Bank Anglii będzie tymczasowo bezpośrednio finansował wydatki brytyjskiego rządu. W ten sposób władze w Londynie będą mogły ominąć rynek obligacji.
- Jako tymczasowy środek, mechanizm ten stanowić będzie krótkoterminowe wsparcie płynności dla rządu w czasie zawirowań związanych z COVID-19 – czytamy w oświadczeniu Banku Anglii. Narzędzie, po które sięgnięto, nosi nazwę „Ways and Means”, w skrócie W&M.
- Rząd nadal będzie wykorzystywał rynki jako pierwotne źródło finansowania, a odpowiedź na COVID-19 będzie w pełni sfinansowana przez dodatkowe zadłużenie. Każdorazowe sięgnięcie po W&M będzie tymczasowe i krótkoterminowe – dodano.
Jak przekonuje bank centralny, uruchomiony mechanizm jednocześnie „zrównoważy przepływy pieniężne rządu, jak i ograniczy natychmiastowy wpływ na rynki, jakie miałoby nagłe pozyskanie środków przez rząd”. Dodatkowe środki, które brytyjski rząd pozyska z W&M, mają zostać spłacone przed końcem roku.
Jak przypomina „Financial Times”, rzadko ostatnio stosowany mechanizm opiewał zazwyczaj na 400 mln funtów, choć zdarzały się okresy wyjątkowe (np. 20 mld funtów w 2008 r.). Obecnie nie podano, do jakiej kwoty suma ta zostanie zwiększona.
Brytyjski dziennik dodaje, że jeszcze w połowie marca gubernator banku Anglii Andrew Bailey nazwał mechanizm W&M mianem „historycznego” i wątpił, aby nastąpiła konieczność jego wykorzystania.
- Nie sądzę, abyśmy stanęli przed sytuacją, w której rząd nie będzie w stanie sam sfinansować swoich potrzeb. Owszem, to narzędzie istnieje, ale nie jest obecnie na pierwszej linii – powiedział Bailey 18 marca. Nie znaczy to, że Bank Anglii był bierny – przeciwnie, dwukrotnie obniżył stopy procentowe, sprowadzając je do najniższego poziomu w historii (0,1 proc.).
W&M stanowi relikt zakończonej w 2000 r. epoki, w trakcie której Bank Anglii odpowiadał za bieżące operacje finansowe rządu. Dopiero pod koniec XX w. funkcję tę przejął departament zarządzania długiem.
Warto dodać, że drugi najstarszy bank centralny świata (za starszy uznawany jest tylko szwedzki Riksbank) był instytucją należącą do prywatnych akcjonariuszy od swojego założenia w 1694 r. do nacjonalizacji w 1946 r. W czasach powojennych Bank Anglii był zależny od rządu – stan ten uległ zmianie dopiero w 1997 r., kiedy instytucja odzyskała niezależność prowadzenia polityki, choć wciąż pozostaje własnością publiczną.
Brytyjski wyjątek
W większości państw bezpośrednie finansowanie wydatków rządowych przez bank centralny jest zakazane. W Polsce stan ten reguluje m.in. artykuł 220 Konstytucji w brzmieniu: „Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa”.
Podobny zakaz został umieszczony w artykule 123 Traktatu o UE, co w kontekście działań Europejskiego Banku Centralnego (skup obligacji na rynku wtórnym, gotowość do bezpośredniej pomocy w ramach programu OMT) budziło spore kontrowersje w czasie ostatniego kryzysu. Co istotne jednak, w czasie gdy Wielka Brytania pozostawała jeszcze w UE, Ways&Means i tak był wyłączony spod tej regulacji, do momentu przyjęcia euro (do czego Londyn nie był zobowiązany).
Prawne zakazy finansowania działania rządu nie oznaczają, że banki centralne na całym świecie od lat nie wspierają finansów publicznych. Dzieje się to jednak zazwyczaj za pośrednictwem rynku obligacji - banki komercyjne i inne instytucje chętniej kupują państwowy dług, jeżeli wiedzą, że w dużych lub wręcz nieograniczonych ilościach może go od nich odkupić bank centralny.
- Bank centralny nie finansuje wydatków rządowych, nie monetyzuje długu, bank działa na rynku obligacji i papierów wartościowych i zapewnia jego płynność. Z punktu widzenia rządu, rząd może lokować na rynku tak ogromne sumy. Inaczej rentowności poszybowałyby pod niebo – mówił prezes NBP Adam Glapiński na środowej konferencji prasowej.


























































