Mieć na własność nieruchomość to w Polsce kwintesencja finansowego sukcesu i prywatnego spełnienia. Nawet jeśli okupiona wieloletnim długiem wobec banku. Podobnie jest w innych krajach. I nawet tam, gdzie statystyka wskazuje na coraz większą popularność wynajmu, zmiana jest wynikiem konieczności, nie nowej mentalności.

fot. ThinkStock
Jeśli w Chinach o rękę kobiety stara się dwóch mężczyzn, prawdopodobnie wybierze ona tego, który ma własną nieruchomość. Tygodnik „The Economist” cytuje wyniki badania, według których aż trzy czwarte kobiet w tym kraju traktuje zdolność do zapewnienia domu jako jedno z najważniejszych kryteriów decyzji o ślubie. I nawet kiedy kobieta nie zamierza brać tego czynnika pod uwagę, z całą pewnością rodzina i znajomi jej o nim przypomną.
W kraju, gdzie zawarcie umowy o kredyt hipoteczny zazwyczaj poprzedza wstąpienie w związek małżeński, ukuto nawet specjalne określenie dla osób, które wiążą się, choć żadna z nich nie posiada jeszcze aktywów w postaci nieruchomości. Lekko złośliwie nazywa się je nagimi małżeństwami (ang. naked marriages). I chociaż z Chin do Europy daleko, mentalnie dystans jest o wiele mniejszy. Niegrzeszący mobilnością Polacy słyną z przywiązania do nieruchomości – o dom najpierw latami się stara, później latami się go spłaca, żeby finalnie, na lata, zostawić go kolejnym pokoleniom.

Wstrzemięźliwi tylko na chwilę
W jednym z badań prowadzonych przez ING zapytano internautów, czy bycie właścicielem nieruchomości czyni ich szczęśliwszymi ludźmi. Prawie 90% osób – zatem ogromna większość – odpowiedziało pozytywnie. Wyniki badania chyba zaskoczyły nawet jego pomysłodawców, bowiem sporą część podsumowania poświęcili oni coraz częstszym sygnałom podważania prostej zależności pomiędzy własnością aktywów a odczuciem szczęścia.
Bank powołuje się przy tej okazji na poświęcony temu samemu tematowi artykuł w zeszłotygodniowym „The New York Times”. Autorka artykułu zwraca uwagę, że przybywa naukowych publikacji podkreślających, że kupowanie nieruchomości wcale nie jest inwestycją we własne zadowolenie. A zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Jeśli o mieszkanie trudniej niż kiedyś, oszczędzanie równoznaczne z odmawianiem sobie przyjemności typu kino czy wyjście do restauracji wpłynie na prywatny poziom zadowolenia z odwrotnym wręcz skutkiem – sugeruje.

fot. ThinkStock
Dekoniunktura w gospodarce zmusza ludzi do zrewidowania stylu życia, wskutek czego posiadanie domu czy samochodu przestaje być priorytetem. Ale tylko na jakiś czas. Po latach odkładania, gdy gospodarka odżywa, niższe oprocentowanie długu i ceny nieruchomości wystarczą, żeby konsumenci zaczęli popełniać te same grzechy, co wcześniej. Ludzie niezmiennie żyją w przekonaniu, że własna nieruchomość da im poczucie szczęścia, mimo że na dobrą sprawę nie potwierdzają tego żadne badania – twierdzi profesor Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej, na której obserwacje powołuje się amerykański dziennik. Kiedy w 2011 roku Uniwersytet Pensylwanii przebadał 600 mieszkanek Ohio, te, które były właścicielkami zamieszkiwanych nieruchomości, nie okazały się szczęśliwsze niż te, które podpisały umowy wynajmu.
Wynajem – współczesna konieczność
Gorącymi zwolennikami posiadania nieruchomości na własność od zawsze byli też Brytyjczycy. Ale i na Wyspach ostatnio nastąpiło poruszenie po tym, gdy serwis propertywire.com ogłosił, że odsetek osób posiadających nieruchomość na własność spadł do poziomu z lat 80. Powód jest jednak przyziemny i nie ma nic wspólnego ze zmianą mentalności – dotyczy dużych trudności w nabywaniu mieszkania przez ludzi młodych. Z prawie 14,5 mln osób posiadających brytyjską nieruchomość na własność 30% stanowią osoby w wieku 65+. Będących na swoim 30-latków (25-34 lata) jest niespełna 10%. Ci, którzy dzisiaj wynajmują, przebierają nogami na samą myśl o kupnie domu, bo wynajem jest dla większości rozwiązaniem tymczasowym. Według raportu English Housing Survey 32% wynajmujących prywatne nieruchomości mieszka w nich krócej niż rok, z kolei 60% właścicieli wyprowadza się ze swoich nieruchomości dopiero po 10 latach.
Mimo że polska gospodarka znajduje się dziś w zupełnie innym miejscu niż te anglosaskie, a tym bardziej chińska, przywiązanie do nieruchomości pozostaje wspólnym mianownikiem. Według jesiennego Barometru finansowego ING na swoim jest już 69% polskiego społeczeństwa. 83% Polaków uważa, że posiadanie domu jest korzystniejsze niż jego wynajmowanie. Taki sam odsetek badanych traktuje kupno nieruchomości jako dobrą inwestycję. Nadal jednak nie z tego jednak powodu finalizuje się większość transakcji na krajowym rynku nieruchomości.
Malwina Wrotniak,
Bankier.pl
m.wrotniak@bankier.pl



























































