Ancyparowicz (RPP): Polityka stabilizacji stóp optymalna, inflacja w '20 nieco powyżej celu

Obecnie nie ma powodów ani do obniżek, ani do podwyżek stóp procentowych, a obniżki mogłoby być odebrane jako obawy NBP o wystąpienie recesji - poinformowała PAP Biznes członkini RPP Grażyna Ancyparowicz. Jej zdaniem, średnia inflacja w 2020 r. wyniesie nieco powyżej 2,5 proc., a wyrok TSUE nie zagrozi stabilności sektora bankowego.

(fot. Filip Błażejowski / FORUM)

"Całkowicie zgadzam się ze stanowiskiem prezesa NBP - nie ma powodów ani żeby obniżać stopy procentowe, ani by je podwyższać. Obniżki mogłoby być odebrane przez rynek jako obawy banku centralnego o wystąpienie recesji, co absolutnie nam nie grozi. Wszystkie prognozy pokazują, że również w przyszłym roku utrzyma się relatywnie wysokie tempo PKB" - powiedziała ekonomistka.

"Podwyżki stóp też nie wchodzą w grę, bo mamy bardzo duże zadłużenie w różnych sektorach gospodarki i nie ma powodu, by gospodarkę osłabiać. Wyższy koszt pieniądza to także wyższy koszt inwestycji, a mamy do czynienia w naszym kraju z szeroko zakrojonym frontem inwestycyjnym. Polska gospodarka rozwija się nieco powyżej potencjału, ale bez przegrzewania, więc nie ma czego schładzać, nie wiem czemu miałoby to służyć. Naturalnie, jeżeli w przyszłości pojawi się konieczność działania, to trzeba będzie elastycznie reagować, adekwatnie do napływających informacji" - dodała.

Prezes NBP Adam Glapiński podtrzymał na początku października opinię, że jest bardzo prawdopodobne, iż do końca jego kadencji (połowa 2022 r.) RPP nie zmieni stóp procentowych.

Dodał, że RPP jest bardzo daleko od działań na rzecz stymulowania gospodarki, a argumentów za podwyższaniem stóp błyskawicznie ubywa, wraz z pogarszaniem się koniunktury na świecie.

Ancyparowicz obecnie "bardzo by chciała", żeby udało się utrzymać politykę stabilnych stóp procentowych "jak najdłużej", nie tylko na kadencję obecnej RPP.

"Mam nadzieję, że polska gospodarka będzie rozwijać się w taki sposób, że kolejna RPP będzie stabilizować politykę monetarną. Jeżeli nie zdarzy się nic niespodziewanego, to przypuszczam, że kolejna Rada również będzie prowadzić politykę stabilnych stóp" - powiedziała.

Ancyparowicz wskazała na kilka hipotetycznych przesłanek, które skłoniłyby ją do głosowania za podwyżkami stóp procentowych.

"Byłabym zwolenniczą zacieśniania polityki monetarnej, gdyby okazało się, że mamy bardzo dużą akcję kredytową, która dodatkowo ukierunkowana jest na nadmuchiwanie bąbli spekulacyjnych. Obu przesłanek obecnie nie widać na horyzoncie. Dopóki nie mamy inflacji, którą wywołują czynniki monetarne albo nieodpowiedzialna polityka luzowania fiskalnego, z czym nie mamy do czynienia – nie należy podnosić stóp" - powiedziała.

"Stóp procentowych nie można podwyższać także, gdy mamy szeroki front inwestycyjny i dużą skalę samofinansowania inwestycji" - dodała.

Ancyparowicz uważa, że rząd prowadzi zacieśnianie fiskalne.

"Jeżeli chodzi o politykę fiskalną, to mamy do czynienia z redystrybucją środków przez budżet na rzecz grup dotychczas radzących sobie gorzej pod względem finansowym, co można określić jako zacieśnianie fiskalne, a nie luzowanie, o czym świadczy niski deficyt budżetowy tym roku. Nawet jakby w przyszłym roku nie udało się zrównoważyć budżetu, to deficyt i tak będzie niewielki" - powiedziała.

