
Big Ben, London (źródło: Ingimage)
Po faktycznym bankructwie Grecji, Irlandii i Portugalii na czele potencjalnych euro-bankrutów znalazła się Hiszpania. I to nie bezzasadnie. Oficjalnie dług publiczny Madrytu na koniec zeszłego roku sięgnął 68,5% i według prognoz analityków za dwa lata może sięgnąć 95%. Ale uwzględniając wszystkie zobowiązania publiczne Hiszpanii, łącznie z gwarancjami dla banków i europejskich funduszy ratunkowych relacja ta już teraz sięga astronomicznego poziomu 133,8%!
Władze Hiszpanii rok w rok notują ogromny deficyt budżetowy – średnio niemal 10% PKB przez ostatnie trzy lata, zadłużając się w tempie stu miliardów euro rocznie! W zdecydowaną poprawę nie wierzy nawet Komisja Europejska, która na ten i przyszły rok spodziewa się relacji deficytu finansów publicznych do PKB na poziomie 6,3-6,4%. Dodatkową niewiadomą pozostaje sytuacja sektora bankowego, który jest obciążony 200-250 mld euro złych kredytów. W czerwcu Hiszpania dostała od pozostałych krajów strefy euro obietnicę pożyczki 100 mld euro na dokapitalizowanie swoich banków. Lecz kwota ta może okazać się niewystarczająca.
Hiszpańska jakość i brytyjski temperament
Rentowność 10-letnich obligacji hiszpańskich przekroczyła właśnie próg 7%, który większość analityków uważa za górną granicę wytrzymałości finansów Madrytu. Po przekroczeniu tego poziomu o pomoc do UE i MFW zwróciły się Grecja, Irlandia i Portugalia. Tymczasem dochodowość 10-letnich papierów brytyjskich wynosi niespełna 1,7% i należy do najniższych na świecie. Co więcej, ostatni spadek rentowności giltów świadczy o tym, że inwestorzy traktują je jako bezpieczną lokatę kapitału i ani trochę nie wątpią w wypłacalność Zjednoczonego Królestwa.
| »Hiszpańska corrida nauczką dla Polski |
Ta wiara niepomiernie dziwi, jeśli spojrzeć na parametry fiskalne Wielkiej Brytanii. Brytyjski dług publiczny osiągnął 85,7% PKB i podobnie jak w Hiszpanii w ciągu ostatnich trzech lat przyrastał w średnim tempie 10% PKB rocznie. W 2009 roku większy niedobór w kasie państwa odnotowały jedynie Grecja oraz Irlandia....
Choć konserwatywny rząd Davida Camerona usiłuje oszczędzać i ogranicza wydatki państwa, to z powodu recesji kurczą się także wpływy podatkowe. W efekcie redukcja relacji deficytu do PKB postępuje równie opornie jak w przypadku Hiszpanii. KE spodziewa się, że w tym i przyszłym roku wyniesienie ona 6,5-6,7% - czyli nawet gorzej niż na Półwyspie Iberyjskim.
Wielką Brytanię i Hiszpanię łączy też recesja, która po wątłym i chwilowym ożywieniu w 2010 r. w zeszłym roku ponownie dopadła oba kraje. Prognozy KE każą się spodziewać spadku hiszpańskiego PKB o 1,8% i 0,3% rok później. W tym czasie gospodarka brytyjska ma rosnąć w ślamazarnym tempie po tym, jak w pierwszym kwartale skurczyła się o 0,2%.
Brytyjczycy mają własną drukarkę
![]() | Państwa nad przepaścią |
Dodruk pustego pieniądza uważam za praktykę skandaliczną, balansującą wręcz na granicy działań przestępczych. W dłuższej perspektywie wywoła on bardzo wysoką inflację prowadzącą do zubożenia społeczeństwa, nasilenia recesji i nieuzasadnionego ekonomicznie transferu bogactwa. Jednakże w krótkim terminie kontrola nad drukarkami banku centralnego sprawia, że inwestorzy bardziej ufają Wielkiej Brytanii niż Hiszpanii, której władze nie mają najmniejszego wpływu na decyzje Europejskiego Banku Centralnego.
Krzysztof Kolany
Główny Analityk Bankier.pl































































