Warszawskie "słoiki" zapłacą więcej za bilety ZTM
2013-08-21 23:45
publikacja
2013-08-21 23:45
Bilet jednorazowy komunikacji miejskiej w Warszawie będzie zastąpiony 75-minutowym, nie wzrośnie cena biletu 20-minutowego, mieszkańcy Warszawy płacący tu podatki będą mniej wydawać na bilety długookresowe - to niektóre ze zmian, o których poinformowała w czwartek prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Prezydent zapowiedziała nowe podejście do komunikacji miejskiej i prostszą taryfę. Biletów będzie mniej, znikną te najmniej popularne, np. 40-minutowy i 60-minutowy. Nie będzie też klasycznego biletu jednorazowego, pojawi się zamiast niego bilet 75-minutowy, który ma ułatwić przesiadki.
"Chcemy też wycofać się z podwyżki ceny biletu 20-minutowego, on jest bardzo popularny; nie byliśmy obojętni na głosy tych, którzy uważali, że jego cena jest za wysoka" - mówiła Gronkiewicz-Waltz.
Zapowiedziała też wprowadzenie Karty Warszawiaka, na podstawie której będą inne ceny biletów dla mieszkańców Warszawy płacących tu podatki. "Będą tańsze bilety 30-dniowe i 90-dniowe" - dodała.
"Ogromne podwyżki cen biletów" były jednym z zarzutów Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, która zainicjowała akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Gronkiewicz-Waltz (odbędzie się ono 13 października br.).
|
Komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl |
Wstęp do podziałów klasowych
Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. To słowa zapisane w Konstytucji. Zróżnicowanie cen biletów to w pewnym sensie dyskryminacja ze względu na miejsce zameldowania. Przykre, że władze stolicy uzależnią wysokość opłat za bilety od tego, gdzie ktoś płaci podatki.
W końcu podatki, zgodnie z definicją, są daniną płaconą na cel nieoznaczony, tzn., że władza może swobodnie dysponować tymi pieniędzmi, czyli żaden podatnik nie ma gwarancji, że akurat z jego funduszy utrzymywana jest komunikacja miejska. Co innego, gdyby zameldowani w stolicy płacili obowiązkowe składki na utrzymanie metra, autobusów i tramwajów. Propozycja władz Warszawy to bardzo niebezpieczny trend, który należy zdusić w zarodku. To wstęp do tworzenia podziałów w społeczeństwie. Pewnym jest, że przyniesie to skutki odwrotne do zamierzonych.
Warszawa i wiele innych dużych miast na prawach powiatu cierpi z powodu „janosikowego”. Tylko, że to cierpienie wywołane jest przez własną niegospodarność i praktycznie niekontrolowany wzrost zadłużenia. Polska jest krajem jednolitym, a Unia Europejska stawia na zrównoważony rozwój. Dlatego bogatsze regiony pomagają biedniejszym, dlatego też prowadzi się politykę spójności. Janosikowe to właśnie taka polityka spójności w państwowym wydaniu. Jeśli nie chcemy jej prowadzić na swoim podwórku, to jak możemy żądać, by prowadzono ją na skalę europejską?
|
Decyzję o podwyżkach cen biletów podjęła zdominowana przez PO rada miasta w maju 2011 r. W podjętej wówczas uchwale zaplanowano trzy podwyżki - od sierpnia 2011 r., z początkiem 2013 r. i od 2014 r.(PAP)
akw/ mca/ bos/ dym/