Zdaniem ekonomistki pojawiające się głosy o konieczności zbudowania bufora stóp procentowych na przyszłość można uznać za rozważania "czysto teoretyczne".

"Jeżeli mamy dobrą sytuację w gospodarce, brak nierównowag, przejrzystą sytuację sektora finansowego, przewidywalną politykę pieniężną, to takie uwagi, choć cenne z teoretycznego punktu widzenia, raczej nie będą budowały zaufania rynków do Polski" - powiedziała.

Inflacja w '20 nieco powyżej 2,5 proc.

Ekonomistka oceniła, że obserwowany wzrost inflacji w Polsce nie jest wywołany czynnikami monetarnymi, więc RPP nie powinna na taką sytuację reagować, przy spodziewanym spadku inflacji w okolice celu w 2020 r.

"RPP nie ma wpływu na ceny ropy czy przysłowiowej pietruszki" - powiedziała.

"W pewnym momencie inflacja w 2020 r. może przekroczyć 3,5 proc., choć efekt bazy na początku roku nie będzie na tyle mocny, by wskaźnik CPI przebił 4 proc. - o ile nic nadzwyczajnego się nie wydarzy, czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. W całym 2020 r. średnioroczna inflacja zamknie się w przedziale 2,5-3 proc., raczej bliżej 2,5 proc., w pobliżu celu" - dodała.

Gdyby inflacja przekroczyła pasmo dopuszczalnych odchyleń od celu (2,5 proc. +/- 1 pkt. proc.), to - zdaniem Ancyparowicz - należałoby się zastanowić, jakie stoją za tym czynniki i czy RPP jest w stanie to skorygować instrumentami polityki monetarnej.

"Nie widzę jednak powodu, by się tego spodziewać" - powiedziała.

Ekonomistka wskazała, że przy okazji listopadowej projekcji inflacji RPP będzie musiała rozważyć dwa warianty ścieżki CPI - uwzględniającą kontynuację zamrożenia cen energii dla gospodarstw domowych oraz dotychczas zakładane uwolnienie cen.

"Jest bardzo prawdopodobne, że w 2020 r. przynajmniej przez większą część roku, nie będzie zmiany cen energii dla gospodarstw domowych, a jeśli zmiana nastąpi to w bardzo stopniowy sposób w II połowie roku. Do tej pory nasza projekcja zakładała uwolnienie tych cen w 2020 r., według obowiązującego stanu prawnego. Oczywiście nie da się wszystkiego przewidzieć do końca, łącznie z wynikiem wyborów i polityką nowego rządu, więc przy okazji listopadowej projekcji warto przeanalizować dwa scenariusze dla gospodarki - z zamrożeniem cen prądu dla gospodarstw domowych i bez zamrożenia" - powiedziała.

"Trudno jednak powiedzieć jak kształtowanie się cen energii wpłynie na ścieżkę inflacji, bo to będzie zależało od założeń przyjętych w projekcji. Poprzednio, założenie wzrostów cen energii w 2020 r., we wszystkich kategoriach, podbiło ścieżkę inflacji o 0,4-0,5 pkt. proc." - dodała.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych we wrześniu 2019 r. wzrosły o 2,6 proc. rdr vs 2,9 proc. miesiąc wcześniej - podał GUS w odczycie flash.

Centralna ścieżka lipcowej projekcji NBP zakłada wzrost PKB w 2019 r. na poziomie 4,5 proc., w 2020 r. na poziomie 4,0 proc., a w 2021 r. na poziomie 3,5 proc.

Ścieżka dla inflacji kształtuje się odpowiednio na poziomie: 2,0 proc., 2,9 proc. oraz 2,6 proc. Inflacja bazowa ma zaś wynieść 1,7 proc. w 2019 r., 2,4 proc. w 2020 r. oraz 2,3 proc. w 2021 r.

