To ostatnie dni chwały chińskiej motoryzacji? Słowa prezesa Chery Yin Tongyue mogą o tym świadczyć. "China speed", czyli narzucone przez tamtejsze firmy tempo, może się paradoksalnie okazać dla nich zabójcze. Zgodnie z jego prognozami z około 100 koncernów przetrwa zaledwie kilka.


Jeden z największych koncernów motoryzacyjnych w Chinach - Chery - podobnie jak inni musi się zmagać z wojną cenową na swoim rodzimym rynku - przyznał Yin Tongyue w wywiadzie dla Reutersa. Ta przepychanka wewnętrzna staje się coraz bardziej brutalna, przeradzając się w bratobójczą wojnę.
W najbliższych latach na rynku zajdzie konsolidacja i pozostanie kilka firm - prognozuje.
Najnowsza strategia firmy opiera się na czerpaniu jednocześnie z doświadczeń innych gigantów. - Nazywamy to podwójnym T, czyli Toyota plus Tesla - wyjaśnia Yin Tongyue. Przekłada się to także na działania marketingowe. Wcześniej bowiem reklamowała się jako "ciekawa i tania". Teraz stawia na "jakość i innowacyjność".
Wojna cenowa i nowe podatki topią chińską motoryzację
Zresztą nie jest to odosobniony głos. W podobnym tonie wyrażał się prezes Kii Song Ho-sung. Jego zdaniem kurczy się parasol ochronny chińskiego rządu, który do tej pory roztaczał się nad branżą. I to szybciej niż początkowo przewidywano.
O czym dokładne mowa? Pekin obłożył samochody elektryczne i hybrydy plug-in podatkiem. Jest to pokłosie przesunięcia zainteresowania partii z motoryzacji na sztuczną inteligencję czy robotykę. Nowe obciążenie fiskalne spowodowało, że liczba rejestracji tylko w pierwszym kwartale 2026 roku spadła o jedną piątą. To z kolei przekłada się na jeszcze bardziej agresywną walkę na europejskim rynku poprzez m.in. otwieranie przez chińskie koncerny fabryk na Starym Kontynencie.

W swojej stajni Chery Automobile ma takie marki jak Omoda i Jaecoo. W zeszłym roku koncern sprzedał 2,8 mln samochodów, co stanowi 8-proc. wzrost.
opr. aw


























































