Media społecznościowe to potężna broń w rękach żołnierza. W tym przypadku jedno oznaczenie na Facebooku czy Instagramie może być wskazówką dla wrogich oddziałów, gdzie dokładnie znajdują się ich przeciwnicy, a stąd już do ostrzału niedaleko. Dlatego też armia USA zakazała jakiejkolwiek "domowej technologii" na misjach.
Gorąca atmosfera na Bliskim Wschodzie powoduje, że amerykańscy żołnierze szykują się do wyjazdu do baz w Iraku. W jednej z wytycznych, przytoczonych przez korespondentkę CNN z Pentagonu, głównodowodzący gen. James Mingus zakazał zabierania ze sobą smartfonów.
Soldiers deploying w/ 82nd AB banned from bringing personal cellphones due to opsec div says. Maj. Gen. James Mingus, commanding general says “ This is not the normal kind of deployment. The decision 100 percent an operational security and force protection measure.”
To jednak nie wszystko. W praktyce nie mogą brać ze sobą prywatnych laptopów, tabletów czy nawet smartwatchów, a więc wszystkiego, co mogłoby po połączeniu z internetem zdradzić pozycje czy to poprzez oznaczenia za pomocą aplikacji, czy metadanych ukrytych w publikowanych zdjęciach. Ale jak zaznacza Niebezpiecznik.pl, przełożeni obawiają się także wojny psychologicznej.
fot. Bannafarsai_Stock / / Shutterstock
"Ale się nabiegałem"
Żołnierze siłą rzeczy muszą dbać o swoją kondycję, to nic dziwnego. Ale zabieranie smartwatchy, by biegać wokół tajnych baz, do najmądrzejszych ruchów nie należy. Strava, której celem było zapewne zrzeszanie biegających, pokazuje najczęściej uczęszczane trasy. Wystarczyło mieć m.in. włączoną komórkę, by droga naszego spaceru pojawiła się na ich heat mapie. I się zaczęło. Okazało się bowiem, że np. sportowcy byli aktywni w dziwnych miejscach, np. pośrodku niczego. Czyżby dookoła tajnych baz? Co ciekawsze, jeśli tereny są porośnięte lasem, to dokładnie widać rozświetlone nitki dróg albo przynajmniej ścieżek, po których się poruszają agenci.
Strava released their global heatmap. 13 trillion GPS points from their users (turning off data sharing is an option). https://t.co/hA6jcxfBQI … It looks very pretty, but not amazing for Op-Sec. US Bases are clearly identifiable and mappable pic.twitter.com/rBgGnOzasq
Jak oszacował Niebezpiecznik.pl, widać także te polskie. Choć w przypadku niektórych zdradza je nawet uliczny widok w Google'u.
TikTok na cenzurowanym. "Nie" dla wojskowych
Aplikacja TikTok została uznana za zagrażająca bezpieczeństwu cybernetycznemu - jak podaje "Forbes". W związku z tym armia zabroniła używać jej na aparatach, które są używane do kontaktów rządowych. Tym, którzy nie zastosowali się do zakazu, odcięto dostęp do ważkich danych.
A wszystko przez to, że Kongres podejrzewa firmę ByteDance, firmę matkę TikToka, o zbieranie danych dla chińskich agencji szpiegowskich.
TikTok odniósł się do zarzutów, publikując listę krajów proszących firmę o dane. Chin nie było wśród nich (Polska poprosiła w dwóch przypadkach), jednak to nie uspokoiło Amerykanów.
Instagram już dawno poległ
Wszystko przez żołnierza, który na swój profil na Instagramie (obecnie niedostępny) wrzucił dwa zdjęcia z wnętrza transportera opancerzonego. Ponieważ miał w ustawieniach geotargetowanie, czyli oznaczenie zdjęć pozycją na GPS, okazało się, że przebywa on na... Ukrainie. Jednym z pierwszych informujących o tym wydarzeniu był serwis BuzzFeed.
Alexander Sotkin, który na profilach portali społecznościowych określał się jako specjalista od komunikacji, najpierw opublikował zdjęcie oznaczone geotargetowanem jako zrobione w bazie tuż przy granicy rosyjsko-ukraińskie. Później upamiętnił pobyt koło wsi Krasna Talychka, a więc już na wschodzie Ukrainy. Kolejny post i kolejne oznaczenie przy wiosce Krasnyi Derkul, także na Ukrainie.
To mu nie wystarczyło. Na końcowy zdjęciu geotargetowanym znowu w Rosji napisał; "oczekujcie wieści z Ukrainy". Jednak to następny post zupełnie wzburzył światową opinię publiczną. Sfotografował się bowiem z transporterem opancerzonym, zwanym potocznie BUK-iem. To m.in. takiej broni użyto do zestrzelenia samolotu Malaysia Airlines nad Ukrainą. W tej katastrofie zginęło 298 osób, w większości Holendrów wracających z urlopów w Azji.
Instagram, jak przyznają specjaliści, nie jest zbyt bezpieczną aplikacją, m.in. przez to, że nie szyfruje połączeń z serwerem, co w znaczący sposób ułatwia włamania na konta.
