Samochody elektryczne nie emitują spalin, lecz w procesie ich produkcji spala się ogromne ilości gotówki. Tesla tylko w pierwszym półroczu „przepaliła” ponad dwa miliardy dolarów. Teraz firma Elona Muska chce wypuścić na rynek obligacje za 1,5 mld USD.


O Tesli wciąż jest głośno, choć ostatnio nie zawsze w pozytywnym kontekście. 2 sierpnia kalifornijska spółka opublikowała sprawozdanie finansowe za drugi kwartał. Wyniki były... cóż, dość ambiwalentne. Z jednej strony spółce udało się w rok podwoić przychody, do przeszło dwóch miliardów dolarów. Ale był to rezultat minimalnie niższy niż w pierwszym kwartale.
Za to strata netto zwiększyła się do przeszło 400 milionów dolarów i była o jedną trzecią większa niż rok wcześniej. Do tego inwestorzy jednak przywykli – w swej już 14-letniej historii firma kierowana przez Elona Muska ani razu nie pokazała zysku. Niepokoić mogło jednak co innego – iście wyścigowe tempo „spalania” gotówki. W całym pierwszym półroczu Tesla odnotowała -2,4 mld USD przepływów pieniężnych z działalności inwestycyjnej i operacyjnej.
Zobacz także
Kalifornijska spółka stanęła w obliczu najważniejszego testu w swojej historii. Do końca roku ma zgodnie z zapowiedziami Muska uruchomić masową produkcję modelu 3 – pierwszego pojazdu przeznaczonego do szerokich rzesz odbiorców. Przestawienie się z quasi-manufaktury na fabrykę dostarczającą dziesiątki tysięcy aut miesięcznie (plan na grudzień to 20 000 aut) tylko drugim kwartale pochłonęło prawie miliard dolarów.
Na koniec czerwca Tesla posiadała nieco ponad trzy miliardy dolarów wolnej gotówki. Przy obecnym „spalaniu” firmie może więc zabraknąć paliwa w połowie 2018 roku. Tym bardziej, że Tesla zapowiedziała dwa miliardy dolarów nakładów kapitałowych w drugim półroczu. „Normalna” spółka w takiej sytuacji zwróciłaby się do inwestorów o dodatkowy kapitał, emitując akcje. Chętnych nie powinno zabraknąć, bo od początku roku walory Tesli podrożały o 67 proc., stając się jednym z tegorocznych hitów inwestycyjnych na Wall Street. Dla firmy wycenianej przez rynek na blisko 60 miliardów dolarów emisja akcji za skromne kilka miliardów nie powinna stanowić kłopotów.

Ale zarząd Tesli wybrał inną drogę. W poniedziałek spółka z Palo Alto poinformowała o planach emisji 8-letnich niezabezpieczonych obligacji za 1,5 mld dolarów. Cena i wartość kuponu nie zostały jeszcze ustalone. „Inwestujący w obligacje zwykle nie kochają kompanii, które nie robią pieniędzy, ale na Teslę mogą spojrzeć łaskawszym okiem” – skomentował Robbie Goffin z FTI Consulting. Tyle że obligacjami zazwyczaj finansują się dojrzałe firmy, generujące dodatnie przepływy finansowe z działalności operacyjnej. Początkujące biznesy wciąż jadące na stracie z reguły finansowane są kapitałem od akcjonariuszy.
Zatem zakup obligacji Tesli będzie bardzo ryzykowną inwestycją, co potwierdzają analitycy agencji ratingowych. S&P ocenia wiarygodność kredytową Tesli na B- - to nota głęboko w strefie ratingów „śmieciowych”. Dla porównania, wśród państw na taki rating zasłużyła Białoruś, Burkina Faso, Kongo czy Grecja. Podobnego zdania jest Moody’s, oceniający obligacje Tesli na B3.
Głównym gwarantem spłaty obligacji Tesli wydaje się przede wszystkim wiara w... utrzymanie wysokiej wyceny spółki na giełdzie. Część analityków twierdzi, że nie ma dużego ryzyka przy zakupie obligacji Tesli, bo... w razie problemów firma Muska może przecież przeprowadzić emisję akcji i pozyskanymi pieniędzmi spłacić obligatariuszy. Tyle że to myślenie nieco krótkowzroczne, zakładające że 60-miliardowa wycena Tesli jest dana raz na zawsze.
Zarówno zakład na akcje jak i obligacje Tesli sprowadza się do założenia, że kalifornijska spółka będzie w stanie zarabiać na masowej produkcji Modelu 3 sprzedawanego w cenie 35.000 USD za sztukę (w wersji podstawowej). Dla porównania, za mniej niż 30 tys. dolarów można w USA nabyć takie auta jak ford mustang, mazdę 6, chevroleta camaro czy 268-konne subaru WRX. W zeszłym tygodniu Tesla poinformowała, że na Model 3 zapisało się 455 tysięcy klientów.
Ale w kolejnych latach popyt na auta Muska wcale nie jest pewny. W Hongkongu po wygaszeniu ulg podatkowych sprzedaż Tesli spadła do zera. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w Danii. A za kilka lat auta z kalifornijskiej fabryki w Freemont będą miały liczną konkurencję. Koncentrację na samochodach z silnikami elektrycznymi już zapowiedziało Volvo. W jego ślad mogą pójść inni europejscy producenci, aby spełnić coraz bardziej restrykcyjne normy emisji CO2 stawiane przez Brukselę.





























































