Australia zburzyła osiedle, by ratować pingwiny

Parady pingwinów to atrakcja Philip Island, wyspy położonej na południe od Australii. Rozrastające się osiedla zagroziły ich populacji. Władze zdecydowały się więc na wykup mieszkań i ich... wyburzenie. Jak się okazuje, dało to bardzo dobre rezultaty. 

(fot. Mark Hertzberg / ZUMA Press)

Tysiące niespełna 40-centymetrowych pingwinów przemierzały australijskie wody, by założyć gniazda na małej wyspie. Już w latach 20. XX wieku przyciągały turystów, którzy podziwiali te sympatyczne ptaki, które tuż po zmroku wychodzą z wody i przemierzają plaże w kierunku swoich gniazd. Niestety magia wyspy przyciągała nie tylko zwierzęta, ale i ludzi. Jak donosi The Independent, od 1985 roku powstawało coraz więcej hoteli, pensjonatów i apartamentowców. Wraz z nimi proporcjonalnie zmniejszała się liczba pingwinów, osiągając niebezpieczny dla gatunku poziom 12 tys. osobników. Specjaliści zaczęli się martwić, że mogą one całkowicie wyginąć. 

Do najbardziej "utrudniających życie zwierząt" osiedli zaliczono "Summerland Estate", które składało się z 190 domów położonych na terenie lęgowym ptaków. Zoolodzy zaprosili do współpracy Joan Kirner, minister ochrony przyrody Victorii. Ta niezwłocznie podjęła decyzję o wykupie i wyburzeniu domów. Proces rozpoczął się w 1985 roku. Z powodu zawiłości biurokratycznych i ograniczeń finansowych ostatnie domy przeszły na własność administracji państwowej dopiero w 2010 roku. W międzyczasie jednak trwał już proceder wyburzania, choć ostatnie z nich znikną dopiero w tym roku. 

Działania te przyniosły zaskakujące pozytywnie skutki. Populacja pingwinów stopniowo odbudowuje się, gdyż obecnie ich liczna sięga 31 tys. osobników. Dzięki nim Narodowy Park Philip Island tylko w 2018 roku odwiedziło około 740 tys. turystów. W zeszłym roku otwarto dla nich specjalne centrum, w którym zza szyb mogą podziwiać z bliska życie małych pingwinów. 

Sprawa z Philipe Island podawana jest jako przykład negatywnego wpływu decyzji, które choć krótkoterminowo przyniosły zysk (ze sprzedaży ziemi deweloperom i osobom prywatnym), to w długim okresie czasu mogły spowodować nie tylko niepowetowane straty w ekosystemie, ale także w branży turystycznej. Gdyby zabrakło bowiem pingwinów, zabrakłoby osób, które zachwycają ich "parady po plaży".

Philipe Island - szczegóły tej tajemniczej wyspy

Położona jest w Cieśninie Bassa na południowy wschód od Melbourne. Ma około 10 tys. ha powierzchni. Z Australią połączona jest 640 - metrowym betonowym mostem. 

Wyspa administracyjnie podlega stanowi Wiktoria. Zamieszkuje ją na stałe 7 tys. osób. Największe miasto to Cowes. 

aw

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
3 22 tindala

Fetuje się drobiazgi. A unika rzeczy zasadniczych bo wymagałoby to albo eksterminacji 70% homo sapiens, albo powrotu do epoki przedindustrialnej. Takie medialne podlewanie paprotki na Titanicu. A najsłodsze są kotki i pieski na You Tube. No i można oczywiście latać w kółko prywatnym odrzutowcem jak Elton John et consortes i wpłacać kasę "ekologom" na neutralizację
śladu węglowego. Jak zabawa to zabawa

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
16 16 glos_rozsadku

ciekawe jak smakują.

! Odpowiedz
28 22 oklahoma_kid

do polski takie informacje nie powinny trafiać bo sporej części rodaków mózg może na supełek się zawiązać po przeczytaniu czegoś takiego

! Odpowiedz
2 4 tindala

gorzej gdyby się zasupłało między nogami.

! Odpowiedz
5 23 tindala

Bardzo to słodkie, zwłaszcza wobec skali Pożarów w Amazonii i na Syberii.
Może by też przy okazji wykupić tereny rolne w Afryce i Azji gdzie działalność rolnicza praktycznie eksterminuje całe gatunki

! Odpowiedz
34 16 marxs

nawet najdrobniejsza rzecz robiona w celu ochrony przyrody cieszy nie ma żadnego związku między pożarami w Amazonii i na Syberii a ochrona pingwinów w Australii
brawo australijski rząd !!!

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne