Przez Danske Bank w latach 2007-2015 przeszło prawdopodobnie kilkaset miliardów dolarów o niejasnym pochodzeniu. Jak informuje Bloomberg, Howard Wilkinson, główny informator w tej sprawie wskazał na niemiecki bank jako jedno z ogniw transferu ok. 150 mld dolarów z Rosji i krajów bałtyckich.
Jedna z największych afer dotyczących prania pieniędzy w ostatnich latach dotyczy estońskiego oddziału Danske Bank. W ciągu 8 lat ta instytucja pośredniczyła we wprowadzeniu do globalnego systemu finansowego kilkuset miliardów dolarów. We wrześniu 2018 r. dyrektor banku podał się do dymisji, a do śledztwa dołączyły się organy wymiaru sprawiedliwości z USA i Wielkiej Brytanii. W październiku sprawa trafiła pod lupę Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego.
Jak informuje Bloomberg, sygnalista z Danske Banku, dzięki któremu skandal ujrzał światło dzienne, wskazał w poniedziałek 19 listopada, że 150 mld dolarów przeszło przez jedną z dużych instytucji finansowych. Z informacji agencji wynika, że był to amerykański oddział Deutsche Banku. W proceder miało być zamieszanych, łącznie z niemiecką instytucją, co najmniej 10 banków.
Zarzuty miały zostać potwierdzone w wewnętrznym dochodzeniu przeprowadzonym przez niemiecki bank. Deutsche Bank pełnił rolę banku-korespondenta estońskiego oddziału Danske Banku, ale przerwał tę relację w 2015 r. po zidentyfikowaniu podejrzanych transakcji. Rzecznik instytucji wskazał, że bank nie otrzymał oficjalnego wniosku o udostępnienie informacji i nie jest świadom, by niemiecki nadzór finansowy prowadził w tej sprawie dochodzenie.
Doniesienia zachwiały kursem akcji Deutsche Banku – we wtorek rano jego papiery notowane na frankfurckiej giełdzie potaniały o 6 proc., osiągając tegoroczne minimum. Od początku 2018 r. akcje niemieckiego giganta straciły 50 proc. wartości. Ale na początku środowej sesji kurs DB zaczął odrabiać straty, rosnąc o 1,7%.

MK






























































