Produkcja samochodów rozpoczęła się od … samolotów. Mielec jeszcze przed wojną słynął z przemysłu lotniczego. Gdy Amerykanie - Dawid i Thomas Kirkham zobaczyli jeden ze sztandarowych produktów mieleckich zakładów lotniczych - myśliwski „Mig”, stwierdzili, że równie dobrze można tu produkować samochody.
Od samolotu do samochodu
W latach dziewięćdziesiątych, zakłady lotnicze upadały, a bez pracy zostało wielu zdolnych i wykwalifikowanych pracowników. Ich doświadczenie związane z konstrukcją maszyn i obróbką aluminium pozostawało niewykorzystane.
Amerykanie byli przekonani, że ten kto potrafi wyprodukować samolot, będzie umiał zrobić także samochód - Cobrę. Legendarne auto z lat sześćdziesiątych, produkowane do dzisiaj w Anglii i Stanach Zjednoczonych podbiło motoryzacyjny świat. Napędzane fordowskimi silnikami wygrywało wszystkie wyścigi. Szybko stało się jednym z najczęściej kopiowanych samochodów na świecie.
Teraz jej najprawdziwsze, a nawet lepsze od oryginału repliki miały powstawać w Mielcu. W 1996 r. inwestor przyjechał z pomysłem, pieniędzmi i gotową technologią. Fachowa i doświadczona kadra lotnicza stanęła przed wielkim wyzwaniem. Po sześciu miesiącach wyprodukowano pierwszą Cobrę 427 - tzw. ”duży model”. Wywołała ona spore zainteresowanie i z powodzeniem została sprzedana w Stanach Zjednoczonych. Szybko spłynęły zamówienia na kolejnych 30 sztuk. Ponad pół roku trwało wykonanie samego oprzyrządowania do tej partii produkcyjnej. Seria okazała się strzałem w dziesiątkę. Szybko zaczęły więc napływać zamówienia niemal z całego świata. By móc zaspokoić tak ogromny popyt, trzeba było znowu na rok zawiesić produkcję aut, by wykonać niezbędne narzędzia. Po ich zrobieniu, fabryka ruszyła pełną parą. Wszystkie repliki wykonywane są odręcznie.
Obecnie produkowanych jest osiem różnych modeli, a zakład jest w stanie zrobić każdą wersję, jaka tylko istniała. Firma może wykonać na zamówienie replikę konkretnego modelu, jeśli tylko klient poda jego numer fabryczny - będzie identyczny.
Bessa na ratunek
Po kilkuletnim okresie wzlotów nastąpiło jednak załamanie koniunktury wywołane atakiem terrorystycznym na World Trade Center 11 września 2001 r. Po tej tragedii przychodziło znacznie mniej zamówień, zakład nie wykorzystywał swoich mocy produkcyjnych, nastał okres niepewności. Prawie cała produkcja szła na rynek amerykański. Zaistniało widmo bankructwa. Właściciel nie zamierzał jednak spokojnie czekać na lepsze czasy. Mimo trudności finansowych postanowił działać niekonwencjonalnie. Firma Kirkham Motorsports włączyła się w akcje pomocy ofiarom ataku na WTC. Robotnicy pracując bez wynagrodzenia i zostając po godzinach wykonali Cobrę, która została wystawiona na aukcji internetowej w Stanach Zjednoczonych. Do współudziału w tym projekcie zaproszono także inne firmy oraz dotychczasowych klientów, którzy ofiarowali np. części. Licytacja była bardzo udana, ponieważ auto sprzedano za 88 tys. dolarów. Cała kwota została przekazana dla nowojorskiego szpitala usytuowanego w pobliżu zniszczonych wież, którego większość pracowników zginęła pamiętnego dnia w czasie akcji ratunkowej.
W ten sposób - chęć pomocy niejako samoistnie zaowocowała doskonałym efektem marketingowym. Cobra zaprezentowana na wystawie wywołała duże zainteresowanie miłośników czterech kółek. Znowu zaczęły napływać zamówienia. Okazało się, że zakup tego auta jest dobrą lokatą kapitału w okresie dekoniunktury na rynku. Właśnie okres bessy na giełdzie nowojorskiej jest dla firmy najlepszy pod względem sprzedaży. Auto zaczęło być traktowane już nie tylko jako pojazd, ale również jako przedmiot kolekcjonerski, zabytkowy, który z czasem będzie zyskiwał na wartości. Marka Kirkham zaczęła być doceniana w hermetycznym świecie wielbicieli starych samochodów. Przede wszystkim chwalono ją za jakość i precyzję wykonania. Był to przełomowy moment dla firmy. - Pojawiły się nawet przypadki, że właściciele oryginalnej Cobry sprzedawali ją, po to by kupić jej replikę z mieleckiej fabryki - mówi Grzegorz Pawlik, dyrektor finansowy przedsiębiorstwa.
Mielczanie podbijają Las Vegas
Kolejnym krokiem milowym było nawiązanie współpracy z Fordem, który dostrzegł osiągnięcia polsko-amerykańskiej firmy. Na zamówienie koncernu Mielczanie wyprodukowali replikę Forda 40 z 1940 r. - w dwóch wersjach: z aluminium i miedzi. Najstarsza firma samochodowa chciała zaprezentować w nim swój najnowszy, ponad 1000 konny silnik. W ubiegłym roku auto zostało wystawione na prestiżowej wystawie motoryzacyjnej w Las Vegas i okazało się absolutnym hitem. Jego zdjęcia ukazały się na okładkach najpopularniejszych pism motoryzacyjnych. Wypolerowana wersja miedziana błyszczała jak złoto! Wykończone drewnem detale dopełniały obrazu ekskluzywnego wnętrza. Oglądający byli zachwyceni. Co ciekawe, nadwozie zostało wykonane bez dokumentacji technicznej, a jedynie na podstawie fotografii Forda 40. Lotnicza kadra potwierdziła swoje nieprzeciętne zdolności.
