
Image licensed by Ingram Image W 2011 roku w całej Polsce wystawiono łącznie ponad 1,2 mln mandatów na podstawie zdjęć z fotoradarów. Co roku generują one ponad 150 mln zł dodatkowych dochodów do budżetów gmin i ok. 30 mln dla Głównej Inspekcji Transportu Drogowego. Niektóre gminy w znacznym procencie opierają swoje dochody właśnie na wpływach z fotoradarów. Np. Kobylnica, która z tego tytułu otrzymuje ok. 7 mln zł rocznie. Tylko w tej jednej miejscowości wystawiono ponad 50 tys. mandatów. Czy jest to sposób na ograniczenie prędkości, czy zwyczajne myto – podatek za przejazd?
| » Radykalna podwyżka - za mandaty zapłacimy o 100 procent więcej |
To, co sprawdza się na małą skalę, niebawem przejdzie do porządku dziennego w całej Polsce. Powstaje sieć ponad 300 fotoradarów, z których wpływy do budżetu mają przynieść 1,2 mld zł dodatkowych dochodów. I to wszystko niewielkim kosztem, raptem 42 mln zł.
Jednak to nie koniec. Samo zdjęcie nie wystarczy, żeby ukarać kogoś mandatem. W zeszłym roku ponad 100 tysięcy kierowców odmówiło jego przyjęcia twierdząc, że to nie oni byli kierowcami. Nie potrafili też wskazać osoby, która prowadziła sfotografowany pojazd. Nawet jeśli to zrobili, to odmowy udzielały osoby, które zostały przez nich wskazane. Strony wymieniały się pismami, ale w efekcie zamiast zysków do budżetu, były straty. Państwo szykuje nowy bicz na cwaniaków.
21 dni na odpowiedź
Projekt zakłada, że właściciel pojazdu, po otrzymaniu mandatu, będzie miał 21 dni na odpowiedź, czy to on kierował pojazdem lub nie. Jeśli przyzna się do winy, to oprócz kary finansowej, otrzyma także punkty karne. Jeśli w ciągu trzech tygodni właściciel pojazdu nie da żadnej odpowiedzi, to i tak będzie musiał zapłacić mandat, ale podwyższony o 50%. Trzecia możliwość, to wskazanie osoby kierującej w tym czasie pojazdem. Eksperci przekonują, że od dnia wykroczenia do ukarania mija nawet 6 miesięcy.
Teraz całość procedur ma zająć nie więcej niż miesiąc. Naturalnie, dla kierowców z dużą liczbą punktów karnych na koncie ciągle bardziej opłacalne będzie nieprzyznanie się do winy, czyli brak odpowiedzi do urzędu. Zapłacą wtedy 50% więcej, ale za to nie będzie im grozić utrata prawa jazdy. Jest to paradoks fotoradarów. Pierwotnie pomysłodawcy ich instalowania na drogach kierowali się chęcią wyeliminowania lub ograniczenia niebezpieczeństwa spowodowanego nadmierną prędkością. Ci, których stać na płacenie wyższego myta, a niestety często otrzymują mandaty, spotka tylko kara finansowa. Dalej będą stwarzać zagrożenie. Niestety, potwierdza to slogan powtarzany od lat – ten kto ma pieniądze, nie musi martwić się prawem.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
| Zobacz też: |
| » Działki warte miliardy złotych |
| » Trybunał zbada zasady działania Polskiego Związku Działkowców |
| » Będziemy bogatsi od Węgrów, ale za Litwinami |
































































