
(© Piotr Bernaś/POLSKA)
Prospekt emisyjny nowej serii walorów PKO BP pojawił się dopiero po godzinie 20. Chętni, którzy myśleli o nabyciu akcji spółki z prawem poboru do nowej emisji, musieli się na to decydować, choć nie znali harmonogramu oferty i jej ceny.
Nie spodobało się to Komisji Nadzoru Finansowego, która zażąda wyjaśnień od PKO BP. Zapyta, dlaczego spółka nie opublikowała prospektu emisyjnego przed czwartkową sesją, ale dopiero po jej zakończeniu. Wówczas inwestorzy mogliby podjąć bardziej racjonalne decyzje. - Poprosimy bank o wyjaśnienie, dlaczego tak się nie stało, i wtedy będziemy wyciągać wnioski - powiedział nam Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.
Marek Kłuciński, rzecznik PKO BP, tłumaczy, że decyzja o udostępnieniu do publicznej wiadomości prospektu emisyjnego po zakończeniu sesji zapobiegła ryzyku wpływu publikacji na kurs notowań.
- Ponadto w trosce o interes naszych akcjonariuszy zdecydowaliśmy się podać do publicznej wiadomości informację o cenie emisyjnej oraz liczbie oferowanych akcji nowej emisji w możliwie zbliżonym czasie - tłumaczy Kłuciński.
Na czwartkowym zamknięciu akcję banku wyceniano na 33,41 zł. Dzisiaj notowania zaczną się na poziomie skorygowanym o wartość poboru - 30,83 zł. To dotknie głównie drobnych ciułaczy, którzy nadal nie zamierzają nic robić z walorami trzymanymi w szufladach.
Czy warto decydować się na zakup akcji nowej emisji PKO BP? Według analityków można je kupować pod warunkiem, że traktujemy to jako inwestycję długoterminową. Bo w najbliższym czasie mogą one stracić na wartości.
Inaczej sytuacja może wyglądać, gdyby wrócił pomysł połączenia PKO BP z PZU. To nie jest nierealne, zwłaszcza że prawdopodobnie dzisiaj dojdzie do podpisania ugody z Eureko. Po powstaniu takiego olbrzyma, akcjami spółki mogą zainteresować się poważni inwestorzy.
Polska: Henryk Sadowski






























































