Po poniedziałkowych, największych od 8 lat spadkach, we wtorek szanghajska giełda zanotowała kolejną szaloną sesję.


Shanghai Composite zakończył wtorkową sesję umiarkowanym jak na chińskie standardy spadkiem o 1,7% (3662,82 pkt.). W trakcie sesji główny indeks szanghajskiej giełdy zniżkował jednak nawet o 5%, co w kontekście wczorajszych, największych od 2007 r. spadków, zakrawało niemal na panikę.
W drugiej części dnia sytuacja znacząco się poprawiła – w pewnym momencie indeks wyszedł nawet na 1-procentowy plus – co niechybnie jest zasługą „antyspadkowych” mechanizmów wdrożonych przez władze w Pekinie. Ostatecznie jednak zarówno Shanghai Composite, jak i CSI 300 (-0,2%) zakończyły dzień pod kreską.
Jak informuje Reuters, dziś władze uspokoiły sytuację po tym, jak wczoraj "przetestowały", jak rynek zareaguje na brak wsparcia z ich strony. Z kolei jak donosi rządowa agencja informacyjna Xinhua, Ludowy Bank Chin zapewnił dziś, że utrzyma „nastawienie i elastyczność” w polityce monetarnej oraz „zapewni płynność” na wystarczającym poziomie.
Oświadczenie to wydane zostało w odpowiedzi na narastające spekulacje o możliwym przykręceniu „kurka z pieniędzmi” w reakcji na rosnące ceny żywności, a w szczególności wieprzowiny będącej podstawowym mięsem spożywanym przez obywateli Państwa Środka.
Oficjalnie raportowana inflacja CPI w pierwszej połowie roku wynosiła 1,3%, co teoretycznie daje bankowi centralnemu sporą swobodę działania – cel inflacyjny wynosi w Chinach 3%. Bank HSBC spodziewa się, że jeszcze przed końcem roku LBC powtórzy manewr kilkukrotnie stosowany w ostatnich miesiącach i obetnie stopy procentowe.































































