W Brukseli rozpoczęło się kolejne spotkanie unijnych ambasadorów poświęcone sankcjom wobec Ukrainy. Po wczorajszych, wielogodzinnych rozmowach - jak dowiedziało się Polskie Radio - wspólnego stanowiska nie udało się uzgodnić.
Nawet projekt wniosków przygotowanych na popołudniowe spotkanie (15.00) unijnych ministrów spraw zagranicznych, nie mówi jednoznacznie o sankcjach. Jest zapis o gotowości ich nałożenia.
Zdecydowana większość krajów popiera sankcje, ale część chce wprowadzać je stopniowo, między innymi Włochy i Finlandia. Polska, wraz z Niemcami i Francją naciska z kolei, by od razu zakazać wjazdu do Unii czołowym politykom, urzędnikom, oraz wspierającym ich biznesmenom i zamrozić pieniądze, które ulokowali w europejskich bankach. Natomiast Hiszpania, Cypr i Grecja stawiają na dyplomatyczne rozmowy, kwestionują skuteczność sankcji i wskazują na Białoruś, gdzie unijne sankcje nie przyniosły rezultatów.
Zobacz także
Ekspertka Centrum Polityki Europejskiej w Brukseli Amanda Paul podkreśla w rozmowie z Polskim Radiem, że nie można porównywać Ukrainy z Białorusią. Sytuacja jest inna. Sankcje wobec Ukrainy będą dotkliwe, bo tam jest liczna grupa osób na szczytach władzy, która ma pieniądze w europejskich bankach, czego nie można powiedzieć o reżimie na Białorusi - dodała ekspertka. Jeśli chodzi o osoby, które miałyby się znaleźć na czarnej, unijnej liście, to mówi się o szefach kluczowych resortów - sprawiedliwości i spraw wewnętrznych, doradcach prezydenta Ukrainy i kluczowych oligarchach. A co z prezydentem Wiktorem Janukowyczem? Na razie nie ma planów by go wpisać na listę, Unia nie chce zamykać wszystkich kanałów dyplomatycznych. Dyplomaci tłumaczą, że należy pozostawić osoby, z którymi Bruksela będzie rozmawiać o zakończeniu kryzysu.





























































