Środowy poranek przyniósł mocny wzrost kursu euro, który nastąpił po bardzo silnych spadkach z dwóch poprzednich dni. Zdaniem analityków, choć średnioterminowe perspektywy złotego uległy poprawie, to na krótką metę wystawiony jest na ryzyko korekty.


Do 9:41 kurs euro zdążył wzrosnąć o przeszło trzy grosze, osiągając poziom 4,4427 zł. Na to poranne osłabienie polskiej waluty trzeba spojrzeć w nieco szerszym kontekście. Albowiem przez poprzednie dwa dni kurs EUR/PLN spadł o blisko 12 groszy i osiągnął najniższe poziomy od sierpnia. Łącznie od początku października do wtorkowego wieczoru euro potaniało o prawie 22 grosze.
Nikt nie ma wątpliwości, że była to reakcja na wynik niedzielnych wyborów parlamentarnych i próba wyceny konsekwencji szans zmiany władzy w Polsce. Od kilku dni zagraniczny kapitał wali do nas drzwiami i okami, co widać nie tylko po zachowaniu złotego, ale też silnych zwyżek na warszawskiej giełdzie oraz spadku rentowności obligacji skarbowych.
- Zmiana fundamentalnego postrzegania złotego przez inwestorów zagranicznych, możliwość zwiększenia napływu ich środków w inwestycje bezpośrednie oraz rynkowe oczekiwania na odblokowanie i napływ środków z UE powinny w średnim i długim horyzoncie czasowym wspierać siłę naszej waluty – ocenili ekonomiści PKO BP. Osobną kwestią są oczekiwania na bardziej „jastrzębią” postawę większości Rady Polityki Pieniężnej, która może mniej chętnie ciąć stopy procentowe przy innym rządzie. Można też spekulować, czy oczekiwania zagranicznych inwestorów wobec nowej ekipy rządzącej nie są zbyt wygórowane.

- W krótkim terminie jednak kurs EUR/PLN dotarł do okolic celów wyznaczanych na br. przez globalnych inwestorów finansowych oraz do średnioterminowych minimów z końca lipca - dodają analitycy PKO BP. - Stąd według naszej oceny w takim horyzoncie ryzyka korekcyjnego osłabienia PLN utrzymują się, pierwsze techniczne opory znajdują się w pobliżu 4,45, a kolejne w okolicach 4,50 - dodają.
- Wydaje nam się, że w pewnym momencie przyjdzie korekta euforii powyborczej przy stabilizacji EUR/PLN w przedziale 4,40-4,50, a optymizm mogą ograniczać, chociażby ryzyka geopolityczne z Bliskiego Wschodu – wtórują analitycy Santander BP.
Tymczasem sytuacja na rynkach światowych nie jest najlepsza dla złotego. Co prawda dolar przestał umacniać się względem euro, ale rentowności amerykańskich obligacji skarbowych utrzymują się na poziomach najwyższych od kilkunastu lat. I są już zbliżone do tego, co oferuje dług Polski. To wszystko w połączeniu z napiętą sytuacją geopolityczną (Bliski Wschód, Ukraina, tlący się konflikt gospodarczy USA-Chiny) może w każdej chwili ponownie zaszkodzić naszej walucie.
Niemniej jednak jeszcze we wtorek dolar na polskim rynku był najtańszy od półtora miesiąca i kosztował nawet 4,1656 zł. W środę rano amerykańska waluta była wyceniana 3 grosze wyżej i osiągała cenę ponad 4,20 zł.
Frank szwajcarski wart był 4,6731 zł, a więc o prawie 4 grosze więcej niż we wtorek wieczorem, gdy był najtańszy od dwóch miesięcy. Z kolei z przeszło dwuletniego dna odbiły się notowania funta brytyjskiego. O poranku szterling wyceniany był na 5,1227 zł, czyli o przeszło 4 grosze wyżej niż we wtorek, gdy jego notowania osiągnęły najniższy poziom od lutego 2021 roku.






























































