Bogdanka zaktualizowała cel produkcyjny na 2022 rok do ok. 8,3 mln ton z ok. 9,2 mln ton węgla handlowego zakładanych wcześniej - podała spółka w komunikacie. Kurs spółki rósł o 0,7 proc. w pierwszej godzinie handlu.


"W ścianie 3/VII/385 uruchomionej w dniu 31.08.2022 r. nastąpił nagły i niespodziewany wzrost ciśnienia eksploatacyjnego, w wyniku czego doszło do jej zaciśnięcia. Ściana osiągnęła postęp 55 mb i nie odnotowano problemów z wypiętrzaniem spągu, a osiągnięte postępy były zgodne z założeniami na tym etapie eksploatacji. Ściana była stale monitorowana przez system kontroli ciśnienia w podporach sekcji obudowy zmechanizowanej. Spółka podjęła działania w celu uwolnienia zaciśniętych sekcji i wznowienia eksploatacji. Działania, z uwagi na skalę zjawiska, są skomplikowane pod względem technicznym i organizacyjnym. Jednocześnie informujemy, że prace z uruchomieniem ściany 2/II/382 przebiegają zgodnie z przyjętym harmonogramem" - napisano.
Przeczytaj także
"W związku z pojawieniem się nagłych i nieprzewidywalnych utrudnień w prowadzeniu wydobycia, którym obiektywnie nie można było zapobiec, ani przeciwdziałać. Spółka podjęła decyzję o aktualizacji planu produkcyjnego, o którym informowała w raporcie bieżącym nr 18/2022 z dnia 2.09.2022 r. ustalając go na poziomie ok. 8,3 mln ton węgla handlowego" - dodano.
Na początku września Bogdanka zaktualizowała cel produkcyjny na ten rok do ok. 9,2 mln ton.
Kolorz: na rynku zabraknie ok. 2,5-3 mln ton węgla opałowego
Sprowadzany w ostatnim czasie z zagranicy węgiel w większości jest miałem słabego gatunku; mimo dużej ilości surowca z importu, na polskim rynku zabraknie ok. 2,5-3 mln ton węgla opałowego – szacuje szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz.
„Należy mówić ludziom otwarcie i wprost, że w tym roku będzie problem z ogrzewaniem dla tych wszystkich, którzy korzystają - szczególnie w indywidualnym ogrzewaniu - z węgla, bo tego węgla zabraknie; nawet mimo tych milionów ton, które gdzieś tam do Polski płyną” – powiedział związkowiec w środowej rozmowie na antenie katowickiego Radia Em.
We wtorek minister klimatu i środowiska Anna Moskwa informowała, że spółki importujące węgiel na polecenie premiera - PGE Paliwa i Węglokoks - już w 80 proc. wykonały decyzję dotyczącą tegorocznego importu, w efekcie czego do Polski trafi 5 mln ton gotowego do spalania surowca. Węgiel pochodzi m.in. z Kolumbii, Australii, Indonezji i RPA.
W ocenie Dominika Kolorza, sprowadzany obecnie węgiel w większości nie nadaje się do wykorzystania w gospodarstwach domowych.
„Niestety, ta kontraktacja jest nieudana i to trzeba sobie szczerze powiedzieć. Będziemy mieli za chwilę sytuację, że w Polsce znajdzie się 12 mln ton węgla, ale w większości to będzie miał słabego gatunku; jak uda się uzyskać z tego miału 1,5 mln ton węgla opałowego - to będzie olbrzymi sukces. Jeszcze w granicach 2,5-3 mln ton węgla po prostu zabraknie” – ocenił lider śląsko-dąbrowskiej „S”.
„Warszawa nie rozróżnia węgla od węgla; dla nich czarne to jest czarne. Węgiel z Indonezji to jest glina, w której czasami znajdzie się bryłkę węgla. Koszty odsiania takiego węgla są bardzo duże” – tłumaczył Kolorz, wskazując, iż wobec wprowadzenia embarga na węgiel z Rosji, państwowe spółki już w kwietniu powinny kontraktować węgiel głównie w Kolumbii i RPA, gdzie jest surowiec nadający się do spalania w polskich piecach.
W ocenie Kolorza, sprowadzanie obecnie dużej ilości miału energetycznego, który nie nadaje się na rynek odbiorców indywidualnych, grozi nadpodażą węgla dla energetyki wiosną przyszłego roku. „Pytanie, kto ten drogi węgiel za prawie 1,5 tys. zł w polskich elektrowniach będzie spalał” – mówił związkowiec, według którego importerzy myślą już o eksporcie sprowadzonego miału, by ograniczyć poniesione straty.
Niedawne podwyżki cen węgla dla odbiorców indywidualnych, wprowadzone przez Polską Grupę Górniczą, Dominik Kolorz uznał za „w dużej części nieuzasadnione”. Jego zdaniem, nieprzekonujące jest tłumaczenie, że wzrost cen węgla opałowego w ciągu miesiąca o blisko 50 proc. wynika z konieczności pozyskania środków na inwestycje.
„Marża na węglu opałowym jest już w tej chwili za wysoka i te ceny są, w mojej ocenie, za wysokie (…). Te, które były przed podwyżką, były realne, na tym węglu też się zarabiało” – powiedział związkowiec, wskazując, iż większych wpływów należy szukać nie w gospodarstwach domowych, ale w energetyce. Podkreślił, że nawet jeśli węgiel dla energetyki zdrożałby w przyszłym roku o 50-60 proc., nadal koszt produkcji energii z węgla będzie na niskim poziomie.
Kolorz przypomniał, że obecnie koszt produkcji jednej megawatogodziny energii z węgla, wraz z podatkami i kosztami ETS, to niecałe 650 zł, zaś po ewentualnej podwyżce cen węgla dla energetyki, energia powinna kosztować ok. 750 zł. „Niech spółki energetyczne wezmą też trochę na siebie kwestie kryzysu” – powiedział szef regionalnej „S”.
Odnosząc się do ogłoszonego przed tygodniem przez śląsko-dąbrowską Solidarność pogotowia protestacyjnego, Kolorz przypomniał, że związek postuluje m.in. zniesienie tzw. obliga giełdowego, czyli obowiązku sprzedaży energii przez giełdę. Według związkowców, spowodowałoby to spadek cen energii o 50 proc. Inny postulat dotyczy zawieszenia unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 (ETS). Zdaniem Kolorza, jeżeli nie zaakceptuje tego Komisja Europejska, Polska mogłaby rozważyć jednostronne zawieszenie ETS.
Śląsko-dąbrowska „S” czeka na reakcję rządu na swoje postulaty do połowy października. Wcześniej planowane jest posiedzenie Komisji Krajowej związku. „Być może to, co zainicjowaliśmy na Śląsku, będzie miało w jakiejś części odzwierciedlenie też w innych regionach kraju, a może i w całym kraju” – zapowiedział w środę Dominik Kolorz w Radiu Em.
epo/ gor/


























































