To, co dla większości analityków i komentatorów wydawało się oczywiste już od dłuższego czasu, wywołało bardzo nerwową reakcję rynków. Piątkowa decyzja agencji Standard & Poor’s o pierwszej w historii obniżce ratingu kredytowego Stanów Zjednoczonych zasiała panikę wśród finansistów. Niby każdy widział, że USA od kilkunastu miesięcy nie zasługują na najwyższy możliwy rating. Lecz ta – ponoć powszechna – wiedza nie ustrzegła rynków przed bardzo nerwową wyprzedażą akcji i surowców.
Jeszcze rano wydawało się, że reakcja inwestorów będzie dość spokojna. Giełdy w Mediolanie i Madrycie zwyżkowały nawet po 2% w odpowiedzi na interwencję Europejskiego Banku Centralnego, który rozpoczął skup włoskich i hiszpańskich obligacji, wyraźnie obniżając oprocentowanie długu dwóch największych państw z grona PIIGS.
To jednak nie uspokoiło nerwowych nastrojów – jeszcze przed południem wszystkie europejskie giełdy wróciły pod kreskę. Inwestorzy pozbywali się akcji, jakby jutra miało nie być. Sytuację pogorszyli sami Amerykanie, którzy na początku sesji przyłączyli się do paniki, rozpoczynając sesję od trzyprocentowej przeceny akcji.
Można powiedzieć, że GPW nie odstawała dziś od europejskiej średniej. WIG20 przez większość dnia trzymał się dzielnie w okolicy poziomów z piątkowego zamknięcia i dopiero spadki za Atlantykiem przesądziły sprawę. WIG20 zamknął dzień stratą 2,3% i znalazł się na najniższym poziomie od blisko roku. Warszawskie blue chipy wypadły jednak lepiej od niemieckich czy francuskich, gdzie skala spadków sięgała 4%. Nie mówiąc już o głównych indeksach w Stambule i Moskwie, które zanurkowały po przeszło 7%.
Znacznie gorzej od największych spółek wypadły giełdowe „maluchy” i „średniaki. mWIG40 spadł o 5,45%, zaś sWIG80 tąpnął o 5,9% i od kwietniowego szczytu stracił już 29%. Po poniedziałkowej sesji WIG znalazł się 20% poniżej tegorocznego maksimum i według amerykańskich standardów otarł się o próg bessy. Dziś tylko 12% notowanych na GPW spółek obroniło się przed spadkiem kursu.
Ostatnia przecena akcji cechuje się paniką inwestorów, w wyniku której wyceny spółek notowanych na GPW przynajmniej w krótkim terminie zaczynają wyglądać dość atrakcyjnie. Dość powiedzieć, że w trakcie zaledwie trzech miesięcy średnia relacja ceny do zysku dla WIG-u 20 spadła niemal o połowę i znalazła się na najniższym poziomie od marca 2009 roku – a więc początku ostatniej hossy.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl
































































