„Bezspadkowie” na nowojorskich parkietach wciąż trwa. Od czasu wyborczego zwycięstwa Donalda Trumpa S&P500 ani razu nie spadł o choćby 1% w trakcie jednej sesji. Jednak miodowy miesiąc Trumpa właśnie dobiegł końca.


W niedzielę minie 30 dni od dnia zaprzysiężenia Donalda Trumpa na 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Republikanin może się pochwalić całkiem niezłą „stopą zwrotu”: przez ten czas Dow Jones zyskał 3,7%. Jak zauważył portal marketwatch.com, od początku XX wieku niewielu prezydentów mogło pochwalić się lepszym wynikiem.
Lepszą stopę zwrotu z DJI „zaoferowali” jedynie Theodore Roosevelt (+6,55% w 1905 r.), William McKinley (5,58% w 1901), William Taft (5,07% w 1909) i George H.W. Bush (4% w 1989). Wszyscy wywodzili się z Partii Republikańskiej. Jedynym demokratą lepszym od Trumpa był F. D. Roosevelt, ale to był początek jego czwartej (i niedokończonej) kadencji w roku 1945. Po 30 dniach od pierwszej inauguracji (w 1933) F.D. Roosevelst pozwolił zarobić 3,44%, a więc tylko ciut mniej niż Trump.
Od dnia listopadowych wyborów prezydenckich w USA nowojorskie parkiety ogarnął szał zakupów, powszechnie uzasadniany nadziejami związanymi z nowym gospodarzem Białego Domu: obniżką podatków, deregulacją gospodarki i planami nowych wydatków na infrastrukturę (1 bln USD) finansowanych ekspansją długu publicznego. Od 8 listopada S&P500 urósł o blisko 10%, po drodze zaliczając kolejne rekordy wszech czasów.
Co więcej, trumpowy rajd odbył się bez najmniejszego nawet cofnięcia. Piątkowa sesja była 48. z rzędu, gdy S&P500 nie zmienił się o więcej niż 1%. Była to także 88. z rzędu sesja, podczas której S&P500 nie spadł o choćby 1%. Ostatni raz spadek tego indeksu o przynajmniej 1% zanotowano 11 października, co jest nietypowo długą serią „bezspadkowości”.

Inwestorzy i analitycy głowią się, jak długo taki stan rzeczy jest do utrzymania – tj. jak długo ceny amerykańskich akcji mogą bić historyczne rekordy bez jakiejkolwiek korekty. Tym bardziej, że coraz wyższe wyceny zasadzają się tylko na nadziei. Ani oczekiwania ekonomistów względem dynamiki PKB, ani „twarde dane” o produkcji przemysłowej, ani też raportowane przez spółki wyniki finansowe nie pozwalają na aż tak silny optymizm.




























































