REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Czy czekają nas masowe podwyżki wynagrodzeń?

2007-03-21 09:05
publikacja
2007-03-21 09:05
Dodaj Bankier.pl w Google
Zgodnie z danymi GUS wynik finansowy netto w 2006 roku w firmach zatrudniających powyżej 50 osób wzrósł aż o 35 procent. Pracownicy również chcą partycypować w rosnących zyskach, dlatego też zaczynają wywierać naciski na przedsiębiorców. Związki zawodowe zapowiadają z kolei akcje strajkowe i negocjacje płacowe. Jednak podwyżki płac mogą również zaowocować wzrostem inflacji i stóp procentowych, nad czym już zastanawia się Rada Polityki Pieniężnej.

„- Związki zawodowe podgrzewają atmosferę wśród zatrudnionych - mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Narastanie presji na zwiększenie płac zauważa również wicepremier Zyta Gilowska, która kilka dni temu w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, mówiąc o obniżeniu składki rentowej, podkreśliła: - Cięcie składki ma umożliwić uzyskanie podwyżek wynagrodzeń osób zatrudnionych w sferze budżetowej. To jest wyprzedzenie głównej fali presji płacowej, z którą w Polsce mamy do czynienia. Żeby ta główna fala nie miała charakteru tsunami i żeby nie otworzyła serii przetargów na rozmiary podwyżek, proponujemy redukcję klina, która oznacza de facto wzrost wynagrodzeń netto - mówiła wicepremier. Dla przedsiębiorców zaś konieczność podnoszenia płac oznacza zwiększenie kosztów działalności” – napisała „Rzeczpospolita”.

„Czy zatem firmy zaczną szybko podnosić ceny? W przypadku przedsiębiorstw produkcyjnych jest to mało prawdopodobne. [...] W przemyśle szybciej niż płace rośnie wydajność pracowników, zatem jednostkowe koszty pracy spadają. [...] Jednak część ekonomistów uważa, że to nie przedsiębiorstwa przemysłowe będą odpowiadać za wzrost cen, lecz te działające w branży usług” – dalej w „Rzeczpospolitej”.

„W Radzie Polityki Pieniężnej pojawia się coraz więcej zwolenników podniesienia stóp procentowych. Zwiększając koszt kredytu, Rada będzie chciała ostudzić popyt coraz lepiej zarabiających konsumentów” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Przedsiębiorcy częściowo uzależniają wzrost wynagrodzeń od zmniejszenia klina podatkowego, tzn. różnicy pomiędzy kosztami zatrudnienia a kwotą, jaką pracownik otrzymuje „na rękę”. Obecnie wynosi ona około 40 procent pensji brutto. Firmy część z odzyskanych pieniędzy przeznaczyłyby właśnie na podwyżki dla pracowników. Ministerstwo Finansów zapowiedziało obniżenie klina podatkowego poprzez zmniejszenie składki na ubezpieczenia społeczne. O ile związki zawodowe chętnie wznoszą postulaty dotyczące podwyżek płac, o tyle nie zgadzają się na ograniczenie rent oraz na rezygnację z wcześniejszych emerytur, które są bardzo kosztowne. Rozprawa z klinem podatkowym musi być poprzedzona kompleksową reformą świadczeń społecznych. Wynagrodzenia jak na razie muszą poczekać... Oby nie za długo.

Więcej w dzisiejszym wydaniu „Rzeczpospolitej” w artykule autorstwa Ignacego Morawskiego o Elżbiety Glapiak pt. „Nadciąga tsunami płacowe”

A.W.
Źródło:
Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~Adam
Pani minister kłamie mówiąc o obniżce kosztów pracy. ZUS w ciągu roku wzrósł o około 100 zł, natomiast obniżka składki rentowej to około 50 zł.
A co do podwyżek to rentowność pracy wzrosła w Polsce w ciągu ostatnich 5 lat o 35 % a płace o 5%. Należy się więc szybkie wyrównanie płac.
Straszenie podwyżkami stóp nic nie da, najwyżej
Pani minister kłamie mówiąc o obniżce kosztów pracy. ZUS w ciągu roku wzrósł o około 100 zł, natomiast obniżka składki rentowej to około 50 zł.
A co do podwyżek to rentowność pracy wzrosła w Polsce w ciągu ostatnich 5 lat o 35 % a płace o 5%. Należy się więc szybkie wyrównanie płac.
Straszenie podwyżkami stóp nic nie da, najwyżej zarżnie się i tak już zwalniającą gospodarkę.

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki