W Wielki Czwartek (5 kwietnia) akcje Dolnośląskich Surowców Skalnych podrożały nagle o 20 proc. i dopiero dzień później, czyli w Wielki Piątek okazało się, co było tego przyczyną. Zarząd spółki DSS złożył wniosek o upadłość. Zazwyczaj taka informacja zdecydowanie nie należy do najlepszych dla akcjonariuszy danej spółki, lecz inwestorzy dostrzegli cień szansy w możliwości układu, na którą wskazał zarząd przy składaniu wniosku. Dzięki temu akcje podrożały wówczas w ciągu jednej sesji o 17 proc. (z 2,50 do 2,95 złotych).
Po świętach Wielkiej Nocy spekulacyjny optymizm szybko wygasł i spółka powróciła do spadków, oddając w ciągu 4 sesji uprzednie 45 groszy wzrostu (15 proc.). Spółka zakończyła tydzień na poziomie 2,50 złotych za akcję, jednak bieżący tydzień przynosi jeszcze więcej emocji.
W poniedziałek akcje spadły do 2 złotych za walor, a dzień później Sąd Rejonowy w Warszawie ogłosił upadłość spółki, lecz nie z możliwością układu (jak wnioskował zarząd), tylko likwidacyjną. Doprowadziło to do panicznej wyprzedaży akcji, w efekcie której spółka straciła 50 proc. (z 2,00 do 0,99 złotych).
Ostra wyprzedaż akcji spółki stała się jednak okazją dla inwestorów (spekulantów) o znacznie wyższej tolerancji ryzyka. Dziś (środa) spółka zyskuje ponad 23 proc., stając się przedmiotem giełdowej spekulacji. Ze względu na to, że wyrok warszawskiego sądu nie jest prawomocny, kurs spółki może zaskoczyć jeszcze nie raz. Skala wzrostów z pewnością kusi wielu uczestników rynku, ale w obecnej sytuacji inwestorom, którzy stronią od nerwowego daytradingu na upadających spółkach należy odradzić udziału w takiej "inwestycji".
Minister: "Nie ma ryzyka upadłości DSS"
Przy okazji dyskusji na temat spółki Dolnośląskich Surowców Skalnych trudno nie odnieść się do słów ministra infrastruktury Sławomira Nowaka, który niespełna dwa miesiące temu stwierdził w wywiadzie dla RMF FM: Nie ma ryzyka upadłości DSS, sprawdzamy ich płynność na bieżąco.
Krzysztof Gołdy
Bankier.pl






























































