Według danych agencji Reuters we wrześniu implikowany popyt na ropę w Chinach spadł do 8,68 miliona baryłek dziennie, wobec rekordowych 8,9 mln odnotowanych w lipcu. Zużycie było tylko o 6,2% wyższe niż rok wcześniej, co mogło rozczarować inwestorów przyzwyczajonych do dwucyfrowej dynamiki z początku roku. Równocześnie chińska produkcja ropy wzrosła o 9%, osiągając rekordowy poziom 4,18 mln baryłek dziennie.
Po zakończeniu sezonu wakacyjnego słabo prezentuje się też popyt na paliwa w Stanach Zjednoczonych, które pozostają największym na świecie konsumentem ropy. W zeszłym tygodniu zużycie wyniosło średnio 18,4 mln brk dziennie i było o 1,6% mniejsze niż rok temu. Dlatego analityków zaskoczył przyrost amerykańskich zapasów gotowej benzyny, choć rezerwy surowej ropy wzrosły mniej od oczekiwań.
„To niezbyt dobre dane, ponieważ mamy do czynienia z małym wzrostem zapasów i bardzo, bardzo niskim wykorzystaniu mocy produkcyjnych w rafineriach” – skomentował Christophe Barret, analityk banku Credit Agricole cytowany przez Reutersa.
Dlatego też w czwartek na rynku ropy trudno mówić o przesadnym optymizmie. O godzinie 13:40 za baryłkę amerykańskiej słodkiej ropy płacono 82,43 USD, czyli o 0,1% mniej niż w środę. Baryłką europejskiego surowca marki Brent kosztowała 83,74 USD i byłą o 0,4% droższa niż wczoraj. Praktycznie za całość tego wzrostu odpowiadała deprecjacja dolara względem euro.
K.K.
































