Wzrost gosopdarczy pozostanie solidny

Ancyparowicz prognozuje, że wzrost gospodarczy w Polsce w 2019 r. wyniesie 4-4,5 proc.

"Nie sądzę, by problemy niemieckiej gospodarki w dużym stopniu wpłynęły na koniunkturę w naszym kraju. Nikt nie przewiduje nagłego spadku konsumpcji w Polsce, którą wspierają transfery społeczne, a tym bardziej nie można przewidywać załamania inwestycji. Przy szeroko zakrojonych programach współfinansowanych ze środków UE nie można uważać, że inwestycje indukowane będą słabły" - uważa członkini RPP.

Prezes NBP poinformował w październiku, że według najnowszych prognoz banku wzrost PKB Polski w 2019 roku wyniesie 4,3 proc., co oznacza rewizję w dół ścieżki PKB względem lipcowej projekcji o 0,2 pkt. proc.

Pewne zawirowania dla polskiej gospodarki mogą pojawić się - zdaniem Ancyparowicz - dopiero po 2022 r., ale jedynie na chwilę, a wzrost PKB utrzyma się w tym horyzoncie powyżej 3 proc.

"Do 2022 r. inwestycje współfinansowane ze środków UE nadal będą realizowane i właśnie ten rok powinien być jeszcze okresem bardzo dobrej koniunktury. Na warunki europejskie bardzo dobra koniunktura to według mnie 3 do 4 proc. wzrostu PKB" - powiedziała.

"Rok 2023 r. może być natomiast gorszy, z uwagi na zmianę perspektywy środków UE i możliwe problemy w dystrybucji tych środków na początku nowej perspektywy, nawet jeżeli projekty współfinansowane ze środków UE będą gotowe pod kątem merytorycznym i formalnym. Doświadczenia 2016 r. wskazują jednak, że po przejściowych problemach w 2023 r. w kolejnym roku gospodarka wyjdzie na prostą" - dodała.

Wzrost płacy minimalnej może być korzystny dla budżetu

Ancyparowicz ocenia, że zapowiadane przez obecny obóz rządzący podwyżki płacy minimalnej mogą być korzystne dla budżetu państwa.

"Systematyczne podnoszenie płacy minimalnej może wpłynąć pozytywnie na budżet, bo ograniczy szarą strefę w zatrudnieniu. Z mojego doświadczenia wynika, że osoby, które pracują w małych i średnich przedsiębiorstwach, wbrew temu co mają wpisane w umowie o pracę, są wynagradzane raczej według stawki godzinowej. Jeżeli zwiększa się kwotę, którą pracodawca musi zadeklarować dla pracownika w umowie o pracę, to zwiększają się również odprowadzane na rzecz z państwa podatki i składki na ubezpieczenia społeczne" - powiedziała.

W połowie września rząd przyjął rozporządzenie, w którym proponuje podwyżkę minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2020 r. o 15,6 proc. do 2.600 zł brutto.

Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości zapowiedzieli we wrześniu, że w przypadku wygranej ich partii w wyborach parlamentarnych, które odbędą się 13 października, w 2021 r. płaca minimalna wzrośnie o kolejne 15 proc., będzie dalej rosła w kolejnych latach i na koniec 2023 roku wyniesie 4 tys. zł.

Zapowiedzi skali wzrostu płacy minimalnej Ancyparowicz określiła jako "umiarkowane"

"Na dłuższą metę nie rozumiem natomiast dlaczego proponuje się, by płaca minimalna kształtowała się w okolicy połowy średniego wynagrodzenia. Takie założenie wskazuje, że bylibyśmy nadal gospodarką opartą o nisko wykwalifikowaną siłę roboczą. Jeżeli gospodarka będzie się dalej rozwijała, to płaca minimalna powinna po prostu zapewniać godziwy standard życia" - dodała.

