Sejmowe komisje sprawiedliwości oraz gospodarki zarekomendowały w środę projekt ustawy odnoszący się do rozpatrywania spraw „frankowych” w sądach. Prace nad projektem trwały w komisjach od grudnia ub.r. Resort sprawiedliwości nie wyklucza modyfikacji na etapie drugiego czytania projektu w Sejmie.


Za rekomendacją projektu wraz z przyjętymi w ostatnich miesiącach kilkoma poprawkami głosowało 24 posłów z komisji, przeciw było 9, nikt nie wstrzymał się od głosu.
Krytycznie do projektu odnosi się PiS. – To nie jest ustawa po to, żeby realnie problem rozwiązać, tylko po to, żeby powiedzieć, że była ustawa, która miała problem rozwiązać – podkreślił poseł PiS Sebastian Kaleta.
Mówimy o materii, która cały czas jest gigantycznym problemem dla polskiego sądownictwa. Padły głosy o zbędności tej ustawy, ale jeśli popatrzy się na wolumen spraw w sądach warszawskich, gdańskich, to nic nie wskazuje na to, aby ta ustawa miała być zbędna. Te wolumeny nadal są ogromne. Spraw, które wiszą jest 100-150 tys. - ripostował wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha.
Projekt ustawy „o szczególnych rozwiązaniach w zakresie rozpoznawania spraw dotyczących zawartych z konsumentami umów kredytu denominowanego lub indeksowanego do franka szwajcarskiego”, rząd przyjął w końcu września ub.r.
Koniec z płaceniem rat w trakcie procesu. Co jeszcze zakłada nowa ustawa frankowa?
Jak wtedy zapowiadano, ustawa ma na celu umożliwienie sądom sprawniejszego rozpatrywania spraw „frankowych”, ich przyspieszenie oraz zmniejszenie obciążenia sądów wygenerowanego przez te postępowania. Dziesiątki tysięcy takich trwających w sądach postępowań spowalnia bowiem ich funkcjonowanie, szczególnie w największych apelacjach, w tym warszawskiej.
W związku z tym m.in. zgodnie z zapisami projektu, obowiązek spłacania rat przez kredytobiorcę byłby wstrzymywany z mocy prawa z chwilą doręczenia bankowi pozwu – do czasu prawomocnego zakończenia postępowania. Chodzi o to, aby rozwiązanie takie miało charakter automatyczny, czyli nie wymagało wydawania orzeczeń ani zarządzeń.
Ponadto projekt przewiduje, że w procesie, w którym kredytobiorca dochodzi należności wynikających z nieważności umowy kredytu, bank będzie miał możliwość dochodzenia roszczenia wzajemnego na wypadek, gdyby umowa okazała się nieważna. Propozycja ta zmierza do realizacji naczelnej idei zmian, czyli do dokonywania rozliczenia roszczeń banku i konsumenta w jednym postępowaniu sądowym i jednym orzeczeniu. Obecnie bowiem po wytoczeniu przez kredytobiorcę sprawy o zwrot dokonanych wpłat bank wytacza powództwo o zwrot wypłaconego kapitału, co powoduje dublowanie się postępowań.
Inne zapisy projektu odnoszą się na przykład do szerszych możliwości rozpoznawania takich spraw przez sądy na posiedzeniach niejawnych, ewentualności słuchania świadków w ramach posiedzeń zdalnych, a także umożliwienia przesłuchania strony przez złożenie zeznań na piśmie. Po cofnięciu pozwu lub apelacji postępowanie będą mogli umarzać referendarze sądowi.
Koniec z przeciąganiem procesów frankowych? Zmiana przepisów o zarzucie potrącenia
Podczas prac w komisji do projektu przyjęto łącznie sześć merytorycznych poprawek, w tym – wciąż dyskutowane – odnoszące się do przepisów o tzw. zarzucie potrącenia.
Według przepisów, zarzut potrącenia może podnieść pozwany, czyli np. bank, w sprawach, w których występuje wzajemność wierzytelności, a tak jest najczęściej w sprawach dotyczących kredytów „frankowych”. Ogólny termin na podniesienie takiego zarzutu, to dwa tygodnie od momentu, gdy wierzytelność stała się wymagalna.
Zgodnie z pierwotnym zapisem projektu w sprawach „frankowych” zarzut potrącenia mógł „zostać podniesiony aż do zamknięcia rozprawy przed sądem drugiej instancji”. Taka propozycja - znacznie wydłużająca czas na ewentualne podniesienie tego zarzutu - według jej krytyków mogłaby być wykorzystywana do opóźniania procesów.
Po przyjętej jeszcze w marcu poprawce przepis uzyskał brzmienie, zgodnie z którym pozwany może podnieść zarzut potrącenia „w terminie dwóch miesięcy od dnia, gdy jego wierzytelność stała się wymagalna”. „Zarzut potrącenia nie może zostać podniesiony po zamknięciu rozprawy przed sądem pierwszej instancji albo wydaniu wyroku przez sąd pierwszej instancji na posiedzeniu niejawnym” - dodano w tym przepisie zmienionym poprawką.
Jak uzasadniono, konieczność wydłużenia terminu na złożenie zarzutu potrącenia, teraz obowiązujący - ogólny - dwutygodniowy termin „może okazać się niewystarczający na przeprowadzenie wewnętrznych procedur akceptacyjnych, weryfikację wzajemnych wierzytelności oraz przygotowanie stosownej dokumentacji”.
Tymczasem obecnie złożenie zarzutu potrącenia po dwóch tygodniach skutkuje jego bezskutecznością, co - jak wskazywano - generuje dodatkowe postępowania sądowe banków przeciwko konsumentom. Dlatego zapisany teraz termin dwóch miesięcy z jednej strony wydłuża ten czas, ale z drugiej ma nadal skłaniać do składania tego zarzutu na wczesnym etapie postępowania.
- Instytucja potrącenia w tym wariancie, który jest teraz w Kodeksie postępowania cywilnego, jest ciężka w stosowaniu z punktu praktycznego - ocenił w środę wiceminister Myrcha.
PiS krytykuje, resort sprawiedliwości jest otwarty na modyfikacje
Posłowie PiS oraz przedstawiciele organizacji konsumenckich wskazywali natomiast m.in. na szczegółowe kwestie ewentualnego obciążania konsumentów częścią kosztów procesu po uwzględnieniu przez sąd potrącenia, zwłaszcza w sytuacji już trwających postępowań.
- Nie ma problemu, żebyśmy zmodyfikowali ustawę w drugim czytaniu. Pokazaliśmy, że jesteśmy bardzo otwarci na wnioski. Najważniejsze jest, żebyśmy w dobrym duchu (...) przyjęli ustawę, która naszym obywatelom da szansę uzyskania sprawiedliwości w sądach jak najszybciej – podkreślił Myrcha.
Marcin Jabłoński (PAP)
mja/ par/





























