- Wymiernym efektem sukcesu w Las Vegas było wejście na nowy rynek, poza Stanami Zjednoczonymi. Co miesiąc wysyłamy tam 6 samochodów do konkretnego klienta. Oprócz tego oczywiście realizujmy coraz liczniejsze pojedyncze zamówienia z USA i Europy Zachodniej - mówi dyrektor Pawlik, który jednak nie chce zdradzić o jaki nowy kierunek zbytu chodzi. Wiemy jedynie, że jest to na południowej półkuli ziemi.
Sprzedażą i dystrybucją zajmują się wyłącznie właściciele mieszkający na stałe za oceanem. W Polsce nie ma działu zajmującego się marketingiem czy zbytem. Szefowie nie są zainteresowani krajowym rynkiem. Jeśli auto chce kupić Polak, musi skontaktować się z dealerem w Niemczech lub Anglii. Bezpośrednio w Polsce zostały sprzedane jedynie dwie sztuki replik. Cena 100 tys. złotych za taki pojazd to skuteczna bariera dla polskiego klienta. Natomiast ze względu na dbałość o markę i rynek nie można jej obniżyć kosztem jakości. Za oryginalną Cobrę produkowaną przez firmę Schelby lub AC należy zapłacić co najmniej pół miliona dolarów.
Kirkham Motorsports - choć ma siedzibę na terenie Specjalnej Strefy Ekonomicznej Euro Park w Mielecu - nie jest jej członkiem. - Przez pierwsze dwa lata działaliśmy w ramach strefy, ale nie było to dla nas opłacalne - wyjaśnia Adam Szymański, dyrektor do spraw produkcji. - Musieliśmy wnosić wysokie opłaty administracyjne, uzależnione od powierzchni zajmowanej przez zakład, a nie od produkcji. A w pierwszych latach firma dużego zysku nie osiągała. Teraz z kolei, gdy osiągamy spore dochody to wejście do strefy jest znacznie trudniejsze.
Z produkcją około 100 sztuk rocznie, mielecki zakład zalicza się do największych na świecie w tej branży. Zatrudnia 50. pracowników, którzy na wykonanie jednego pojazdu potrzebują około 3 tygodni. Na świecie jest kilkadziesiąt wytwórni, a także cała masa konstruktorów chałupniczych czy garażowych, którzy robią repliki wyłącznie dla własnych potrzeb hobbystycznych. Natomiast Kirkham ma tylko jednego konkurenta, który wytwarza repliki z aluminium (tak jak oryginał Schelby'iego), reszta to laminaty.
- Największym problemem z jakim się borykamy to sezonowość produkcji, podobnie jak w rolnictwie - mówi dyrektor Szymański. - Zimą sprzedaż znacznie się obniża, natomiast latem nie jesteśmy w stanie nadążyć z produkcją. Na zapas niestety nie da się produkować, bo każde auto robione jest pod konkretnego klienta, różni się wyposażeniem i wykończeniem.
Druga bariera to pracownicy. Wyszkolenie robotnika trwa 2 lata. W tym czasie musimy w niego dużo zainwestować. Nie jest więc możliwe szybkie zwiększenie zatrudnienia.
Wizjonerzy
Klientami firmy są kolekcjonerzy, miłosnicy zabytkowych, a zarazem szybkich i luksusowych samochodów. Jest to dość zamknięte środowisko, do którego nie łatwo wejść, a jeszcze trudniej zdobyć uznanie. A zdobycie zaufania i budowanie swojej marki wśród ekscentrycznej i bardzo wymagającej klienteli trwało kilka lat.
- Najważniejszą rzeczą w tym biznesie jest jakość i solidność - mówi dyrektor Szymański. - Nasi odbiorcy są znawcami i oglądają zakupiony produkt z każdej strony, zaglądają w każdy zakamarek. Większość kupuje kitcar tj. zestaw do samodzielnego złożenia.
Właściwie najistotniejsza jest ta satysfakcja z własnoręcznie skonstruowanego auta. Każde założenie nita jest celebrowane, to trwa, cieszy i raduje. Dla nas oznacza to, że każda niedoróbka zostanie natychmiast zauważona i nam zgłoszona.
Choć Kirkham Motorsports produkuje samochody, z branżą motoryzacyjną właściwie ma niewiele wspólnego. To rynek koneserów legendarnych aut. W tym segmencie nie jest najważniejsza wydajność produkcji, zastosowanie najnowocześniejszych technologii czy wielkość sprzedaży. - Wręcz przeciwnie, nie można za dużo sprzedać, ponieważ produkt straciłby walor unikalności i niepowtarzalności. Klient musi czuć, że posiada coś wyjątkowego. A firma braci Kirkham to gwarantuje - wyjaśnia dyrektor Szymański.
W Polsce nigdy nie brakowało dobrych konstruktorów i inżynierów w wielu dziedzinach. Nie mamy jednak dobrych dróg, okazałych budowli czy znanych na świecie marek, którymi można się poszczycić. Mielecki przykład pokazuje, że wcale tak być nie musi.
Marcin Piasek






























































