Zeszłoroczny deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych oficjalnie sięgnął 7,3% produktu krajowego brutto. Dług publiczny dobił w pobliże 60% PKB i w pierwszych miesiącach 2026 roku najprawdopodobniej przebił konstytucyjny limit zadłużenia państwa.


- W 2025 r. deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych ukształtował się na poziomie 283 969 mln zł, co stanowi 7,3% PKB. Dług sektora wyniósł 2 335 153 mln zł, tj. 59,7% PKB – poinformował w środę Główny Urząd Statystyczny. To drugi najwyższy odczyt po 1990 roku. Nie udało się pobić tylko rekordu (7,9% PKB) z naznaczonego sanitarnymi lockdownami roku 2020. Było za to gorzej niż w roku 2010 (6,0%) czy 2024 (6,4%).
Rok 2025 był też kolejnym rokiem nadmiernego – i w dodatku szybko rosnącego – deficytu fiskalnego państwa. Obowiązujący w Unii Europejskiej traktatowy limit 3% PKB został przekroczony jeszcze w roku 2022. Rok później na liczniku mieliśmy już 4,1% PKB niedoboru w kasie państwa, a w roku następnym relacja ta wzrosła aż do 6,4%. Wynik roku 2025 był jeszcze gorszy, a tegoroczny zaplanowany w budżecie państwa na 6,5% PKB nie będzie wiele lepszy (o ile nie będzie gorszy m.in. za sprawą tymczasowo obniżonych podatków od paliw płynnych). Zresztą do Komisji Europejskiej rząd notyfikował deficyt rzędu 6,8% PKB.
Przeczytaj także
Rząd zadłuża nas na potęgę i wydaje ponad połowę PKB
Gusowskie opracowanie zostało sporządzone zgodnie z metodyką unijną i oprócz definiowanego przez ustawę Państwowego Długu Publicznego (PDP) obejmuje też zadłużenia kontrolowanych przez rząd agend (np. Krajowy Fundusz Drogowy, fundusze BKG i PFR czy Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych) jak również samorządów i funduszy zabezpieczenia społecznego (czyli FUS i KRUS).
Przy czym gołym okiem widać, że źródłem fiskalnych problemów nie są ani samorządy (one nawet wykazały niewielką nadwyżkę), ani fundusze emerytalno-rentowe. Za prawie cały deficyt odpowiada podsektor instytucji rządowych na szczeblu centralnym, któremu w ubiegłym roku zabrakło ponad 280 mld zł. Tj. tyle rząd i jego agendy musiały pożyczyć od inwestorów, aby pokryć różnicę pomiędzy dochodami a wydatkami. Sektor rządowy wygenerował zatem deficyt rzędu 7,2% PKB względem 6,4% w roku 2024, 3,1% w 2023 oraz 3,0% w 2022.

Skutkiem kumulujących się deficytów fiskalnych był (i nadal jest) bardzo szybki przyrost długu publicznego. I to zarówno w ujęciu nominalnym, jak i w relacji do PKB. Na koniec 2025 roku zadłużenia sektora instytucji rządowych i samorządowych (czyli całkowity dług publiczny) wyniosło 2 335 153 mld złotych (czyli ponad 2,3 biliona złotych). To o 322,5 mld zł więcej niż rok wcześniej i aż o 643,9 mld zł więcej niż dwa lata temu. Zatem w zaledwie trzy lata zadłużenie publiczne Polski powiększyło się o równowartość 16,5% zeszłorocznego produktu krajowego brutto. To bardzo dużo i o wiele za dużo.
Przeczytaj także
W rezultacie relacja długu publicznego do PKB wzrosła z 48,8% w roku 2022 do 49,5% rok później, 54,8% w 2024 r. i aż 59,7% w roku ubiegłym. Do tego wiemy już ,że tylko w styczniu i lutym 2026 roku dług Skarbu Państwa (czyli bez rozmaitych funduszy i agend typu PFR i BGK) wzrósł o kolejne 85,6 mld złotych. W rezultacie dług publiczny urósł co najmniej do 2,42 bln złotych. To kwota odpowiadająca 61,2% zeszłorocznego PKB. Jest jednak w zasadzie przesądzone, że jako państwo już teraz (mamy przecież końcówkę kwietnia) przekroczyliśmy konstytucyjny limit zadłużenia publicznego. I rządzący zrobili to zgodnie z literą prawa, ponieważ Konstytucja RP odnosi się jedynie do „państwowego długu publicznego”, pomijając pozabudżetowe fundusze kontrolowane przez rząd.
I jeśli nic się nie zmieni, to dług publiczny w relacji do PKB będzie nadal przyrastał przynajmniej do końca tej dekady. Oficjalne dokumenty rządowe zakładają, że wskaźnik ten w 2029 roku ma przekroczyć 75% i zakłada się, że dalej będzie rósł. Równocześnie państwowy dług publiczny ma się zatrzymać tuż poniżej limitu 60% PKB. Oznaczać to będzie coraz więcej długu zgromadzonych w pozabudżetowych funduszach.
Rząd zabiera dużo, a wydaje jeszcze więcej
Warto przy tym ustalić podstawowy fakt, że olbrzymi deficyt i szybko narastający dług publiczny nie są skutkiem słabości aparatu fiskalnego. Nic z tych rzeczy! Z roku na rok rząd coraz więcej pieniędzy odbiera się nam w postaci rozmaitych podatków, składek i innych „danin”. Jeszcze w poprzedniej dekadzie udział podatków w PKB Polski tylko nieznacznie przekraczał 40%. Po 2022 roku zaczął rosnąć. W roku 2023 w postaci podatków odebrano nam 41,7% PKB, rok później już 42,8%, a w roku ubiegłym 43,6%.
Ale jeszcze szybciej rosły wydatki sektora publicznego. Początkowo do ponad 43% w latach 2021-22, a następnie do 46,9% w 2023, 49,2% w 2024 i aż 50,9% w 2025 r. Tak, w zeszłym roku po raz pierwszy we współczesnej historii rząd Polski redystrybuował ponad połowę produktu krajowego brutto! Zatem przyczyną fatalnej kondycji fiskalnej Polski są nadmierne wydatki rządowe, które w poprzednich 4 latach podniosły się aż o 7,7 pkt. proc. PKB (a nominalnie wzrosły o blisko połowę!). W ten sposób Polska dołączyła do grona najbardziej „rozrzutnych” krajów Unii Europejskiej, znajdując się wśród takich państw jak Niemcy (50,5% PKB), Włochy (51,2%) czy Belgia (54,2%).
Przy czym zwiększone wydatki na wojsko tylko w jednej czwartej przyczyniły się do relatywnej ekspansji fiskalnej państwa. Jak policzyli ekonomiści agencji Moody’s wydatki na zbrojenia odpowiadały za 1,5 pkt z 5,8 pkt proc. wzrostu wydatków państwa w relacji do PKB. A więc za ok. jedną czwartą. Za pozostałą część odpowiadają coraz wyższe wydatki socjalne, emerytalne, rosnące płace w budżetówce oraz coraz wyższe koszty obsługi zadłużenia.
Minister finansów: Mamy plan stopniowej redukcji deficytu
Polska ma plan stopniowej redukcji deficytu; to nie może odbyć się kosztem gospodarki, inwestycji w obronność - poinformował minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.
"Polska ma plan stopniowej redukcji deficytu. To nie może odbyć się kosztem gospodarki, nie może się odbyć kosztem nakładów na obronę. Dlatego tak ważne jest, abyśmy utrzymali wysoką dynamikę wzrostu" - powiedział dziennikarzom Domański, w kuluarach Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.





























































