Sejm opowiedział się w piątek za rządowym projektem nowelizacji ustawy o finansowym wspieraniu produkcji audiowizualnej. Reforma ma odblokować potencjał polskiego rynku filmowego, zlikwidować zatory płatnicze u producentów oraz urealnić wydatkowanie środków publicznych.


Za nowelizacją ustawy głosowało 277 posłów, 22 było przeciw, a 139 wstrzymało się od głosu.
Nowelizacja zakłada m.in. wydłużenie o kolejne 10 lat i modyfikację obecnego programu zachęt zabezpieczonego do 2027 r. Projekt gwarantuje branży co najmniej 108 mln zł wsparcia rocznie w latach 2028–2037 i rozkłada finansowanie na dwa półroczne okresy rozliczeniowe. Nowelizacja skraca też maksymalny okres od złożenia wniosku do rozpoczęcia prac nad filmem objętym wsparciem z 12 miesięcy do pół roku. Ponadto, ustawa wprowadza ułatwienia w uzyskiwaniu kredytów bankowych na produkcje, a także proponuje zmianę zasad przekazywania kopii archiwalnej do Filmoteki Narodowej Instytutu Audiowizualnego oraz ograniczenie częstotliwości raportowania danych przez kina do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.
W trakcie drugiego czytania w Sejmie wiceminister kultury Maciej Wróbel wskazał, że ustawa ta jest „kontynuacją przepisów, które już obowiązują, ale z elementem deregulacji, która jest potrzebna i wprowadzona została na potrzeby i na wniosek środowiska audiowizualnego”.
Ocenił, że 108 mln zł zapisane w nowelizacji jako minimum przeznaczone na program zachęt, to „kropla w morzu tego, co w Polsce wydajemy na produkcję filmową i telewizyjną”. – To jest ponad 8 mld zł rocznie z samych zachęt. Środki, które trafiają na produkcję filmową, szacowane są na 1,7 mld zł i 300 mln zł z tej kwoty stanowią same wynagrodzenia – powiedział Wróbel.

Wiceszef MKiDN zwrócił uwagę, że choć platformy streamingowe inwestują w naszym kraju poprzez polskich producentów dziesiątki milionów złotych rocznie, to Polska nadal nie jest krajem najatrakcyjniejszym dla filmowców. Jak zaznaczył, w krajach Unii Europejskiej form zachęt dla producentów audiowizualnych jest sporo. - Bez atrakcyjnej oferty w naszym kraju – czyli bez przyjaznego prawa – Polska nie będzie dla nich atrakcyjnym, wielkim planem filmowym - podkreślił.
Poseł sprawozdawca Krzysztof Piątkowski (KO) przypomniał, że w pierwszym czytaniu sejmowa Komisja Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Środków Przekazu przyjęła projekt jednomyślnie. Zaznaczył, że proponowane rozwiązania są potrzebne i oczekiwane przez środowisko, ale nie są końcem drogi. - To pierwszy krok w kierunku nowoczesnego systemu wspierania polskiej kinematografii i sektora audiowizualnego – ocenił.
Posłanka KO Urszula Augustyn zauważyła, że środowisko twórców wskazuje na problemy związane z pozyskaniem pieniędzy, a jak zaznaczyła, „rynek twórców audiowizualnych to naprawdę ogromny sektor gospodarki”. - Jak zobaczyliśmy dane tylko z 2022 r., to ten sektor wypracował 2,5 miliarda złotych, to były pieniądze, które działały na polskim rynku. Co więcej ten sektor wykazuje coraz większy potencjał ekonomiczny oraz zdolność do generowania miejsc pracy i zwiększenia wartości w danej gospodarce – powiedziała.
Głos w dyskusji zabrał także poseł PiS Norbert Kaczmarczyk. – Doceniamy te rozwiązania, które porządkują system, ale jednocześnie uważamy, że ta ustawa nie rozwiązuje wystarczająco problemów polskiej kinematografii – zaznaczył. Jak ocenił, w ustawie brakuje m.in. „jasnej odpowiedzi, jak chronimy polski interes kulturowy i wizerunkowy”. - Chcemy, żeby w Polsce powstawały dobre filmy i wielkie produkcje. Chcemy, żeby do Polski przejeżdżały światowe ekipy i zostawiały tutaj swoje pieniądze. Ale chcemy również, aby publiczne pieniądze służyły Polsce – powiedział.
Posłanka Maria Koc zaznaczyła, że klub parlamentarny Rozwój Plus popiera projekt, choć uważa go za „daleko niewystarczający i mało ambitny”. Podkreśliła, że państwo nie może zatrzymać się na poziomie administracyjnej sprawności i musi wiedzieć, na co wydaje pieniądze. Koc zwróciła uwagę na przyznawanie zachęt w oparciu o automatyczny test kwalifikacyjny. - Brak oceny merytorycznej, kulturowej sprawia, że gigantyczne publiczne pieniądze mogą trafić na produkcje o niskich walorach artystycznych lub typowo komercyjne projekty rozrywkowe - oceniła.
Przyznała, że problematyczną wydaje się również zasada, że aby złożyć wniosek producent musi udokumentować, że zgromadził środki finansowe w wysokości 75 proc. kosztów projektu, co może działać na korzyść wielkich domów produkcyjnych i platform streamingowych. Ponadto, posłanka podkreśliła, że środowisko filmowe wciąż wskazuje na brak mechanizmów obligujących zagraniczne platformy streamingowe do automatycznego reinwestowania stałego procentu swoich lokalnych zysków w krajowe produkcje.
Na problem braku regulacji refinansowania przychodów platform streamingowych w produkcję w Polsce zwróciła uwagę również posłanka Lewicy Dorota Olko. Jednocześnie podkreśliła, że proponowany projekt likwiduje bariery i poprawia mechanizmy wsparcia produkcji audiowizualnej. - To nie są zmiany istotne tylko dla kinomanów, ale właściwie dla nas wszystkich ze względu na znaczenie dla całej gospodarki. Każda produkcja filmowa przynosi średnio 26 milionów zł w polskiej gospodarce i setki nowych miejsc pracy - zaznaczyła. (PAP)
maku/ akr/ ksi/ wj/




























































