

W najbliższych dniach w wybranej jednostce wojskowej (nie wiadomo, w której) odbędzie się kontrola sprawdzająca utrzymanie gotowości mobilizacyjnej. W jej ramach na przeszkolenie wezwana zostanie grupa około 500 rezerwistów.

Zostaną oni powołaniu w trybie natychmiastowego stawiennictwa. Ponadto, w czasie trwania kontroli wezmą udział w krótkotrwałych ćwiczeniach wojskowych, w ramach limitu przewidzianego na ten rok.
MON chce w ten sposób dokonać oceny funkcjonowania jednostki wojskowej, w której przeprowadza się mobilizację z udziałem rezerwistów. Oceniona zostanie również sprawność terenowej administracji wojskowej.
"Działanie to ma charakter planowy" - czytamy w komunikacie MON. Resort zapewnia, że taki ruch był ujęty w wojskowych dokumentach kontrolno-planistycznych na ten rok.

Ostatnie takie szkolenie odbyło się 7 lat temu. W ciągu całego roku na szkoleniach różnego typu planuje się przeszkolenie w sumie 12 tysięcy żołnierzy rezerwy.
Natychmiastowe stawiennictwo, które w przypadku tego ćwiczenia dotyczy kilkuset rezerwistów, oznacza, że po odebraniu karty powołania mają oni obowiązek stawić się w jednostce, gdzie są mundurowani, wyposażani i włączani w jej strukturę, po czym rozpoczną szkolenie umożliwiające im zgranie się z żołnierzami służby czynnej (zawodowymi) i informuje MON.
Komentarz eksperta
Jeśli zechcemy, to uzbroimy wszystkich
Do wojska może być powołany każdy – taka jest cena zagrożenia konfliktem zbrojnym. Zdolność mobilizacyjna państwa jest bardzo ważnym czynnikiem odstraszającym potencjalnego agresora.
Państwo, które nawet nie tworzy kanałów do szybkiej i sprawnej mobilizacji, jest bardzo łatwym kąskiem dla potencjalnych agresorów. Zmiany prawne wprowadzone niedawno przez MON sprawiają, że za granicą powstaje wrażenie, że gdy zajdzie taka potrzeba, mamy prawne możliwości szybkiego powołania pod broń bardzo dużej liczby ludzi.
Potencjalny agresor, miejmy nadzieję, nie ma wiedzy o tym jakie są nastroje społeczne i stosunek Polaków do ewentualnej branki.
Z drugiej strony, w przypadku zaistnienia rzeczywistego zagrożenia nastroje mogą się bardzo szybko zmienić. Wojny wygrywają nie tylko te kraje, które mają więcej pieniędzy, karabinów, myśliwców, dronów i rakiet dalekiego zasięgu, ale też dobry PR wewnętrzny i zewnętrzny. Podpisane rozporządzenie to jasny komunikat na zewnątrz – jeśli zechcemy, to uzbroimy wszystkich.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/mon.gov.pl/kd /buch






























































