Najnowsza prognoza Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przewiduje, że w 2060 roku w Polsce będzie żyło 30,6 mln osób. Na emerytury 9,7 mln emerytów będzie pracowało tylko 16,5 mln Polaków. ZUS w obecnej formie nie ma najmniejszej szansy na przetrwanie.
Najnowsza prognoza ZUS-u przewiduje, że liczebność Polaków spadnie w ciągu 47 lat o 8 mln osób. W 2060 roku w kraju nad Wisłą będzie żyło o jedną piątą osób mniej niż obecnie. Scenariusz ten jest bardziej pesymistyczny, niż prezentowana niedawno prognoza Eurostatu. Według niej liczebność miałaby się zmniejszyć "tylko" o 6 mln osób - do 32,4 mln.
ZUS zakłada, że w 2060 roku będzie 16,5 mln osób w wieku produkcyjnym. Będą oni pracować nie tylko na emerytury 9,7 mln emerytów, ale także na utrzymanie 4,4 mln osób w wieku przedprodukcyjnym, czyli dzieci i nastolatków. W praktyce na jednego emeryta będzie pracowało statystycznie 1,7 osoby. Takie wnioski można wyciągnąć po lekturze opracowania ZUS-u.
ReklamaZobacz także
Połowa osób nie pracuje

Warto jednak w tym miejscu uwzględnić dodatkowe czynniki, a przede wszystkim fakt, że nie wszystkie osoby w wieku produkcyjnym będą pracować. Z danych GUS-u wynika, że obecnie w Polsce osób zdolnych do pracy jest 31 mln. GUS przyjmuje, że są to osoby w wieku 15-74 lata. Tymczasem aktywnych zawodowo jest tylko 17 mln. Współczynnik aktywności zawodowej ujęty procentowo to zaledwie 56 proc. osób w wieku produkcyjnym. Z kolei wskaźnik zatrudnienia to 50,4 proc.
Jeśli dziś mamy 6,9 mln emerytów, to praktycznie na jedną osobę w wieku poprodukcyjnym pracuje 2,4 osoby. Z danych ZUS wynika, że teoretycznie 3,5. Jeśli współczynnik aktywności zawodowej za 47 lat będzie utrzymywał się na podobnym poziomie, to w 2060 roku na jednego emeryta będzie pracowało znacznie mniej niż jedna osoba. Wówczas system w obecnej formie nie ma żadnych szans na wydajne działanie.
Polska wymiera
Pewnym "odciążeniem" portfela osób w wieku pracującym będzie coraz niższa liczba dzieci. Prognozy zakładają spadek osób w wieku przedprodukcyjnym z 7 do 4,4 mln. Nasze społeczeństwo się starzeje i zaczynamy osiągać ujemny przyrost naturalny. Z prognoz GUS-u wynika, że czeka nas katastrofa demograficzna.
Urodzenia i zgony w latach 1990-2012 oraz prognoza do 2035 roku

Źródło: GUS, Podstawowe informacje o rozwoju demograficznym Polski do 2012 roku
Jeszcze raz przypomnijmy, co sam ZUS pisze na temat swoich prognoz: "We wszystkich prezentowanych wariantach przez wszystkie lata aż do końca horyzontu prognozy fundusz emerytalny osiąga ujemne saldo roczne. Oznacza to, że bieżące wpływy składkowe do funduszu emerytalnego nie pokrywają wydatków na emerytury finansowane z tego funduszu oraz części odpisu na ZUS (...). Miarą efektywności systemu emerytalnego jest jego wydolność. W żadnym z wariantów wydolność systemu emerytalnego nie osiąga pułapu 100%".
Problem systemu emerytalnego jest widoczny także w innych krajach. Ostatni pomysł rosyjskich polityków to wprowadzenie obowiązku przekazywania na poczet emerytury żyjącego rodzica po 2 proc. miesięcznych zarobków (4 proc. na ojca i matkę). Już teraz system emerytalny Rosji stał się niewydolny. Nawet mimo tego, że składka emerytalna w Rosji to 22 proc. wynagrodzenia. W Polsce to na razie "tylko" 19,52 proc.
O godnej emeryturze możemy w Polsce zapomnieć.
Wojciech Boczoń
| Komentuje Łukasz Piechowiak, analityk Bankier.pl | |
Dane z przymrużeniem okaW obecnej formie ZUS nie przetrwa. Konieczne są reformy, które niestety wiązałyby się z pozbawieniem przywilejów emerytalnych wielu grup zawodowych. Ich brak to odwlekanie problemów oraz zwiększanie kosztów ich przeprowadzenia w przyszłości m.in. z powodu rosnącego długu publicznego, który niebawem przekroczy 1 bln zł. Do tego dochodzi inny kłopot pomijany przy tego typu analizach - młodzi Polacy muszą pracować na utrzymanie swoich rodziców, dzieci, a także na siebie, czyli np. spłatę kredytów mieszkaniowych. To bardzo mocno obciąża młodych ludzi, którzy zmuszani są do płacenia składek na dobrobyt jednych tym samym tracąc szanse na polepszenia własnej sytuacji materialnej. Z tego względu część po prostu ucieka za granicę.Z drugiej strony długofalowe prognozy mają to do siebie, że zwykle się nie sprawdzają. Bazują one na założeniu, że jeżeli nic się nie zmieni lub obecna polityka będzie kontynuowana, to za 50 lat wynik będzie taki, a nie inny. 20 lat temu prognozowano, że Polaków będzie 45 mln. Obecnie rząd przekonuje, że już w 2020 roku osiągniemy średnią unijną w poziomie PKB per capita. Słynny amerykański politolog George Friedman twierdzi, że Polska obok Turcji, Japonii i USA za 50 lat będzie jednym z najpotężniejszych mocarstw na świecie. Na każdą prognozę należy patrzeć z przymrużeniem oka. W ciągu 10 lat mogą się wydarzyć rzeczy nieprzewidywalne np. odkrycie naukowe, które sprawią, że obecne problemy będzie bardzo łatwo rozwiązać. | |



























































