Obawy związane z konsekwencjami epidemii koronawirusa dotarły na chińskie giełdy. Inwestorzy nadrabiają straty z ostatnich 10 dni, gdy parkiety za Murem pozostawały zamknięte na czas przedłużonej przerwy świątecznej. Shanghai Composite traci niemal 8 proc. - najwięcej od sierpnia 2015 r. Gwałtownie osłabia się także waluta Państwa Środka.


Podczas gdy inwestorzy na całym świecie starali się zdyskontować niepewność związaną z rozprzestrzenianiem się nowego koronawirusa za Murem i za granicą, chińskie giełdy pozostawały zamknięte z powodu świątecznej przerwy. Pekin postanowił nawet przedłużyć wolne - pierwotnie handel miał zostać wznowiony 31 stycznia. Świat jednak nie próżnował i przeceniał aktywa powiązane z chińskim rynkiem. Hongkoński Hang Seng zniżkował o 6 proc., a o 8 proc. spadały notowania ETF-ów związanych ze spółkami z Chin kontynentalnych - wskazuje Bloomberg.
Było pewne, że w poniedziałek gwałtowne spadki dotrą na parkiety za Murem. Władze podjęły próbę uspokojenia inwestorów - Ludowy Bank Chin poinformował w niedzielę, że zasili rynek finansowy kwotą 1,2 bln juanów poprzez transakcje reserve repo. Jako że dziś zapada 1,05 bln juanów, zastrzyk płynności sięgnął rekordowych 150 mld juanów - szacuje Reuters. Bank centralny obniżył także oprocentowanie transakcji reverse repo o 10 pb.
Ponadto, brokerzy mieli otrzymać od nadzorcy rynku nieoficjalny rozkaz zaniechania krótkiej sprzedaży, czyli gry na spadki. W obwodzie zawsze stoją oddziały "drużyny narodowej" - gotowej na rozkaz władz na interwencję na rynku. Do tego notowania nie mogą się wahać mocniej niż 10 proc. dziennie.
Być może dlatego dzisiejsza reakcja innych rynków wcale nie jest przesadnie gwałtowna i istnieje szansa, że kolejne dni nie przyniosą już kolejnych rekordowych spadków. Przecena w Chinach nie wstrząsnęła inwestorami z Azji. To prawda, że Shanghai Composite zanurkował dziś o 7,7 proc. - najmocniej od 24 sierpnia 2015 r. - ale nadrabiał w ten sposób po prostu kilka dni bezczynności. Hang Seng jest nawet na plusie, koreański KOSPI zakończył dzień w okolicach 0, a japoński Nikkei zniżkował o 1 proc.
Uspokojenie nastrojów widać również na notowaniach surowców: ropa tanieje, lecz nieznacznie, za to złoto nieco oddaliło się od 1600 dol. za uncję, a miedź odrabia zeszłotygodniowe straty i pnie się o 1,5 proc. w górę.
Zieleń (tym kolorem oznacza się spadki) ogarnęła również pozostałe główne indeksy za Murem. Obok głównego indeksu giełdy z Szanghaju, straciły również: jego bliźniak z Shenzhen (-8,5 proc.) oraz zrzeszający największe spółki z obu parkietów CSI300 (-7,9 proc.). Technologiczny Chinext spadł o blisko 7 proc.
Gwałtownie zaległości odrabia również chińska waluta. Juan osłabia się wobec dolara o 1,5 proc. i znów przebija "psychologiczną siódemkę" - kurs USD/CNY wzrósł z 6,91 notowanych 24 stycznia do 7,01 dziś.
Wyceny chińskich aktywów w kolejnych dniach pozostają niewiadomą. Wszystko zależy od następstw rozprzestrzeniania się koronawirusa. Liczba zarażonych wzrosła do ponad 17 tysięcy, a ofiar śmiertelnych - do przeszło 360 osób. To oznacza, że oficjalnie skala epidemii 2019-nCoV jest większa od epidemii SARS z 2003 roku. Dane te - zarówno dzisiejsze jak i ówczesne - są jednak poddawane w wątpliwość. Wówczas w szczycie zachorowań Shanghai Composite spadł w miesiąc o niespełna 10 proc. - przypomina "Wall Street Journal".
Dziś jednak chińska gospodarka i sami Chińczycy są zupełnie inni. Podstawą modelu gospodarczego są konsumpcja i usługi, którym z pewnością nie sprzyja pozostawanie w domach przez setki milionów mieszkańców Państwa Środka. Dziś to właśnie firmy transportowe, finansowe i oferujące dobra konsumpcyjne kroczyły w awangardzie spadków, choć jak donosi Bloomberg, maksymalne dopuszczane 10 proc. straciło aż 3257 spółek z ok. 4000 notowanych. Na plusie dzień zakończyły 162 walory. Okazję wyczuli inwestorzy zagraniczni, którzy poprzez połączenia z giełdą w Hongkongu wydali za zakup akcji równowartość 2,6 mld dol., co jest drugim najwyższym dziennym wynikiem w historii.
Kluczowe pozostaje pytanie, kiedy uda się powstrzymać rozprzestrzenianie się choroby i jak na rozwój sytuacji będą reagowały władze, obywatele i biznes. Na razie władze kolejnych regionów oraz firm przedłużają przerwę świąteczną przynajmniej do 9 lutego, a mieszkańcy unikają miejsc publicznych, więc rezygnują choćby z wyjścia do kina czy restauracji. Ograniczony jest przepływ ludzi i towarów.
Choć notowania na chińskiej giełdzie od lat uważane są za oderwane od bieżącej koniunktury za Murem, to w obliczu zamrożenia aktywności przemysłowej czy usługowej trudno się spodziewać, by istniała przestrzeń do wzrostów. Władze będą jednak podejmować kroki w celu ożywienia gospodarki w trakcie i po zatrzymaniu epidemii koronawirusa. A chińskie aktywa powinny reagować na luzowanie polityki pieniężnej i fiskalnej, szczególnie w obliczu schłodzenia tamtejszego rynku nieruchomości.
Przeczytaj także
Maciej Kalwasiński





























