RPP zleciła teoretyczne analizy ws. tworzenia rezerw kursowych w kontekście wpłaty zysku NBP do budżetu

Ancyparowicz poinformowała, że RPP zleciła badania dotyczące zasad tworzenia rezerwy na ryzyko kursowe, w kontekście reguł wpłaty zysku NBP do budżetu państwa.

"Zastanawiamy się w RPP na temat polityki tworzenia i wykorzystania rezerw w kontekście przekazywania zysku NBP do budżetu państwa, pod kątem tego, jak zabezpieczamy ryzyko kursowe. Są to na razie rozważania czysto teoretyczne. RPP wrzuciła sobie ten temat +na wokandę+, analogicznie jak z analizą niestandardowych instrumentów – w okresie dobrej koniunktury zleciliśmy badania, by na wszelki wypadek na przyszłość mieć pod ręką gotowe rozwiązania" - powiedziała.

"Podobnie z kwestią zysku i rezerw kursowych - w obliczu komfortowej dla nas sytuacji, gdy nie musimy kłócić się o wysokość stóp procentowych – bierzemy różne tematy teoretyczne na warsztat i zastanawiamy się +co by było gdyby+, by nie działać pospiesznie, gdy zaistnieje taka konieczność" - dodała.

Członek RPP Jerzy Kropiwnicki powiedział we wrześniu PAP Biznes, że według części RPP, jeśli NBP ma nadwyżkę finansową, a rząd z uzasadnionych powodów - kiedy nie można mu zarzucić rozrzutności – ma deficyt w budżecie, to NBP powinien uczestniczyć w finansowaniu polityki rządu.

Według Ancyparowicz priorytetem dla NBP powinna być odbudowa rezerwy na ryzyko kursowe.

"Jest kwestią otwartą, do jakiej wysokości powinny być tworzone rezerwy na ryzyko kursowe, bo to się zmienia w zależności od sytuacji globalnej, na rynkach finansowych, a w także od struktury portfela rezerw NBP. Natomiast dla mnie kwestia bezpieczeństwa jest ważniejsza, szczególnie, że nie ma zagrożenia dla polityki fiskalnej – Polsce nie grozi procedura nadmiernego deficytu, załamanie koniunktury, czy nieodpowiedzialna polityka nadmiernego luzowania fiskalnego. Okres dobrej koniunktury powinniśmy wykorzystać na budowanie buforów i fundamenty na przyszłość" - powiedziała.

"Prawo wyraźnie mówi, że jeżeli NBP wypracuje zysk, który jest wynikiem różnic kursowych, to po dokonaniu odpisów na rezerwy zabezpieczające właśnie ryzyko kursowe i pokrycia strat za poprzednie lata, NBP powinien pozostałą część wpłacić do budżetu państwa, by zmniejszyć potrzeby pożyczkowe rządu" - dodała.

Zgodnie z ustawą o NBP do 30 kwietnia roku następnego po roku obrotowym prezes NBP przedstawia roczne sprawozdanie finansowe NBP Radzie Ministrów, która podejmuje decyzję w sprawie jego zatwierdzenia. W terminie 14 dni od dnia zatwierdzenia rocznego sprawozdania finansowego NBP, 95 proc. rocznego zysku NBP (wpłata z zysku NBP) podlega odprowadzeniu do budżetu państwa.

W celu przeciwdziałania negatywnemu wpływowi wahań kursu złotego na wynik finansowy NBP, ustawa o NBP zobowiązuje bank do tworzenia rezerwy na pokrycie ryzyka zmian kursu złotego do walut obcych. Zasady tworzenia i rozwiązywania tej rezerwy ustala Rada Polityki Pieniężnej. Tworzenie rezerwy nie może powodować straty roku bieżącego. Rezerwa jest wykorzystywana w przypadku wystąpienia kosztów niezrealizowanych z wyceny kursowej, które mogłyby spowodować stratę.

Wynik finansowy NBP za 2018 rok wyniósł zero złotych. Na taki wynik miało wpływ m.in. pojawienie się kosztów utworzenia rezerwy na pokrycie ryzyka zmian kursu złotego do walut obcych na poziomie 3,9 mld zł.

