Ciekawie zachował się rynek obligacji. Ich rentowność gwałtownie spadła. Oczywiście znalazły się preteksty do podniesienia cen obligacji (spadku rentowności). Administracja amerykańska poinformowała, że w środę na aukcji sprzeda obligacje tylko za 22 mld USD, co jest jak na warunki amerykańskie niedużą kwotą. Poza tym obligacjom w USA pomógł Jean-Claude Trichet, prezes ECB, który powiedział, że bank widzi już pierwsze zagrożenia dla wzrostu gospodarki w Eurolandzie wynikające ze wzrostu cen ropy. Inwestorzy podobno założyli, że trzeba inwestować w USA skoro Europa jest zagrożona. Ze spadku rentowności obligacji można było jednak wyciągnąć wniosek, że rynek sygnalizuje, że inflacja będzie znikoma, a gospodarka wyraźnie zwolni, co wyhamuje dążenie Fed do podnoszenia stóp procentowych.
Na giełdach królowały rekomendacje. Analityk z Sanford C. Bernstein podniósł rekomendację dla całego sektora petrochemicznego twierdząc, że w ciągu następnych 18 miesięcy istnieją bardzo poważne fundamentalne powody do wzrostu ceny tego surowca. Ta rekomendacja podniosła ceny akcji w sektorze naftowym, ale nie dała do myślenia inwestorom na szerokim rynku. Pamiętamy, jak podziałała prognoza Goldman Sachs (105 USD za baryłkę). Tym razem nic się nie wydarzyło, a rynek do góry prowadziły spółki sektora sprzedaży detalicznej pod wodzą Wal-Mart. Poza tym Goldman Sachs podniósł rekomendację dla sektora producentów softwareu, a Apple i Intel drożały, dlatego, że Apple ma zamiar kupować układy scalone od Intela. Jak więc widać wzrosty indeksów następują na tak samo fałszywych przesłankach jak to miało miejsce w zeszłym tygodniu. Byki wykorzystują impet rynku i prowadzą go bezkarnie do góry, a brak wyraźnie negatywnych informacji im w tym pomaga.
We wtorek w zasadzie tylko jedno wydarzenie ma szansę poruszyć rynkami. Problem w tym, że dla Europejczyków będzie już za późno na reakcję, ponieważ dopiero o 20.00 zostanie opublikowany protokół z trzeciomajowego posiedzenia FOMC. To jest pamiętne posiedzenie, po którym, po 1,5 godziny, komunikat został uzupełniony o zdanie mówiące, że inflacja w długim terminie jest pod kontrolą. Teoretycznie w protokole nie powinno być nic nowego, ale gracze zawsze starają się coś dla siebie znaleźć i nie ma żadnej możliwości, żeby przewidzieć, co to takiego będzie. Po dużych wzrostach indeksów i znacznym umocnieniu dolara bardzo przydałaby się korekta, więc komunikat może być jej wyzwalaczem. To będzie końcowy akcent dnia. Przed południem wpływ na rynki może mieć majowy indeks koniunktury niemieckiego instytutu ZEW. Tyle tylko, że skoro gracze wierzą, że zmiana rządu poprawi sytuację gospodarczą Niemiec to słaby odczyt może zostać zlekceważony, a dobry lekko pomoże akcjom i euro. Zostaną
też opublikowane dane o sprzedaży domów na rynku wtórnym w USA, ale to nie powinno mieć żadnego wpływu na rynki finansowe. Jest tylko jeden mały znak zapytania - gdyby ceny domów gwałtownie się zmieniły (nie ma znaczenia, czy by spadły czy wzrosły) to wtedy gracze przypomnieliby sobie słowa Alana Greenspana, który w piątek ostrzegał, że gdzieniegdzie widać oznaki spekulacji. Wtedy zobaczylibyśmy negatywny wpływ na ceny akcji i dolara.
Na rynku walutowym EUR/USD przebywa pod linią trzyletniego trendu. Przełamał też w dół poziom 1,2750 USD do euro tworząc podwójny szczyt z zakresem spadku przynajmniej do 1,19 USD. Pierwsze wsparcie jest na 1,2450 USD. Opór jest na 1,2750 USD - przełamanie anulowałoby formację i mogłoby zapowiadać powrót do trendu wzrostowego.
Źródło:Informacja prasowa






























































