W całej sprawie co chwila przewija się wątek "załatwiania" interesów biznesmenów, przebrzmiewa echo nielegalnego lobbingu. I wydaje się, że jest to trop słuszny, chociaż słynne rozmowy pod działalność lobbingową nie podpadają. Dlaczego? Wedle polskiego prawa lobbing to zawodowa działalność prowadzona w imieniu osób trzecich. Przedsiębiorca, który zabiega o korzystny dla siebie kształt ustawy, nie jest lobbystą. Można postawić tutaj pytanie, dlaczego nie wykorzystuje w takim razie drogi formalnej, określonej w ustawie.
Odpowiedź jest prosta - droga formalna jest trudna, obłożona wieloma zakazami i nakazami oraz... nieskuteczna. Dlaczego? Ponieważ lobbystów cały czas uważa się w naszym kraju niemal za przestępców, którzy chcą w sejmie załatwiać interesy swoich zleceniodawców. Tylko co w tym złego...
Zadając pytanie: "czyje interesy powinien załatwiać sejm" uzyskamy zapewne odpowiedź: "społeczeństwa". Tylko w jaki sposób to zrobić? Posłowie w ciągu roku zajmują się kilkoma setkami aktów prawnych. Nie ma takiej możliwości, żeby każdy znali dokładnie i potrafili ocenić go z punktu widzenia tzw. dobra społecznego. Nie ma również pewności, że będą potrafili odpowiednio to zrobić.
W Polsce dotychczas udało się przegłosować jedną obywatelską inicjatywę ustawodawczą. Grupy społeczne, którym udaje się wpływać na kształt prawa to zwykle te, które są najsilniejsze - czytaj: ich głosy mogą zdecydować o wyniku wyborów albo są oni w stanie przyjść z pochodniami pod sejm. Tymi, którzy takiej siły nie mają, posłowie i senatorowie nie bardzo się przejmują.
Bardziej przejmują się przedsiębiorcami, którzy skupiają w swoich rękach kapitał. Skoro droga formalna, jak już wspomnieliśmy, jest trudna, interesy załatwia się przez osobiste kontakty. Afera hazardowa nie ujawniła niczego nowego - Zbigniew Chlebowski miał po prostu pecha, że akurat jego kontakty ktoś naświetlił. Obnażyła natomiast paraliż państwa w zakresie procedur podejmowania decyzji.
Jaki jest ostateczny bilans? Dwa kozły ofiarne i nowa ustawa hazardowa, z której uczestnicy rozmów na cmentarzu mogą być zadowoleni. Pod płaszczykiem ochrony obywateli załatwiono interesy dużych kasyn, które nie będą miały konkurencji w postaci małych salonów gier, automatów o niskich wygranych i operatorów internetowych. Trudno chwalić Chlebowskiego, Drzewieckiego i Sobiesiaka, bo ich zachowanie było jednoznacznie nieetyczne - tak nie powinno załatwiać się interesów. A dlaczego nie było niezgodne z prawem? Ano dlatego, że nasze prawo tak ułomnie określa procedury takich kontaktów, że postępowanie bohaterów afery hazardowej w ogóle do niego nie przystaje. Dlatego winni są oni - bo działali obok prawa i instytucje - bo nie pasują do realnego świata.
Mateusz Szymański
Bankier.pl
m.szymanski@bankier.pl
Zobacz też:
» Śledztwo w sprawie afery hazardowej umorzone
» Koniec hazardu w sieci - rządowy festiwal zakazów trwa
» Lobbing na cenzurowanym
» Śledztwo w sprawie afery hazardowej umorzone
» Koniec hazardu w sieci - rządowy festiwal zakazów trwa
» Lobbing na cenzurowanym































































