Polskiemu złotemu udało się uniknąć serii dziesięciu spadkowych sesji z rzędu. Jednakże wtorkowe odreagowanie niewiele zmienia w dość nieciekawym dla naszej waluty obrazie rynku.


W środę o 9:43 kurs euro kształtował się na poziomie 4,3062 zł, a więc o pół grosza powyżej wtorkowego kursu odniesienia. Dzień wcześniej bez jakiejś wyraźnej przyczyny euro potaniało o blisko dwa grosze. Dzięki temu kurs EUR/PLN zakończył serię dziewięciu wzrostowych sesji z rzędu.
- Oczekiwany przez nas powrót w okolicę 4,30 zł na euro zmaterializował się nieco wcześniej niż sądziliśmy. Widzimy potencjał do zejścia EUR/PLN poniżej tego poziomu, ale szansa na realizację tego scenariusza w najbliższych godzinach jest ograniczona. Złoty potrzebuje pozytywnego impulsu z rynków bazowych, by kontynuować odrabianie ostatnich strat - napisali w porannym raporcie analitycy BGK.
Linia 4,30 zł przez poprzednie tygodnie powstrzymywała zwyżki na parze euro-złoty. Została przełamana dopiero w ubiegły piątek, co na gruncie analizy technicznej było sygnałem dla dalszej deprecjacji złotego. Ostatnie dni były też dość ubogie w kwestii kalendarza makroekonomicznego. To zmieni się w czwartek, gdy po południu nadejdą dane o inflacji CPI ze Stanów Zjednoczonych.
Problemem dla złotego cały czas pozostaje sytuacja na rynku dolara. Ponownie wyższe rynkowe stopy procentowe w USA (gdzie rentowność obligacji 10-letnich utrzymuje się powyżej 4%) umacniają dolara względem euro, co szkodzi walutom z rynków wschodzących. W rezultacie na polskim rynku „zielony” w środę rano kosztował 3,9290 zł i był o grosz droższy niż dzień wcześniej.

Po wtorkowym spadku ponownie w górę idą notowania franka szwajcarskiego. Helwecka waluta rano była wyceniana na 4,5849 zł, czyli o 1,7 grosza wyżej niż dzień wcześniej. Z przeszło trzymiesięcznego szczytu spadły za to notowania funta szterlinga. Brytyjska waluta kosztowała 5,1357 zł.
KK



























































