Z wyliczeń „Gazety Wyborczej” wynika, że za przeciętną pensję w Polsce można kupić 500 litrów paliwa. Mniej litrów mogą kupić tylko Portugalczycy (480) i Węgrzy (490). W zdecydowanie lepszej sytuacji są Duńczycy, gdzie za przeciętną pensję można kupić 1600 litrów paliwa. Jeszcze lepiej mają Luksemburczycy – tam przelicznik wynosi 1700 litrów.
„U nas od kilku lat obowiązują już światowe ceny paliw” – twierdzi w wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej” Urszula Cieślak z biura maklerskiego Reflex monitorującego rynek. „Oznacza to, że nasze rafinerie ustalają krajowe ceny w oparciu o sytuację na światowych giełdach surowcowych. Ponieważ tam paliwa drożeją, na krajowych stacjach musimy zapłacić więcej. O ile ceny paliw szybko zostały dostosowane do zagranicznych rynków, o tyle nasze pensje pozostały na stosunkowo niskim pułapie” - dodaje Cieślak.
Gorsza sytuacja Portugalczyków wynika z tego, że w tym kraju nie ma złóż ropy naftowej ani rozwiniętego przemysłu rafineryjnego. Portugalia musi więc importować duże ilości paliw gotowych, co dodatkowo podwyższa cenę.
Nasi południowi sąsiedzi, Czesi i Słoweńcy, mają już lepiej – mogą kupić odpowiednio 520 i 530 litrów paliwa. Czesi średnio zarabiają więcej od Polaków, przy podobnej cenie paliwa, Słoweńcy nie tylko zarabiają więcej, ale i mają niższe ceny paliw.
Pogorszenie się sytuacji Polaków wynika z tego, że ceny paliw w stosunku do końca lat 90-tych wzrosły dwukrotnie, natomiast nasze zarobki tak szybko nie rosły. Z tego powodu spadła siła nabywcza naszych pensji.
Na poprawę sytuacji byłaby szansa, gdyby Polska miała własne złoża ropy. Jednak tak nie jest i nie możemy uzupełnić zagranicznych dostaw surowca dostawami krajowymi. Dlatego praktycznie nie ma szans na spadek cen paliwa w Polsce. Tym bardziej, że Ministerstwo Finansów ani myśli obniżać akcyzy na paliwa.
M.D.
Źródło: „Gazeta Wyborcza”






























































