- Istnieje idea unii fiskalnej, która jest bardzo niepopularna w wielu krajach, ponieważ przywodzi na myśl transfer gotówki. Kiedy porównujemy europejską unię monetarną z unią monetarną Stanów Zjednoczonych, zwykliśmy mówić, że istnieje tam budżet centralny i pewne mechanizmy fiskalne, które kompensują niepowodzenia części składowych tej unii - mówi prof. Marek Belka - prezes Narodowego Banku Polskiego, podczas konferencji "Strefa euro na nowo: perspektywa Europy Środkowej", zorganizowanej przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych.


Często jednak zapominamy, że zakres tych transferów fiskalnych w ramach unii jest ograniczony. Nie mówimy o dużych odpływach bogactwa czy pieniędzy z Massachusetts do Alabamy czy nawet Kalifornii. Transfery są dosyć ograniczone, ale sam fakt ich istnienia pomaga zapobiegać „zdarzeniom kredytowym” czyli bankructwom poszczególnych stanów.
Mimo to unia fiskalna jest głęboko niepopularna. Wiedząc o tym, Europejczycy zwrócili się ku substytutowi unii fiskalnej, czyli do unii bankowej. Możemy na nią patrzeć z wielu stron, ale porównując ją lub traktując jako substytut czy przedłużenie unii fiskalnej, idea jest następująca: w unii fiskalnej to publiczne pieniądze płyną tam, aby pomóc potrzebującym. W unii bankowej to prywatny kapitał, prywatne pieniądze kompensowałyby te niepowodzenia. W praktyce w unii bankowej nie chodzi o zastępowanie unii fiskalnej, lecz o zapobieganiu dalszemu pogłębianiu się nierówności ekonomicznych między regionami - mówi prof. Marek Belka, prezes Narodowego Banku Polskiego.
Zobacz także































































