Obecnie sytuację lobbingu w Polsce reguluje ustawa z dnia 7 lipca 2005 roku. Przepisy ustawy są powszechnie krytykowane zarówno przez organizacje grup interesu, jak i przedstawicieli instytucji publicznych. Ich zdaniem ustawa zawiera tylko szczątkowe regulacje, które w ogóle nie przystają do stosunków istniejących między światem polityki i biznesu.
Potrzebny, ale niebezpieczny
W 2008 roku Fundacja Batorego przeprowadziła wśród parlamentarzystów badanie dotyczące lobbingu. Można z niego wysnuć ogólny wniosek, że wśród większości polskich deputowanych jest on postrzegany neutralnie, jako zawodowa działalność osób, które chcą wpływać na stanowienie prawa. Mimo wszystko 1/3 badanych uważa, że ten sposób reprezentacji interesów wzmaga korupcję. Co ciekawe, wśród badanych reprezentantów Platformy Obywatelskiej zdanie takie podzieliło jedynie 13%. Nie przeszkodziło to jednak Julii Piterze, która przygotowywała założenia do projektu, zaproponować, by nadzór nad lobbingiem przenieść z MSWiA do Centralnego Biura Antykorucyjnego.
Nowa ustawa miałaby wprowadzić podział lobbystów na dwie grupy – zawodowych i niezawodowych. Pierwsza kategoria dotyczyłaby tych, którzy działają w imieniu innych podmiotów na zasadach komercyjnych. Druga – reprezentantów stowarzyszeń i grup społecznych, a także przedsiębiorców działających w swoim własnym interesie. Ich działalność nie mogłaby mieć jednak charakteru ciągłego, a wyłącznie doraźny.
Taki podział budzi poważne zastrzeżenia zarówno w środowisku prawniczym, jak i wśród samych zainteresowanych. Zgodnie z projektem lobbowany organ miałby obowiązek udzielać odpowiedzi tylko „zawodowcom” wpisanym do rejestru. Również tylko oni mieliby prawo uczestniczenia w posiedzeniach komisji oraz prowadzenia bezpośrednich rozmów z parlamentarzystami czy członkami rządu. W praktyce mogłoby to doprowadzić do sytuacji, w której głosy niektórych grup będą ignorowane.
Działaj, ale raportuj
Z lektury obszernego, bo niemal 70-stronicowego dokumentu, wysnuć można wniosek, że najlepszym sposobem na ucywilizowanie działalności grup nacisku jest ich wszechstronna kontrola. W praktyce wyglądałoby to tak, że lobbysta oprócz wpisu do rejestru Centralnego Biura Antykorupcyjnego zobowiązany byłby do wypełniania wniosku za każdym razem, kiedy planuje wpłynąć na kształt danego aktu prawnego. Raz w roku składałby też do CBA obszerne sprawozdanie z przeprowadzonych działań, którego integralną częścią miałaby być informacja na temat darowizn przekazywanych na kampanie wyborcze.
Obowiązek składania raportów dotyczyłby również tych, których lobbysta próbuje przekonać. Poza pisemnym ustosunkowaniem się do przedstawionych propozycji konieczne byłoby też sporządzanie i upublicznianie notatek ze wszystkich spotkań z lobbystą. Spotkania takie, co ciekawe, mogłyby odbywać się wyłącznie na terenie urzędu. Przedkładanie sprawozdań dotyczyłoby również instytucji, na terenie których prowadzona była działalność przedstawicieli grup interesu.
Bardzo negatywnie pomysły te ocenia Kongres Przedsiębiorczości. Jego zdaniem zakres obowiązków, jakie ustawa nałożyłaby na lobbystów, zupełnie nie przekładają się na ilość uprawnień. Dlatego też trudno oczekiwać, że nowe regulacje wpłyną na ograniczenie „dzikiego lobbingu”, którego modelowym przykładem jest legendarne już spotkanie Ryszarda Sobiesiaka ze Zbigniewem Chlebowskim na cmentarzu w Marcinowicach k. Świdnicy.
Polski lobbing w powijakach
W rejestrze prowadzonym przez MSWiA znajdujemy informację o 162 podmiotach prowadzących działalność lobbingową. Spośród nich do czerwca br. tylko dziewięć pracowało na terenie Sejmu. Dla porównania, szacuje się, że w Wielkiej Brytanii w „przemyśle lobbingowym” pracuje około 14 tysięcy ludzi. Zdarza się, że deputowany kontaktuje się z przedstawicielami grup interesu nawet kilkadziesiąt razy w tygodniu. Lobbing bowiem niesie korzyści również parlamentarzystom i członkom rządu. Lobbyści dysponują zazwyczaj specjalistyczną wiedzą, często niedostępną dla podmiotów tworzących prawo. Co ciekawe, we wspomnianym badaniu prowadzonym przez Fundację Batorego aż 75 procent polskich deputowanych przyznało, że to właśnie lobbing dostarcza wielu informacji na temat konkretnej sprawy.
Mimo to, nadal trudno mówić o tym, że lobbing jest działaniem powszechnym. Tylko w przypadku najbardziej aktywnych grup interesu – samorządowców i związków zawodowych – 70 procent badanych określa kontakty z nimi jako „częste”. W przypadku innych grup i organizacji odsetek ten jest znacznie mniejszy. Statystyka ta uwzględnia również kontakty nieoficjalne, chociaż, jeśli wierzyć ankietowanym, są one zwykle sporadyczne.
Jedno jest pewne – lobbystom nie próbuje się ułatwiać życia. Plan przeniesienia nadzoru nad lobbingiem do CBA potwierdza tylko, że postrzegany jest on jako zło konieczne, które trzeba monitorować na każdym kroku. Nie powinno to jednak dziwić – w mediach słyszy się o nim głównie przy okazji afer korupcyjnych. Bo chociaż prawo jest wadliwe, lobbyści też nie zawsze mają czyste sumienie.
Mateusz Szymański
Bankier.pl
Zobacz też:
» Zapytaj fiskusa przez internet
» Policja i ZUS wyłapią fałszywe zwolnienia lekarskie
» Bank Światowy ułatwi działalność gospodarczą w Polsce
» Zapytaj fiskusa przez internet
» Policja i ZUS wyłapią fałszywe zwolnienia lekarskie
» Bank Światowy ułatwi działalność gospodarczą w Polsce




























