W komunikacie z kwietnia 2019 r. NBP poinformował, iż proces dotwarzania rezerwy na pokrycie ryzyka zmian kursu złotego do walut obcych do wymaganego poziomu, tj. kwoty niepokrytej skumulowanej straty z lat ubiegłych w wysokości 11,9 mld zł, będzie kontynuowany w kolejnych latach.

Wyrok TSUE ws. frankowiczów bez zagrożeń dla stabilności sektora bankowego

Zdaniem Ancyparowicz, kwestia wyroku TSUE ws. kredytów FX nie zagrozi stabilności sektora bankowego.

"Nie uważam, by kwestia wyroku TSUE ws. frankowiczów była problemem i na pewno nie zagrozi stabilności sektora bankowego. Szacunki przygotowane kilka lat temu, oczywiście mogą być one już nieaktualne, wskazywały, że sprawa hipotecznych kredytów walutowych może kosztować banki ok. 9 mld zł. Natomiast ten rząd wielkości kosztów jest jak najbardziej realny" - powiedziała.

"Uważam natomiast, że rynkowe szacunki kosztów są grubo przesadzone. Sprawy frankowiczów będą rozpatrywane w sądach indywidualnie i zapewne dość długo. Poza tym banki już utworzyły rezerwy, choć mogą one zostać zwiększone" - dodała.

Ekonomistka przypomniała, że "od samego początku" była przeciw specjalnemu traktowaniu jedynie wybranej grupy kredytobiorców.

"Należy powiększyć fundusz wsparcia kredytobiorców, by każdy kredytobiorca, który wziął kredyt na własne potrzeby mieszkaniowe i losowo znalazł się w trudnej sytuacji mógł liczyć na wsparcie" - powiedziała.

"Warto podkreślić, że naganna była praktyka narzucania przez bank kursu wymiany przy indeksowaniu. Z tego powodu zarządy banków, które wyraziły zgodę na udzielanie kredytów zawierających klauzule abuzywne, a nie same banki powinny być pociągane do odpowiedzialności. Nie powinno być tak, że za decyzje zarządów płacą inni – w tym podatnicy, którzy ciężko pracują" - dodała.

Według Ancyparowicz, słabsza kondycja finansowa banków wynika częściowo stąd, że w Polsce obowiązują wyśrubowane normy ostrożnościowe.

"Nie mówię, że należy te normy poluzować, ale można na przykład przeanalizować, czy i na ile instytucje, zwłaszcza mniejsze, muszą być tak mocno i w krótkim czasie zmuszane do tego, by tworzyć bufory na różne rodzaje ryzyka" - powiedziała.

Ekonomistka ponownie opowiedziała się za przeniesieniem nadzoru bankowego do NBP.

"Na pewno byłoby mniej problemów w sektorze bankowym, zwłaszcza z instytucjami, które są w nieco gorszej kondycji, gdyby nadzór bankowy ulokowany był w NBP. Mielibyśmy wówczas więcej możliwości działań prewencyjnych, które są teraz bardzo ograniczone. Sceptycznie odnoszę się natomiast do propozycji przeniesienia całości nadzoru do NBP. Moim zdaniem KNF powinien sprawować nadzór nad rynkiem kapitałowym i ubezpieczeniowym. Rynek kapitałowy i pieniężny powinny być od siebie oddzielone" - powiedziała.

Rafał Tuszyński

Źródło: PAP Biznes
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj
Polecane
Najnowsze
Popularne
USD/PLN -0,14% 3,8888
2019-11-14 19:51:00
EUR/PLN -0,03% 4,2857
2019-11-14 19:51:00
EUR/USD 0,12% 1,1021
2019-11-14 19:51:00
CHF/PLN 0,04% 3,9351
2019-11-14 19:51:00
Porównywarka kantorów internetowych

Kupuj walutę taniej >>

Chcę
Kupić
Sprzedać
Płacę

Wymień walutę taniej

Znajdź profil