W poniedziałek doszło do gwałtownej wolty na rynkach surowców: ceny ropy, miedzi i srebra zawróciły i poszły ostro w górę. Równocześnie S&P500 odnotował najgorszą sesję od 5 tygodni, a Nasdaq od siedmiu.


Indeks S&P500 zakończył poniedziałek spadkiem o 0,68% po tym, jak podczas piątkowej sesji ustanowił nowy rekord wszech czasów. Tak skromny spadek był zarazem najsilniejszą zniżką tego indeksu od 5 tygodni. Nasdaq cofnął się o 1,35%, a w dół pociągnęły go taniejące o 3,5% akcje Apple Inc.
Komentatorzy wiązali poniedziałkowe spadki ze słabymi danymi z sieci handlowych. Według National Retail Federation obroty sklepów w „czarny piątek” były aż o 11% mniejsze niż rok temu. Co więcej, był to drugi rok z rzędu, gdy sieci handlowe odnotowały spadek sprzedaży w dniu, w którym tradycyjnie „wychodziły na plus” w skali całego roku. To raczej nie jest oznaka siły amerykańskiego konsumenta, od którego postawy uzależniona jest kondycja całej gospodarki.

Tak słabe dane z branży handlowej kontrastowały z bardzo mocnym indeksem ISM mierzącym koniunkturę w przemyśle. W listopadzie wskaźnik ten ukształtował się na poziomie 58,7 pkt. wobec 59 pkt. w październiku. To jednak wciąż bardzo wysoki wynik sygnalizujący wysoką dynamikę wzrostu aktywności w amerykańskim sektorze wytwórczym. Był to także rezultat wyższy od rynkowego konsensusu wynoszącego 58,0 pkt.
Ale prawdziwe fajerwerki można było obserwować na rynkach surowcowych. Kurs ropy naftowej rozpoczął dzień spadkiem o 3,5%, by zakończyć sesję o niemal 5% powyżej piątkowego zamknięcia. Notowania kontraktów na złoto podskoczyły o 3,9%, choć Szwajcarzy odrzucili w referendum „złotą inicjatywę”. Cena srebra wzrosła o 6,7%, a miedź podrożała o 1,6%.





























