Google, Apple i Microsoft podsłuchują, ale z wyjątkami
Słowo się rzekło, a raczej podsłuchało. Do licznych afera dotyczących naruszania prywatności doszły kolejne. Okazuje się, że Google, Apple, Amazon i Microsoft odsłuchują nagrania. Litościwie mają przerywać, gdy usłyszą odgłosy sytuacji prywatnych, szczególnie tych z alkowy lub nagrania przestępstw, tj. zakup narkotyków.
Niebezpieczny flirt
Surfowanie po mediach społecznościowych może wydawać się niewinne, jednak wrogowie nie śpią. Na jaw wychodzą coraz to nowe sposoby wojny psychologicznej, na które niestety łatwo się złapać.
Udawanie przyjaciela/przjaciółki. Oddalenie od rodziny i przyjaciół sprzyja nawiązywaniu znajomości przez internet. Swobodne rozmowy na temat "jak spędziłeś dzień" mogą owocować zdradzeniem informacji na temat patroli, ich tras, rozlokowania obiektów w bazie itd. Nigdy nie wiadomo, kto siedzi po drugiej stronie ekranu.
Intenetowy flir może przerodzić się w szantaż, gdzie stawką będą przede wszystkim infomacje. Coraz większe zaufanie powoduje, że żołnierz staje się bardziej wylewny. W jednym ze schematów "internetowa przyjaciółka" prosi go o coraz odważniejsze zdjęcia. Być może proponuje seks online. Po pewnym czasie zgłasza się... jej ojciec, który z zaskoczeniem odkrywa przerażącą korespondencję i zaczyna szantażować wojskowego, oskarżąjąc go o wysyłanie pornografii nieletnim i pedofilię.
Instalowanie aplikacji do randkowania z oznaczeniem lokalizacji może skutkować nawiązaniem znajomości z "dziewczyną z sąsiedztwa", ale nie domu, a bazy. Kilku izraelskich żołnierzy straciło życie, bo zamiast z długonogą arabską pięknością, spotkało się z agentem Hamasu.
Chęć prywatnego kontaktu, a nie przeprowadzonego za pomocą kanałów oficjalnie udostępnianych przez armię, może spowodować, że żołnierze ruszą na okoliczne stragany w poszukiwaniu miejscowego substytutu najnowszego iPhone'a. I choć pewnie kupiony sprzęt będzie miał słabsze parametry, to zapewni okno na świat. Niebezpieczne okno.
Już sprzedawany sprzęt może być zainfekowany. Gdy wróg zobaczy popyt, będzie chciał go wykorzystać do swoich własnych celów, dlatego podrzuci przez miejscowych tragaży podaż, która zapewne będzie naszpikowana trojanami, szpiegowskimi programami czy innymi wirusami. Wystarczy, że żołnierz będzie chciał zrzucić z niego zdjęcia na bazowego laptopa - zakażenie się rozprzestrzeni.
Sprawdź, co "zgromadziły" na Ciebie media społecznościowe
FaceApp wywołał burzę na temat niebezpiecznych aplikacji. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że nasza działalność w sieci jest dokładnie skanowana pod kątem zakupów, odwiedzanych miejsc itd. To jednak rosyjska aplikacja do postarzania spowodowała, że zaczęliśmy dokładniej przyglądać się ikonkom w smartfonach.
Jedna ze słynnych akcji dotyczyła gadżetów rozdawanych na szczycie G20 w Sankt Petersburgu - jak donosi "The Telegraph". Przewodniczący Rady Europejsiej otrzymał w prezencie pendrive i kabel USB do ładowania telefonu. Służby wywiadowcze Niemiec napisały, że zarówno USB, jak i kabel do telefonu miały za zadanie gromadzić informacje z komputera i telefonu. Podejrzenie natychmiast padło na Rosjan.
Niebezpiecznik.pl informował z kolei o złośliwej ładowarce do iPone'a. Informacja ta od razu nasuwa pytanie, co jest zamontowane pomiędzy smartfonem a gniazdkiem elektrycznym, że może przejąć nasze urządzenie w ciągu niecałej minuty. Przecież prąd nie jest zawirusowany.
Jak się okazuje, żadne zakazy nie uchronią żołnierzy przed... używaniem smartfonów i smartwatchów z odpowiednią rezerwą.
***
Popkultura i pieniądze w Bankier.pl, czyli seria o finansach "ostatnich stron gazet". Fakty i plotki pod polewą z tajemnic Poliszynela. Zaglądamy do portfeli sławnych i bogatych, za kulisy głośnych tytułów, pod opakowania najgorętszych produktów. Jakie kwoty stoją za hitami HBO i Netfliksa? Jak Windsorowie monetyzują brytyjskość? Ile kosztuje nocleg w najbardziej nawiedzonym zamku? Czy warto inwestować w Lego? By odpowiedzieć na te i inne pytania, nie zawahamy się zajrzeć nawet na Reddita.
Jest dla mnie niepojęte, że taki debilizm panuje wśród żołnierzy na linii frontu. Świat po prostu zwariował. Staliśmy się niewolnikami, Internet to prawdziwe dzieło Szatana.
Zapewne w Armii Czerwonej nikt nie jest na tyle durny, żeby na linii frontu korzystać z mediów społecznościowych. A nawet jeśli jest, to KGB go szybko spacyfikuje. Jednak generalnie w dawnych demoludach skłonność do internetowego ekshibicjonizmu jest mniejsza niż na Zachodzie