Poniedziałek przyniósł równie silne wzrosty notowań srebra i złota. Ceny obu metali osiągnęły najwyższe wartości od 22 marca. Znamienne, że nagła zwyżka w sektorze metali szlachetnych dokonała się w dniu nadzwyczajnej aktywności Rezerwy Federalnej.


Kurs kontraktów na złoto poszedł w górę o blisko 1,5% na zamknięciu poniedziałkowych notowań w Nowym Jorku, osiągając poziom 1 258 dolarów za uncję. Jeszcze bardziej spektakularne były wzrosty notowań srebra, które podrożało o 3,8%, do 15,95 USD za uncję.
Przyczyny stojące za poniedziałkową zwyżką cen kruszców pozostają nieustalone. Niektórzy komentatorzy twierdzą, że to efekt osłabienia dolara. Inni wskazują na ryzyko dla rynku akcji związane z rozpoczynającym się sezonem publikacji raportów za pierwszy kwartał, które najprawomocniej pokażą kilkuprocentowy spadek zysków spółek tworzących S&P500.
Jeszcze inni mówią o bliżej nieokreślonych obawach związanych m.in. z sytuacją włoskich banków, gdzie toczą się decydujące rozmowy o utworzeniu funduszu mającego pomóc w „rozparcelowaniu” sterty złych długów szacowanych na 360 mld euro.
Część analityków twierdzi, że wzrosty cen złota to przede wszystkim efekt sytuacji technicznej. Zaskakująco słaba korekta noworocznego rajdu (+20% od końca grudnia do połowy marca) miała sprawić, że na rynku pojawiło się więcej spekulacyjnego, „gorącego” kapitału. Popyt miał się pojawić, gdy kurs złota dwukrotnie w ostatnich tygodniach obronił barierę 1 200 USD/oz.

Istnieją też wytłumaczenia na pograniczu „teorii spiskowych”. Poniedziałek był dniem wyjątkowej aktywności Fedu. Najpierw na nadzwyczajnym posiedzeniu zebrał się zarząd Rezerwy Federalnej, aby omówić kwestię zmian stopy dyskontowej. Później prezes Fed Janet Yellen spotkała się z prezydentem Barackiem Obamą, aby podyskutować „o gospodarce”. Trudno uciec od spekulacji, że mogła to być forma nacisku na Fed, aby ten obniżył stopy procentowe. Oficjalnie wszelkie tego typu przypuszczenia zdementowano.





























































