to tylko narzędzie ułatwiające wymianę dóbr między ludźmi. I to owe dobra są celem, a nie pieniądze, którymi ich "wartość" ktoś wyznacza.
Odwieczna wojna monetarystów z podejściem elastycznym.
Zawsze mnie dziwi, że część ludzi zakłada sobie klapki na oczy i chce widzieć wszystko przez pryzmat pieniądza. A przecież pieniądz to tylko narzędzie ułatwiające wymianę dóbr między ludźmi. I to owe dobra są celem, a nie pieniądze, którymi ich "wartość" ktoś wyznacza. W ostatecznym rozrachunku - czy inflacja jest duża, czy mała, czy jest wręcz deflacja - jakieś problemy powstaną. Inne przy deflacji, inne przy hiperinflacji, a jeszcze inne przy małej, bądź średniej inflacji. Zawsze będzie "coś za coś". W przypadku małej inflacji zyskuję ciułacze i ludzie trzymający pieniądze w skarpetach, w przypadku większej inflacji, żeby utrzymać się na powierzchni trzeba włożyć więcej aktywności, bo pieniądz jako taki staje się bardziej "tymczasowy", a towary i usługi wychodzą na plan pierwszy. Czy to lepiej, czy gorzej?.. Zależy dla kogo. Tego rodzaju mądrości, które wygłosił autor artykułu silnie zależą od punktu siedzenia...

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki