Zdrożały zarówno mleko i produkty mleczne oraz jaja, jak i ryż, oleje i owoce. Wzrost cen nie ominął także wędlin, mięsa wieprzowego, wołowego i napojów bezalkoholowych. Odczuli to klienci za sprawą chudszych niż rok temu portfeli. Właściciele sklepów chwytają się różnych pomysłów, aby zatrzymać klientów.
Dlaczego wszystko drożeje?
W poszukiwaniu tańszych produktów klienci dokładnie przeglądają ofertę sklepów. A wszystko dlatego, że w samym tylko grudniu ceny żywności były wyższe niż przed rokiem aż o 8,2 proc.
– W moim osiedlowym sklepie potaniały sery żółte, ale za to w górę poszły ceny oliwy z 5,90 na 7,50 zł – opowiada mieszkanka szczecińskich Pomorzan.
Konsumenci nie pozostają obojętni na tak radykalną zmianę cen. Większość uważniej przygląda się rachunkom, wybierając produkty podobnej jakości, ale w niższej cenie. – Wielu stałych klientów decyduje się na zakup produktów tańszych zamiast tych z „górnej półki” towarowej – mówi właścicielka sklepu spożywczego Mars na warszawskim Ursynowie. – Ale mamy także takich, których wzrost cen nie przestraszył i nadal kupują drogie sery czy wędliny.
Jak sprzedawać więcej?
Aby efekt radykalnej podwyżki nie odstraszył klientów, handlarze mają swoje sposoby. Najlepiej widać to w dyskontach, ale osiedlowe sklepy również nie grzeszą brakiem pomysłowości. Jak głosi reklama, w pewnej sieci dyskontowej za brokuły zapłacimy 1,69 zł zamiast 2,49 zł. Ale brokuł nie jest duży i z powodzeniem za 3 zł kupimy większy brokuł w osiedlowym warzywniaku. Podobnych przykładów można przytaczać wiele. W sieciach sprzedaje się warzywa lub inne produkty nie na kilogramy, tylko paczkowane. Do siatki pakuje się np. 700 g owoców, a nie kilogram. Dzięki temu cena dla klienta jest atrakcyjna, a właściciel sklepu zyskuje dzięki tej niewielkiej różnicy. Nie brakuje także promocji, którymi kusi się klienta. Często jest jednak tak, że promocja to sprzedaż towaru, którego ważność kończy się za kilka dni. Bywa, że sklep celowo zmienia plakietki na „promocja”, choć cena tak naprawdę nie uległa zmianie. Właściciele wiedzą, że napis przyciąga uwagę klienta, wierzącego w obniżkę ceny danego produktu.
Po godzinach taniej
Handlowcy mają także inne pomysły. W sieci sklepów firmowych piekarni Typolska z Szałkowa koło Iławy można po południu kupić pieczywo za połowę ceny. Podobnie jest w sieci piekarni Dukowicz w Poznaniu, w której tak zwane wczorajsze pieczywo leży na półce od rana.
Mimo tych zabiegów handlowców w portfelu klientów ubywa pieniędzy. Czy należy mieć nadzieję na spadek cen? Eksperci są zgodni – galopadę cen żywności w zasadzie mamy już za sobą. Jednak nie ma co liczyć, że w przypadku zbóż czy przetworów mlecznych ceny powrócą do poziomu z początku zeszłego roku. Nie będą one spadać, dopóki nie obniżą ich hipermarkety. Wystarczy, że w ślad za nimi jeden z właścicieli sklepów na osiedlu obniży cenę masła, to pozostali pójdą jego śladem.
|
Co podrożało, a co potaniało W grudniu 2007 r. najbardziej podrożały drób oraz mąka (po 23 proc.), a także tłuszcze zwierzęce (o 22,4 proc., w tym masło – o 26,4 proc.). Więcej niż w grudniu 2006 r. konsumenci płacili za owoce (o 20 proc.), artykuły w grupie „mleko, sery i jaja” (o 14,4 proc., w tym sery – o 18,5 proc.), pieczywo (o 14,2 proc.) oraz ryż (o 13 proc.). Wzrosły ceny tłuszczów roślinnych (o 8,8 proc.) i przetworów makaronowych (o 7,9 proc.). Podniesiono ceny wędlin (o 4 proc.), mięsa wołowego (o 2,4 proc.), mięsa wieprzowego i ryb (po 2,1 proc.). Potaniał natomiast cukier (o 6,8 proc.), a także warzywa (o 2,6 proc.). Ceny napojów bezalkoholowych były wyższe niż w grudniu 2006 r. o 5,1 proc., w tym kawy – o 9,5 proc., soków – o 8,1 proc., herbaty – o 3,7 proc. oraz wód mineralnych lub źródlanych – o 0,5 proc. |
































































