Środa przyniosła dalsze osłabienie polskiej waluty względem głównych walut świata. Złotemu szkodzą zarówno czynniki krajowe, jak i zagraniczne.


Po 10:00 kurs euro przekraczał 4,58 zł, kontynuując tym samym spadkową passę zapoczątkowaną w ubiegłym tygodniu. Dość powiedzieć, że jeszcze w miniony poniedziałek euro kosztowało 4,50 zł. Zdaniem analityków może to nie być koniec i EUR/PLN przebije 4,60 zł.
- Stosunkowo spory ruch EUR/PLN wczoraj sugeruje, że para może nie wyhamować wzrostu przed 4,60. Złoty jest już obecnie stosunkowo słaby wobec euro, wzrost EUR/PLN powinien wyhamować w okolicach 4,63 – napisali w dzisiejszym raporcie ekonomiści ING.
Wyraźnie w górę idzie także kurs dolara – do 3,89 zł. Amerykańska waluta drożała już wcześniej (ubiegły tydzień zaczęła od 3,79 zł), jednak kolejnego wiatru w żagle dały jej wczorajsze zaskakujące dane o inflacji w USA (5,4 proc. r/r, najwięcej od 2008 r.). Mechanizm jest prosty – inwestorzy sądzą, że wysoka inflacja skłoni (do pewnego stopnia) Rezerwę Federalną do choćby zasygnalizowania możliwości zacieśnienia polityki monetarnej. Im bliżej spodziewany moment normalizacji polityki Fedu, tym dolar mocniejszy, co widać po parach walutowych z udziałem „zielonego”. Najważniejsza z nich – EUR/USD – zeszła poniżej 1,18 USD, najgłębiej od kwietnia.
- Wydarzeniem dnia bez wątpienia będzie wystąpienie prezesa amerykańskiej Rezerwy Federalnej przed Komisją ds. Usług Finansowych Izby Reprezentantów, w trakcie którego Powell przedstawi półroczny raport na temat polityki monetarnej. Inwestorzy bacznie śledzić będą jego wypowiedzi na temat perspektyw stóp procentowych, w szczególności po wczorajszej niespodziance w danych o inflacji w USA, która nieoczekiwanie przyspieszyła (do maksimum z 2008 roku), poddając pod wątpliwość scenariusz Fed o tymczasowości wzrostu tego wskaźnika. Nie uważamy jednak, by narracja Powella miała wyraźnie różnić się od tej prezentowanej podczas czerwcowych posiedzeń Fed – dodają analitycy ING.

Słabość złotego widać także przez pryzmat kursu franka szwajcarskiego. Helwecka waluta wyceniana jest na ponad 4,24 zł, co jest najwyższym poziomem od listopada ubiegłego roku. Dla porównania, jeszcze na początku czerwca frank kosztował 4,06 zł.
Analogicznie przedstawia się kurs funta. W jego przypadku obserwujemy wzrost do 5,385 zł. To o 15 groszy więcej niż na początku lipca. Brytyjska waluta jest najdroższa od kwietnia, gdy warta była ponad 5,47 zł.
Do grona „standardowych” wyjaśnień obecnej słabości złotego (nastroje na rynkach światowych, obawy o kolejną falę pandemii, reakcja na niechęć RPP do podwyżek stóp procentowych etc. ) doszła dziś kolejna. Ekonomiści mBanku proponują w tym kontekście kwestię sporu między Polską i UE.
- Ostatni wywiad z prezes Sądu Najwyższego mógł wprowadzić nieco zaniepokojenia względem zbliżającego się wyroku. Dodatkowo, wczoraj decyzję – mówiąc bardzo ogólnie i skrótowo – w kwestiach nadrzędności prawa polskiego nad europejskim miał podjąć Trybunał Konstytucyjny, jednak sprawę odroczono do czwartku. Tymczasem polski Krajowy Plan Odbudowy (KPO) wciąż zalega w Komisji Europejskiej i czeka na akceptację. Do tej pory Komisja odrzuciła plan węgierski, tłumacząc to brakiem między innymi działań antykorupcyjnych i gwarantujących niezawisłość sądów. Nie można łatwo odrzucić hipotezy, że również losy polskiego KPO są w pewnym sensie związane z odroczonym wyrokiem TK. Do czasu rozwiązania niepewności złoty pozostanie słaby. W perspektywie kilku miesięcy walutę wspierać powinno zbliżające się zacieśnienie polityki pieniężnej, jednak nie będzie to wsparcie nadmiernie duże, bo jednocześnie zwiększyła się tolerancja RPP dla wyższej inflacji, co raczej rozciąga w czasie całą ścieżkę zacieśnienia i póki co pozostawia przekroczenie poprzedniego poziomu stóp procentowych jedynie w obszarze spekulacji – czytamy w dzisiejszym raporcie makroekonomicznym mBanku.
Michał Żuławiński



























































