System płatności mobilnych Apple Pay świętuje pierwsze urodziny. Gigant z Cupertino zdołał zmienić układ sił na rynku, ale nie sprawił, że płacenie telefonem stało się powszechne. Konsumenci przyjęli nowość życzliwie, lecz ich przyzwyczajenia zmieniają się powoli. To czytelny sygnał dla wszystkich graczy m-płatności liczących na szybkie sukcesy.


Debiut Apple Pay był ważnym kamieniem milowym w rozwoju płatności mobilnych. Można powiedzieć, że decyzja o wykorzystaniu technologii NFC i kart płatniczych jako źródła pieniądza przypieczętowała przewagę jednego modelu m-płatności, pokazując, w jakim kierunku będzie się rozwijał „płatniczy mainstream”. Jednocześnie technologicznemu potentatowi udała się sztuka niesłychana – zdołał włączyć się do systemu do tej pory kontrolowanego przez instytucje finansowe i organizacje płatnicze oraz nakłonić jego uczestników do podzielenia się przychodami.
Po krótkim etapie zmagań z konkurencją na amerykańskim rynku również akceptanci okazali się sprzymierzeńcami nowego systemu, otwierając się na płatności zbliżeniowe (niezbyt do tej pory popularne za oceanem). Przez kolejny rok do Apple Pay dołączały kolejne banki, a liczba wydawców, których karty można umieścić w mobilnym portfelu, liczona jest dziś w setkach.
Klienci zapominają o płaceniu telefonem?
Zgodnie z wynikami badań przeprowadzonych przez Accenture, Apple Pay odpowiada dziś za 68 proc. transakcji mobilnych dokonywanych w stacjonarnych sklepach w USA. Najchętniej iPhonem płacą najzamożniejsi. 38 proc. przedstawicieli gospodarstw domowych o rocznym dochodzie powyżej 150 tys. dolarów sięga po Apple Pay przynajmniej raz w tygodniu. Drugą grupą szczególnie pozytywnie nastawioną do m-płatności są tzw. millennialsi (osoby mieszczące się w przedziale wiekowym 18-34 lata). 23 proc. z nich używa co tydzień Apple Pay.
Jeśli jednak spojrzeć na populację jako całość, liczby nie są tak imponujące. Accenture szacuje, że z Apple Pay co najmniej raz w tygodniu korzysta ok. 18 proc. konsumentów. Według innych źródeł taki wynik należałoby jednak traktować z dużą dozą sceptycyzmu – tylko ok. połowa użytkowników smartfonów Apple ma obecnie model obsługujący płatności.

Badacze z InfoScout, regularnie badający próbę użytkowników nowych urządzeń Apple, zauważyli w międzyczasie niepokojący trend. Jeszcze w marcu 39 proc. respondentów twierdziło, że wypróbowało płatności mobilne. W czerwcu odsetek ten spadł do 23 proc. Spadek zainteresowania zauważono również wśród wiernych zwolenników Apple Pay – odsetek płacących regularnie (wszędzie tam, gdzie jest to możliwe) spadł w ciągu kilku miesięcy z 48 proc. do 33 proc.
Być może trend ten jest naturalnym efektem rosnącej liczby użytkowników najnowszych urządzeń Apple. W pierwszej kolejności iPhone 6 trafił do rąk osób entuzjastycznie nastawionych do innowacji i korzystających także z płatniczych nowinek. Nie jest jednak wykluczone, że liczby wskazują na inne zjawisko – płacenie telefonem na co dzień nie weszło konsumentom w krew i po zaspokojeniu ciekawości stopniowo zapominają oni o takiej możliwości.
Rośnie konkurencja, poza Ameryką będzie trudno
W ciągu roku od startu Apple Pay trafił do Wielkiej Brytanii, a lada moment zadebiutuje również w Kanadzie. Na pozostałych rynkach znacznie ważniejszą rolę mogą odegrać konkurenci spoza ekosystemu Apple – Android Pay i Samsung Pay. Urządzenia z systemem Android, a wkrótce także Windows, mogą również zostać wykorzystane przez banki do samodzielnego świadczenia usługi zbliżeniowych płatności mobilnych (w oparciu o technologię HCE). Apple nadal niepodzielnie rządzi w swoim świecie i kontroluje dostęp do modułów odpowiedzialnych za bezstykową komunikację. Z jednej strony zapewnia to wysokie bezpieczeństwo rozwiązania, ale z drugiej – skazuje konsumentów na oczekiwanie aż Apple Pay oficjalnie pojawi się w ich kraju. Jest to na rękę wyłącznie twórcom systemów płatności, które wybrały inną drogę (np. w Polsce Blik jest jedynym rozwiązaniem obsługującym transakcje w fizycznych sklepach dostępnym dla posiadaczy iPhone’ów).
Pierwszy rok działania Apple Pay pokazuje, że zmiany na rynku płatności mobilnych, wbrew zapowiedziom Tima Cooka, nie zachodzą w rewolucyjnym tempie. Nawet olbrzymie zasoby finansowe i siła marki „nadgryzionego jabłka” nie były w stanie tego zmienić.





























































