Tylko nadziejami na nowe interwencje Rezerwy Federalnej można wytłumaczyć wzrosty w ostatniej godzinie piątkowej sesji. Dzięki temu nowojorskie indeksy praktycznie wymazały silne spadki po publikacji bardzo słabych danych z rynku pracy.
Bowiem stan amerykańskiej gospodarki raczej nie uzasadnia obecnych wycen akcji. Słabnące tempo ożywienia gospodarczego zaczyna być uwzględniane w raportach makroekonomistów. Eksperci z banku Goldman Sachs jeszcze przed weekendem obniżyli przyszłoroczną prognozę dla dynamiki PKB Stanów Zjednoczonych z 2,5% na 1,9%, równocześnie podwyższając szacunki dla bezrobocia oraz inflacji.
Ponadto ekonomiści z Goldmana na głos powiedzieli to, o czym na Wall Street szepce się już od kilku tygodni. Rynek aż huczy od plotek, że Rezerwa Federalna zdecyduje się znów „wspomóc gospodarkę” tanim pieniądzem. W grę wchodzi kolejna faza luzowania ilościowego (ang. quantative easing) oznaczająca skup obligacji skarbowych lub reinwestownaie na rynku hipotecznym gotówki pochodzącej z zapadających obligacji.’
Sierpniowe posiedzenie amerykańskich władz monetarnych rozpoczyna się dzisiaj, a końcowy komunikat poznamy w trakcie wtorkowej sesji w USA. Tak więc w poniedziałek obóz byków wciąż może grać fedowską kartą i lekko podbić giełdowe indeksy. Taki scenariusz uwiarygodniają rosnące notowania kontraktów terminowych: o godzinie 13:15 futures na S&P500 zwyżkowały o 0,3%.
Optymistom powinno też sprzyjać puste kalendarium makroekonomiczne. Za to cała seria ważnych raportów z gospodarki spłynie na rynek dopiero w piątek. Będą to dane o sprzedaży detalicznej, inflacji (CPI) oraz nastrojach konsumentów.
K.K.































































